True love overcome the worst of evils

True love overcome the worst of evils

czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 8

   Wsiadłyśmy z Alex i Cleo do samochodu brata Cleo, Kamila. Chłopak miał dwadzieścia sześć lat. Ciemne, krótko ścięte włosy i również ciemne oczy, a na twarzy lekki zarost. Był wysoki z małym brzuszkiem, ale i tak był przystojny. Obiecał nam, że podwiezie nas do szkoły na bal. Umówiłyśmy się z dziewczynami na piętnastą u Cleo, aby się przyszykować. Chłopaki mieli sobie sami jakoś poradzić, mam nadzieję, że nie zrobią z siebie pośmiewiska.
   Droga zajęła man jakieś pięć minut. Na dworze było jeszcze jasno, co nie dziwne bo nie było nawet jeszcze dwudziestej.
   Kamil zaparkował auto na szkolnym parkingu, ledwo znajdując wolne miejsce. Wszędzie było pełno samochodów i dzieciaków w pięknych strojach. Chwyciłyśmy z dziewczynami swoje torebki i wyszłyśmy z samochodu.
     -Odebrać was później?-spytał brunet, wychylając się lekko przez okno.
     -Nie, dzięki. Jakoś sobie poradzimy.-Cleo machnęła na niego ręką.
     -Dzięki za podwózkę-powiedziała Alex, poprawiając swoją ciemnoniebieską sukienkę.
     -Miłej zabawy.-Kaodpalił auto.-Tylko się zabezpieczajcie-dodał i szybko ruszył w stronę bramy.
   Cleo zacisnęła dłoń w pięść i przymknęła oczy. Odkąd pamiętam to rodzeństwo zawsze się nienawidziło.
     -To jak, idziemy?-spytała Alex.
   Obie pokiwałyśmy głowami i ruszyłyśmy w stronę wejścia na halę, w której odbywała się impreza.
   Idąc, mijaliśmy zakochane pary, które albo przytulali się w kątach, albo całowali. Szkoda, że nie ma to Louisa. Westchnęłam. Chciałabym, żeby był tu teraz ze mną. Tak długo go nie widziałam.
   Po drodze Cleo odeszła ze swoim chłopakiem, który czekał na nią z grupką swoich kumpli. W końcu razem z Alex stanęłyśmy przed drzwiami. Naokoło rozbrzmiewała głośna muzyka i gwar rozmów nastolatków. Teraz trzeba poszukać chłopaków. Otworzyłam drzwi i obie weszłyśmy do środka. W pomieszczeniu panował półmrok. Weszłyśmy do środka. Alex zaczęła się rozglądać naokoło, pewnie w poszukiwaniu Dawida. W końcu na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. Wyciągnęła rękę w górę i krzyknęła w stronę chłopaka. Blondyn również musiał ją zauważyć, bo zaczął iść w naszym kierunku.
     -Hej dziewczyny-powiedział i pocałował Alex w policzek.-Dawno cię nie widziałem-zwrócił się w moją stronę.
     -Cześć-powiedziałam.-OK, Alex zostawiam was samych. Miłej zabawy.-Pomachałam im i ruszyłam w głąb sali, za sobą usłyszałam śmiech Davida. Nie zwróciłam na to uwagi tylko szłam dalej. Rozglądałam się w poszukiwaniu chłopaków. Jest już prawie dwudziesta. Muszę jak najszybciej znaleźć Brada, żebyśmy zatańczyli tego poloneza. Przeszłam całą salę, ale nigdzie ich nie było. Czyżby jeszcze nie przyjechali? Jak nie dotrą na miejsce o czasie, to normalnie zabiję jak wrócimy do domu. Wróciłam pod drzwi i jeszcze raz rozejrzałam się po sali.Gdzie oni są? rzeczytałam rękom moje włosy, które były ułożone z idealne fale i wyszłam na zewnątrz.
     -Bella tutaj jestem!-usłyszałam głos Jamesa.
   Odwróciłam się w tamtym kierunku. W moją stronę szedł blond włosy chłopak.
     -Gdzie jest reszta?-spytałam, podchodząc powoli do niego.
     -Zaraz powinni przyjść-odpowiedział stając przede mną.
   Odwróciliśmy się i ruszyliśmy w stronę hali. Za chwile zacznie się otwarcie. Brad już dawno powinien tu być. Zaczęłam nerwowo bawić się palcami.
     -Pięknie wyglądasz-powiedział blondyn.
     -Dzięki-wymamrotałam.-Tobie też niczego nie brakuje.
     On uśmiechnął się i stanął pod ścianą. No gdzie oni są? Mieli zaraz przyjść. Zaczynałam się denerwować. Do dwudziestej zostało tylko kilka minut.
     -Nie denerwuj się tak. Na pewno zaraz przyjdą. Mają ważną sprawę do załatwienia.
     -Jaką sprawę-zapytałam.
     -Zobaczysz-odpowiedział tajemniczo.
   Po jakiśch pięciu minutach w hali pojawił się dyrektor szkoły i zaczął swoje przemówienie. Zaraz wszystko się zacznie, a ich nadal nie ma. Chwilę później pary zaczęły ustawiać się do tańca. Zaczęłam nerwowo rozglądać się po pomieszczeniu. Kiedy prawie wszyscy już byli na swoich miejscach do hali wszedł Harry.
     -Nareszcie gdzie jest Brad?-spytałam, podchodząc do niego.
     -Zaraz powinien przyjść-odpowiedział.
     -Jak to zaraz? Przecież to wszystko już się zaczyna.
     -Spokojnie-uspokajał mnie brunet i wyciągnął w moją stronę rękę. Spojrzałam na niego ze zmarszczonymi brwiami.
     -Czy czynisz mi ten zaszczyt i ze mną zatańczysz-zapytał, uśmiechając się nonszalancko.
   Nie widząc innego wyjścia ujęłam jego dłoń i ruszyliśmy w stronę reszty uczniów. Wszystkie spojrzenia momentalnie powędrowały w naszą stronę. Chłopak wydawał się nie zwracać na to uwagi. Pewnie zdążył już się przyzwyczaić. Stanęliśmy na środku. Muzyka rozbrzmiała w pomieszczeniu i wszyscy zaczęliśmy tańczyć. Dobrze, że Harry umie to tańczy, bo inaczej nie wiem co bym zrobiła, a Brad jeszcze tego pożałuje jak wrócimy do domu. Jakoś w połowie tańca ponownie zaparkował gwar. Lekko przekręcić głowę w stronę drzwi gdzie patrzyła większość uczniów. Do sali wszedł uśmiechający się szeroko Brad. Zmarszczyłam brwi. Wystawił mnie i na dodatek uśmiecha się jak głupi. Już miałam odwrócić wzrok, ale moja uwagę przykuł towarzysz chłopaka, który właśnie wszedł do środka. To na nim była skupiona uwaga większości dziewcząt. Przeniosłam na niego wzrok i momentalnie zamarłam. Louis. Co on tu robi? Przecież miał być u rodziny w Londynie. Chłopak uśmiechał się szeroko nie spuszczając ze mnie wzroku. Po chwili ruszył w naszą stronę. Harry odsunął się powoli, kiedy szatyn stanął przed nami.
     -Można?-zapytał, wychylając dłoń w moją stronę.
   Nic nie mówiąc drżącą ręką ujęłam jego. Chłopak przybliżył się i zaczął poruszać się zgodnie z innymi. Skąd on się tego nauczył?
     -Skąd znasz poloneza?-spytałam, nie spuszczając z niego wzroku.
     -Nauczyłem się.-Zaśmiał się.- Nie przywitasz się ze mną?
     -Tęskniłam za tobą-powiedziałam.
     -Ja za tobą też.
     -Ale co ty tu robisz?
     -Chyba nie mógłbym opuścić imprezy swojej dziewczyny.
   Resztę tańca spędziliśmy w ciszy, patrząc na siebie nawzajem. Kiedy skończyliśmy, na hali rozbrzmiała szybka muzyka. Powoli wróciliśmy do reszty, trzymając się za ręce.
     -I jak się podoba niespodzianka?-spytał Brad, kiedy stanęliśmy obok nich.
     -Dziękuję-wyszeptałam, puszczając rękę Louisa i mocno przytulając Brada, następnie Harry'ego i na końcu Jamesa.
     -Czyli rozumiem, że bardzo.-Zaśmiał się brunet.- OK to teraz idziemy Zatańczyć, w końcu mój taniec musiałem oddać twojemu chłopakowi.-powiedział, a następnie złapał mnie za nadgarstek, ciągnąć na środek. Odwróciłam się jeszcze za siebie. James również gdzieś się ulotnił, wiec Harry i Louis zostali sami. Fanki wykorzystując okazję zaczęli do nich podchodzić i prosić o autografy. Ponownie uśmiechnęłam się kiedy napisałam wzrok Louisa, ale po chwili jakaś fanka ponownie urwała nasz kontakt wzrokowy. Brad stanął w miejscu i położył dłonie na mojej talii. Zaczęliśmy tańczyć. Po kilku następnych piosenka ponownie wróciłam do chłopaków. Brad został na środku i tańczył teraz z jakąś blondynką. Stanęłam obok Louisa.
     -To jak tańczymy?-zapytał, odwracając się w moją stronę.
     -Oczywiście.
   Następne trzy godziny minęły mi bardzo szybko. Prawie cały ten czas spędziłam z Louisem. Opowiadaliśmy sobie co robiliśmy przez tydzień rozłąki. Wydaje się, że to tak mało, ale jak się za kimś tęskni to czas leci naprawdę powoli. Brad od razu po naszym tańcu zaczął odnawiać stare znajomości. Niedawno widziałam jak tańczył ze swoją byłą dziewczyną. Jamesa też kilka razy widziałam jak tańczył, ale większość czasu spędzał podpierając ścianę i flirtując z dziewczynami. Natomiast Harry'ego prawie przez cały czas otaczały tłumy fanek. Na początku widać było, że jest tym usatysfakcjonowany, ale teraz już jest na pewno zmęczony.
     -Może powinieneś mu pomóc-powiedziałam chłopakowi przy uchu, aby mógł usłyszeć przez głośną muzykę.
     -A muszę?-jęknął, wydymając wargę.
     -Tak. Zajmie ci to tylko chwilę. Nie widzisz jak się chłopak męczy?
   Louis odwrócił się w jego stronę i westchnął głęboko, a ja wiedziałam, że to zrobi.
     -No dobra, dobra.-Przymknął oczy.
     -OK. To ja w tym czasie idę do łazienki. Wrócę za jakieś piętnaście minut.
   Pocałowałam go w policzek i ruszyłam w stronę łazienek. Odwróciłam się jeszcze w stronę Louisa. Na jego twarzy był szeroki uśmiech, kiedy podchodził w stronę dziewczyn.
   Stanęłam przed drzwiami i nacisnęłam na klamkę, ale one nawet nie drgnęły. Ponowiłam czynność, ale nadal nic. Zapukałam w drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Dlaczego zamknęli łazienkę? Trudno. Muszę iść do tej w drugim skrzydle. Wyszłam na zewnątrz. O dziwo na zewnątrz nie było prawie nikogo. Ruszyłam w stronę wejścia do szatni, aby następnie przejść do innego skrzydła.
   Weszłam do środka, a następnie weszłam na korytarz i otworzyłam drzwi od damskiej toalety, wchodząc do środka. Muzyki prawi nie było słychać. Zamknęłam drzwi. Podeszłam do zlewu i dokręciłam zimną wodę i ochlapałam nią dłonie. W hali było strasznie gorąco. Kucnęłam i chwyciłam koniec sukienki, a następnie zaczęłam przypinać go do pasa. Kiedy skończyłam wygładziłam materiał dłońmi i uśmiechnęłam się. Od razu lepiej. Wyszłam z łazienki, a następnie opuściłam budynek.
   Zamykając drzwi wejściowe usłyszałam cichy szelest. Mimowolnie przeniosłam wzrok w stronę płotu. Moją uwagę przykuło małe niebieskie światełko. Zmarszczyłam lekko brwi i powoli zrobiłam krok w stronę światełka. Znowu kolejny i kolejny. Przez cały czas wpatrywałam się w świecący punkcik. Kiedy byłam coraz bliżej, wydawało się, że światełko migocze. Z każdym krokiem było coraz piękniejsze. Raz się zwężało, a po chwili znowu rozchylało. Kiedy stałam już tylko parę kroków przed płotem, dostrzegłam, że tym światełkiem tak naprawdę jest niebieski, błyszczący motyl, który raz po raz składał i rozkładał swoje skrzydła. Był on nienaturalnych rozmiarów. Miał wielkość ludzkiej dłoni. Podeszłam jeszcze bliżej, nie mogąc oderwać wzroku od pięknego stworzenia. Musiałam kucnąć, ponieważ motyl znajdował się na wysokości pasa. Kiedy to zrobiłam, on przestał machać skrzydłami. Zostawił je rozłożone. Mogłam teraz dokładnie przyjrzeć się wzorom które na nich widniały. Na niebieskich skrzydłach widniał biały, nieznany mi wzór, który bardziej przypominał mi jeden z chińskich znaków. Zmarszczyłam lekko brwi.
   Nagle motyl szybko zerwał się z miejsca i z zawrotną szybkością ruszył w moją stronę. Rozszerzyłam oczy i poleciałam do tyłu, w tym samym czasie poczułam jak stworzenie uderza w moją twarz.  Zamknęłam oczy.
   Kiedy je otworzyłam, na początku widziałam tylko ciemność i gdzieniegdzie małe błyszczące skierki, spadające na ziemię. Zamrugałam kilka razy i ponownie rozejrzałam się naokoło. Coś się nie zgadzało. W świetle księżyca nie mogła dostrzec szkoły, która powinna znajdować się kilka metrów za mną. Wszędzie znajdowały się wysokie drzewa. Zamrugałam jeszcze raz. Skierowałam, swój wzrok przed siebie. Jakiś metr dalej płynęła rzeka. Rzeka? Ale przecież tu nie ma rzeki. Gdzie ja jestem? Chciałam wstać z ziemi, ale niestety nie udało mi się to. W tym samym momencie poczułam jak coś oślizłego owija się wokół mojej lewej kostki. Momentalnie szarpnęłam nogą w tył, ale nic to nie dało. To coś zaczęło ciągnąć mnie w stronę wody. Zaczęłam szybciej oddychać. Spojrzałam na swoją kostkę. Wokół niej była owinięta ciemna macka. Mój oddech przyspieszył. Podążyłam wzrokiem, za ciągnącym mnie ramieniem. Wyłaniało się ono z zburzonej wody.
   Chciałam krzyknąć, ale z mojego gardła nie chciał wydostać się, żaden dźwięk. Panika narastała w moim ciele. Szarpałam się i kopałam w mackę, ale ona zaciskała się jeszcze mocniej. W końcu poczułam jak zimna woda dotyka mojego ciała. Czułam jak serce wali mi w piersi.
   Przewróciłam się na brzuch i zaczęłam wbijać palce w piasek, który był już mokry, w poszukiwaniu jakiegoś ratunku. Z oczu zaczęły lecieć mi łzy, ale z usta nadal nie wydobywał się żaden dźwięk. Kiedy woda już dotykała mojej twarzy, musiałam ponownie przekręcić się na plecy, aby się nie zakrztusić. Teraz woda sięgała mi prawie do brody. Odpychałam się dłońmi od dna aby nie zanurzyć twarzy. Kiedy nie dotykałam już palcami dna, zaczęłam machać nimi po powierzchni tafli wody. Macka ciągnęła mnie w dół. Wiedziałam, że już nie uda mi się wydostać.
   Zanim moja twarz zniknęła pod wodą zdążyłam wziąć głęboki wdech.
   Oczy na początku piekły, ale w końcu mogłam swobodnie je otworzyć. Machałam rękami i nogami. Chodź wiedziałam, że nie powinnam marnować sił, ciało mnie nie słuchało. Bąbelki powietrza powoli opuszczały moje usta. Spuściłam wzrok, chcąc zobaczyć co mnie chwyciło, ale było zbyt ciemno. Powietrza zaczynało mi brakować. Płuca piekły coraz bardziej. W końcu nie mogłam wytrzymać i wypuściłam powietrze, chcąc zaczerpnąć wdech, ale poczułam tylko wodę w ustach. Do płuc nie dostało się powietrze. Ból powoli mijał, a moje ręce machały już coraz wolniej. Czułam jak ogarnia mnie senność. Nie miałam już siły trzymać ich otwartych. Powieki opadły. ręce i nogi również przestały pracować. Głowa lekko opadła w dół. Nie czułam już niczego. Ból w końcu odszedł. Woda napierająca na moje ciało jakby zniknęła. Uściska na nodze również. Nic już nie czułam i chciałam, żeby tak pozostało, żeby ten okropny ból nigdy nie wrócił, ale jednak coś jeszcze poczułam, ale nie byłam w stanie rozpoznać co to było.
***
Przepraszam. Rozdział miałam dodać wczoraj, ale usunęłam cały ponieważ mi się nie podobał i dziś napisałam nowy. Wczoraj na EDB przyszedł mi go głowy pewien pomysł i tamten rozdział wydawał mi się po prostu nudny. Mam nadzieję, że się podoba, jeśli tak to zostaw komentarz:)

wtorek, 28 października 2014

Rozdział 7

   Ostrożnie otworzyłam drzwi wejściowe, a następnie weszłam do środka. Usłyszałam kroki. Po chwili na chwilę prze moimi oczami pojawił się James, a za moment już go nie było.
     -Brad! Ktoś przyszedł!-krzyknął.
     -Kto to?-odpowiedział mu stłumiony głos bruneta.
     -Jakaś dziewczyna. Pewnie do Belli.
     -Zaraz idę!-odkrzyknął Brad.
   Stałam w drzwiach i przysłuchiwałam się jej krótkiej wymianie zdań, a po chwili zaczęłam się śmiać.
     -No hej-powiedział, kiedy stanął przede mną, wycierając ręce w ściereczkę.-Belli nie...-Podniósł głowę do góry i spotkał moje rozbawione spojrzenie.-Bella.-Rozszerzył oczy.-Coś ty zrobiła z włosami.
     -Ładnie, nie?-wzięłam jedno pasmo i spojrzałam na nie.
     -No nawet nieźle.-Pokiwał głową, kiedy w końcu doszedł do siebie.
     -Co tu się dzieje?-W progu ponownie stanął James i zaczął mi się przyglądać, ze zmarszczonymi brwiami.-Coś ty zrobiła z włosami?-spytał w końcu.
     -Fajnie?-spytałam.
     -Dla mnie tamte były lepsze-powiedział, wzruszając ramionami.
   Popatrzyłam na niego i pokręciłam głową.
     -Ty to wiesz co powiedzieć kobietą.
   Brad dźgnął go łokciem w żebro, a ten lekko jęknął.
     -Za co to było?-spytał, masując się za obolałe miejsce.
     -Za nic.-Podszedł do mnie i wziął ode mnie torbę z sukienką.-Co tam masz?-Powoli wyciągnął sukienkę ze środka opakowanie rzucił na podłogę.-Świetna będzie idealnie pasować do mojego garnituru.
     -Tak. Jak go sobie kupisz-prychnął James.
     -Nie masz jeszcze?-spytałam.
   Ten pokręcił głową, złączając usta w linię.
     -Spoko. Zresztą wątpię aby któryś z chłopaków od nas ze szkoły poszedł w garniturze. Wystarczy jakaś zwykła koszula i spodnie.
     -Jesteś tego pewna?
     -Tak. Byłam już raz na takim balu i większość chłopców była tak ubrana. Tylko żebyś nie założył czerwonych spodni.
     -O to nie musisz się martwić.
   Brad wziął moją torbę, a ja zdjęłam buty i ruszyłam za chłopcami do salonu. Na kanapie siedział Harry i oglądał jakoś film. Co było dość dziwne bo był po polsku. James wszedł do kuchni, a Brad położył moją torbę na stoliku przed nim i usiadł na kanapie obok Harry'ego.
     -Kto to był?-spytał starszy z chłopców odwracając głowę w jego stronę.
     -Nikt ważny.-Zruszył ramionami, no co dostał poduszką po głowie.
     -Nikt ważny-powiedziałam przedrzeźniając chłopaka.
   Ten jęknął i zaczął masować się prawą dłonią po głowie. Usiadłam na fotelu. Harry przez chwilę się na mnie patrzył, ze zmarszczonymi brwiami.
     -Zmieniłaś kolor włosów?-spytał w końcu.
     -Jak widać.-Uśmiechnęłam się krótko w jego stronę, a następnie zabrałam pilota Bradowi, który poprzednio wziął go od Harry'ego.
   Harry nie zadawał więcej pytań tylko wyjął telefon z kieszeni spodni i zaczął coś na nim robić.
   Odwróciłam wzrok w stronę telewizora i zmieniłam kanał.
     -Ej ja to oglądałem!-Brad wyrwał mi pilota z ręki.
     -Właśnie. Oglądałeś-powiedziałam, próbując ponownie zabrać mu pilota.
   Chłopak wychylił się zza mnie i przełączył na poprzedni kanał.
     -Serio?-spytałam, przekręcając głowę na bok i kładąc ręce na boki.
     -Wiesz jak ja dawno tego nie oglądałem? W Anglii nie ma takich luksusów-powiedział, opierając się o oparcie kanapy.-Mogłaby mi szanowna pani odsłonić?-spytał nie patrząc mi na twarz.
   Pokręciłam głową i ponownie usiadłam na swoim miejscu. Brad z wielkim uśmiechem na ustach zaczął oglądać "Świat Według Kiepskich" Może i kiedyś było to zabawne, ale teraz kiedy cały czas lecą te same odcinki to zrobiło się naprawdę nudne. Westchnęłam i chciałam wyciągnąć telefon z kieszeni, ale nic w niej nie było. Sprawdziłam w drugiej, ale tam również go nie było.
     -Kurcze-mruknęłam. Musiałam go wsadzić do torebki. Ale przecież nigdy tego nie robiłam.
     -Wiesz co? Przydałby ci się taki fuj fuj-powiedział w pewnym momencie Brad. Spojrzałam na niego, marszcząc brwi.-Za długo trzeba teraz czekać w kolejce. A tak to wy byście gnieździli w tej waszej łazience, a ja miałbym własnego fuj fuja.
   Wstałam i pacnęłam do otwartą dłonią w czoło, kierując się w stronę mojego pokoju.
     -Pomarzyć zawsze możesz-powiedziałam, zamykając za sobą drzwi.
   W moje oczy od razu rzucił się przedmiot leżący na łóżku. Szybko podeszłam do niego i chwyciłam w ręce moją torebkę.
     -Jak ona się tu znalazła?
   Zaczęłam wyjmować wszystkie rzeczy ze środka, sprawdzając czy coś nie zginęło. Na szczęście wszystko było i nawet więcej. Ponownie znalazłam karteczkę z kwiatem wiśni. Szybko odwinęłam ją i zaczęłam czytać.
   "Mam nadzieję, że sukienka i fryzura podobają się. W lewej kieszonce z przodu torebki masz niespodziankę."
   Przez chwilę jeszcze patrzyłam na karteczkę, a po chwili chwyciłam torbę i zaczęłam przeszukiwać kieszonki. Rzeczywiście coś w niej było. Ostrożnie wyjęłam niewielkiej wielkości pudełeczko i odłożyłam torbę na bok. Lekko przejechałam palcami po srebrnym opakowaniu. Serce waliło mi w piersi, kiedy powoli unosiłam wieczko. Wciągnęłam głośno powietrze kiedy moim oczom ukazał się piękny zestaw. Dwie małe kuleczki, srebrny prosty łańcuszek z minimalnymi diamencikami i identycznie zrobiona bransoletka. Wyjęłam z opakowania łańcuszek i położyłam sobie na dłonie, przyglądając mu się uważnie. Jest przepiękny. Odłożyłam do na łóżko i ponownie wzięłam w dłonie pudełeczko. Od spodu wieczka była przylepiona druga karteczka.
   "Mam nadzieję, że założysz na jutrzejszy bal. Będę czekać."
   Szybko odłożyłam ją na łóżko. Będę czekać. To znaczy, że on tam będzie? To niemożliwe. Ponownie spojrzałam na karteczkę. Moją uwagę przykuło inne rozmieszczenie liter. Ponownie wzięłam ją w ręce i zaczęłam obracać, ale poprzedniego napisu nie było. Zmarszczyłam brwi i kilka razy pomrugałam oczami. Ponownie odwróciłam karteczkę na stronę gdzie pisała wiadomość.
   "Odbierz telefon"
   W tym samym momencie zaczął dzwonić telefon, który leżał na poduszce mojego łóżka. Przez chwilę patrzyłam na niego z trzęsącymi się rękoma. Odbierz telefon. A co jeśli tego nie zrobię? Czy... Czy on mi coś zrobi? Powoli sięgnęłam po urządzenie i podniosłam je, chcąc przeczytać numer, ale na ekranie pojawił się napis "zastrzeżony". Z trzęsącymi rękami przeciągnęłam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
     -Halo?-spytałam niepewnie.
     -Witaj, Bello.
   Na dźwięk głosu, moje ręce zaczęły drzeć jeszcze bardziej. Wydaje mi się, że już go gdzieś słyszałam, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
     -Kim jesteś?-zapytałam cicho.
   Po drugiej stronie rozbrzmiał głośny śmiech.
     -Spokojnie kochanie, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.
     -Kim jesteś?-spytałam ponownie, nie zwracając uwagi na jego poprzednie słowa.
     -Wkrótce się dowiesz. A teraz proszę abyś założyła mój prezent na jutrzejszy bal. Bardzo chciałbym zobaczyć jak będziesz wyglądać-powiedział i rozłączył się.
   Przez następnych kilka sekund trzymałam jeszcze telefon przy uchu, nie mogąc wyjść z szoku. W końcu rzuciłam go do torby i resztę rzeczy, które były porozwalane na całym łóżku. Wzięłam do ręki łańcuszek, patrząc na niego przez chwilę, a następnie wkładając na pudełeczka. Zamknęłam je i włożyłam razem z karteczkami i kwiatem do szafki, w której leżały poprzednie. Zatrzymałam się na chwilę. Moją uwagę przykuł kwiat. Podniosłam go i lekko kręciłam w palcach. Jak to możliwe, że nie zwiądł do tej pory?
   Nagle usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju otwierają się. Szybko włożyłam kwiatka do szafki i zamknęłam ją, odwracając się w stronę gościa i opierając o szafkę. Jak się okazało tym gościem był Harry.
     -Puka się-powiedziałam, odchodząc od szafki i siadając na łóżku.
     -No wiem.-Przewrócił oczami.
     -To stosuj się do tego.
     -OK.-Podszedł do mnie i usiadł na łóżku, obok.
     -No to co chciałeś?-spytałam, bawiąc się palcami.
   Chłopak zaczął się nerwowo wiercić i co chwilę otwierał i zamykał usta.
     -No dawaj-popędziłam go.
     -A więc. Rozmawiałem dziś z Louisem-zaczął.
     -No i...?-mówiłam nerwowo.
     -Podobno widział cię w Londynie-powiedział, a ja otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam na niego zaskoczona.
     -Jak to. Przecież cały czas byłam tutaj, w Polsce.
   Harry, przymknął oczy i pokręcił głową.
     -Na początku też myślałem, że to niemożliwe. Ale jak zobaczyłem cię jak wróciłaś godzinę temu to zrozumiałem. Znam już twoją tajemnicę Bello i nie rozumiem dlaczego nam nie powiedziałaś.
   W ogóle nie rozumiem prawie jego słów. Nadal jestem zdenerwowana po tym co zdarzyło się zaledwie kilka minut temu.
     -O czym ty mówisz?
     -To ty jesteś Eleną-oznajmił.
   Spojrzałam na niego zdezorientowana. Skąd on o tym wie?
     -Skąd o tym wiesz?
     -Czy ty mnie w ogóle słuchasz?-mówił zdenerwowany.
     -Wybacz, jestem trochę zmęczona.
     -Bella. Czemu nam nie powiedziałaś?-spytał kolejny raz.
   Złapał mnie za rękę, którą nerwowo się bawiłam.
     -Coś się stało?-Zaczął lekko gładzić wierzch mojej dłoni kciukiem.
     -Nic się nie stało-szepnęłam.-I wybacz mi, ale nie chciałam, żeby ktoś się o tym dowiedział.
     -Nie rozumiem. Powinnaś nam o tym powiedzieć. Masz piękny głos. Pomoglibyśmy ci.
     -Właśnie o to chodzi. Nie chcę waszej pomocy. Nie chcę aby ktoś myślał, że tylko was wykorzystałam. Chcę tylko robić to co sprawia mi przyjemność, a nie żeby robić to z przymusu. Chcę traktować to jak... jak hobby, a nie pracę. Rozumiesz, prawda?-przez całą moją wypowiedź patrzyłam na swoje dłonie, a dokładniej na nasze. Dopiero pod koniec mojej wypowiedzi spojrzałam na chłopaka, który przez cały czas na mnie patrzył. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, więc nie miałam pojęcia jak na to zareaguje.
   W pewnym momencie brunet po prostu, przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulając i puszczając tym samym moją dłoń. Przez chwilę nic nie zrobiłam, ale w końcu odwzajemniłam uścisk. Bardzo mi tego brakowało.
   Wytłumaczyłam chłopakowi całą tą sprawę ze śpiewaniem. O tym jak poznałam Nikol w parku, a następnie Elenę. O naszych występach. W pewnym sensie poczułam się trochę lepiej ze świadomością, że już nie muszę niczego przed nimi ukrywać. Teraz skoro Harry już wiem, zostało mi jeszcze powiedzieć reszcie. Brunet przez cały czas nic nie mówił, dopiero kiedy skończyłam, przytulił mnie jeszcze mocniej.
     -Harry...-zaczęłam, odsuwając się od niego, aby móc spojrzeć na jego twarz.-Proszę nie mów niczego Louisowi.
   Zmarszczył brwi.
     -Musi się dowiedzieć-powiedział po krótkie chwili ciszy.
     -Wiem, ale chcę mu sama o tym powiedzieć.
     -Dobrze.-Uśmiechnął się.-To teraz przejdźmy do poważniejszych spraw.-Wstał z łóżka, trzymając moje dłonie w swoich.-Chodź Brad cię woła aby poćwiczyć ten cały taniec.
     -Poloneza-podpowiedziałam mu.
     -Właśnie.-Pociągnął mnie w górę.-Idziemy. A i masz mnie jeszcze narysować-przypomniał mi.
     -Może kiedyś.
   Wyszliśmy z pokoju prosto do salonu. Brad stał przy szafce, na której leżał laptop i coś przy nim robił. Puszczając co chwile jakąś piosenkę. Natomiast James siedział na kanapie i robił coś w telefonie.
     -No nareszcie-powiedział Brad.-Ile można czekać?
   Włączył jakąś piosenkę, a następnie podszedł do nas i ukłonił się przede mną.
     -Można prosić panią do tańca?-spytał, wyciągając rękę w moją stronę.
   Lekko złapałam jego rękę i zaczęliśmy tańczyć. A przynajmniej robić coś podobnego. Brad co chwilę mylił kroki i ciągnął mnie w inną stronę. Na szczęście nie deptał mi po stopach. Po kilku minutach, w końcu zaprzestaliśmy naszego nieudanego tańca.
     -Myślałam, że umiesz to tańczyć-powiedziałam, kładąc ręce na biodrach.
     -Ja też myślałem, że umiem.-Podrapał się w tył głowy, śmiejąc się nerwowo.
   Westchnęłam i oparłam się o ścianę zamykając oczy.
     -Wiesz, że jutro jest ten głupi bal, a ty nawet nie umiesz tańczyć. Cały miesiąc uczyliśmy się w szkole poloneza. Jak ty zamierzasz się go nauczyć w jeden wieczór.
     -Spokojnie, szybko się uczę-zapewnił mnie chłopak.
     -Dobra.-Odetchnęłam głęboko.-Jakoś pójdzie.-Odepchnęłam się od ściany.-Dobra, zaczynamy!-Klasnęłam w dłonie i ponownie podeszłam do chłopaka i zaczęłam tłumaczyć mu wszystkie ruchy po kolei.
   Jakieś dwie godziny wiedział już jak wykonywać kolejne kroki, ale nadal nie pamiętał kiedy, ma co wykonać. Jednak to jest o wiele trudniejsze niż myślałam.
     -Boże Brad. To jest jeszcze bardziej męczące niż siedzenie w szkole.
     -Przecież idzie mi coraz lepiej-powiedział, siadając na kanapie obok, reszty chłopców.
     -Co ty wyprawiasz?-spytałam.-To jeszcze nie koniec. Chcę jak najszybciej mieć to za sobą.
     -Musisz chwilę poczekać. Jestem zmęczony.
     -A myślisz, że ja to nie.
     -To odpocznij sobie-powiedział James, na co zmierzyłam go srogim wzrokiem.
     -Ja chcę zatańczyć-wyrwał się nagle Harry, wstając z kanapy.
     -Serio?-spytał Brad.-To zastąp mnie na chwilkę. Zobaczymy jak ci pójdzie.
   Harry uśmiechnął się tylko pod nosem i podszedł do mnie. Wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją i zaczęliśmy tańczyć.
   Kiedy skończyliśmy, byłam pod ogromnym wrażeniem. Podobnie jak reszta. Harry, zatańczył prawie wszystko, myląc się tylko ze trzy razy.
     -Jak ty to zrobiłeś?-spytał Brad.-Przecież to niemożliwe, abyś umiał go tańczyć.
     -Bo nie umiałem. Ale ja naprawdę szybko uczę. W końcu trzeba zapamiętywać te wszystkie układy taneczne, które i tak rzadko wykonujemy.
     -Ale ty nawet nie tańczyłeś tego wcześniej, a robisz to lepiej niż Brad-powiedziałam, a no Brad tylko fuknął pod nosem.
     -Dzięki-mruknął, pod nosem.-W końcu ja nie gram jeszcze koncertów. Ale będę.
     -Oczywiście. Oczekuję, że dostanę darmowy bilet VIP na wasz pierwszy koncert i każdy kolejny.
     -Na pierwszy na pewno, ale na resztę to już nie wiem.
   Walnęłam do dłonią w ramię, a następnie razem z Harrym usiedliśmy na wolnej kanapie. w tym samym momencie drzwi wejściowe otworzyły się, a następnie zamknęły z trzaskiem.
     -Wróciłem!-krzyknął Filip, wchodząc po chwili do salonu.
   Mokre włosy opadały mu posklejane na czoło.
     -Co ci się stało?-spytałam, odwracając głowę w jego stronę.
     -Deszcz pada. I to jak. Myślałem, że zdążę wrócić zanim rozpada się na dobre.
     -Pada deszcz?-spytał Harry, wstając ze swojego miejsca i podchodząc do okna.-Racja. Nawet nie zauważyłem.
   Na zewnątrz było już całkiem ciemno, w końcu dochodził dwudziesta pierwsza. W pewnym momencie obraz za oknem rozbłysł, a my usłyszeliśmy głośny huk. Światło w salonie zamigotało i po chwili zgasło. No świetnie.
     -Super. Akurat pierwszy piorun musiał trafić w słup elektryczny.
     -Światła na zewnątrz też się nie palą-powiedział Harry, powoli kierując się w naszym kierunku.
     -Macie jakieś świeczki?-spytał James.
     -Filip?-Odwróciłam głowę w stronę chłopak, ale wątpię aby to zauważył.
     -Chyba są w szufladzie w kuchni-powiedział.-Przynieś.
     -Ta, już lecę-fuknęłam i podniosłam się ze swojego miejsca.
   Macając wszystko po kolei, aby się nie potknąć. Jakoś dotarłam do kuchni i zaczęłam szukać szuflad. W końcu odsunęłam pierwszą od góry i powoli znalazłam świeczki, a dokładnie jedną, zapachową w szklanym naczyniu.
     -Filip, gdzie są zapałki!?
     -W tej samej szufladzie, na samym końcu!-odkrzyknął Brad.
     -Dzięki.
   Wzięłam zapałki, a następnie wyjęłam i zapaliłam jedną zapałkę, po kuchni rozniósł się lekki blask. Podpalając świeczkę. Zdmuchnęłam zapałkę, a pudełeczko wrzuciłam do szafki i zasunęłam ją. Wróciłam do salonu i położyłam świeczkę na środku stolika.
     -Gdzie Filip?-spytałam, siadając na swoim poprzednim miejscu.
     -Poszedł się przebrać-wyjaśnił mi Brad.
   Po chwili usłyszeliśmy jak drzwi od pokoju mojego brata się otwierają.
     -Bella, gdzie są klucze od piwnicy?-spytał, wychodząc ze swojego pokoju i wycierając włosy ręcznikiem.
     -Nie wiem, a co? Chyba nie zamierzasz iść tam teraz.
   W pokoju ponownie rozbłysło i usłyszeliśmy huk.
     -Muszę. Coś tam jest. Pewnie jakieś szczury czy coś. Strasznie głośno hałasują, a najbardziej słychać u mnie w pokoju.
   Kiedy o tym powiedział, od razu zaczęłam się denerwować. Ostatnio dużo rzeczy dzieje się w moim życiu, a co jeśli te odgłosy mają z tym związek. Może ktoś się włamał?
     -Nie możesz teraz tam iść-powtórzyłam.
     -Dlaczego? Przecież to tylko jakieś głupie myszy.
     -Daj sobie spokój z tym na razie zrobisz to rano. Na pewno nie będą hałasować tak przez całą noc.
     -Oj, Bella. Przecież wiesz, że i tak pójdę sprawdzić co tam jest.
     -W takim razie ja idę z tobą.-Szybko podniosłam się ze swojego miejsca i podeszłam do brata.
     -My też idziemy-powiedział Brad.
     -Mów za siebie-prychnął James.
     -Wstawaj James i nie narzekaj. Idziemy wszyscy.
   Blondyn leniwie podniósł się ze swojego miejsca.
     -Harry idziesz?-pogoniłam ostatniego z chłopaków.
     -Idę, idę.
   Filip wziął świeczkę i ruszył w stronę kuchni, aby wziąć latarkę. Następnie całą piątką ruszyliśmy w stronę korytarza, gdzie znajdowały się drzwi do piwnicy. Filip szedł pierwszy oświetlając nam drogę, następnie ja, a obok mnie Harry, a za nami Brad z Jamesem. Ponownie uderzył piorun, a ja podskoczyłam w miejscu. Filip odwrócił się za siebie i zaśmiał się z mojego zachowania. Skrzyżowałam ręce na piersi i prychnęłam na chłopaka.
   Filip ostrożnie otworzył drzwi, które cicho zaskrzypiały. Otworzył je szerzej i powoli wszedł do środka, a ja szybko za nim. Chłopak zszedł po kilku schodkach i zatrzymał się gdzieś w połowie, a my za nim jak wierne psy. Zaczął świecić latarką na wszystkie strony, w poszukiwaniu szkodników. Z lewej strony zaczęły dochodzić dziwne odgłosy szurania. Odruchowo przysunęłam się w stronę Harry'ego, który stał obok mnie. Filip skierował światło latarki w tamtą stronę. W pewnym momencie usłyszeliśmy syk i naszym oczom ukazało się jakieś duże zwierze. Ponownie rozległ się trzask pioruna. Momentalnie chwyciłam za ramię Harry'ego, słysząc jak głośno bije mu serce. Zresztą jak każdemu z nas. Ręka, w której Filip trzyma latarkę lekko mu się zatrzęsła. Ponownie spojrzałam na zwierzę.
     -To lis-powiedział Filip..-To tylko lis-powtórzył.
     -Tylko lis? Weź zrób coś.
     -Już. Weź potrzymaj latarkę, a ja spróbuję go wypłoszyć.
   Wzięłam do nadal trzęsącej się ręki latarki, ze światłem skierowanym na zwierzę, które cały czas syczało. Filip zaczął powoli się oddalać.
     -Gdzie idziesz?-spytałam, lekko się do niego przysuwając.
     -Zostań tutaj. Otworzę drzwi, a później go stąd wypłoszymy.
   Skinęłam głową, a następnie mocniej ścisnęłam rękę Harry'ego.
     -Jak go stąd wypłoszymy?-spytał cicho Brad stojący za nami.
     -Może czymś w niego rzucić-zaproponował Harry.
   Filip powoli szedł w stronę drzwi z rękami wystawionymi przed siebie. Przeniosłam swój wzrok na zwierzę, które nawet na niego nie spojrzało. Cały czas patrzyło się w naszą stronę. Jak mu się bliżej przyjrzałam to wyglądał on dziwnie. Jego sierść wydawała się lekko falowana, pewnie od panującej teraz wilgoci w powietrzu, ale była ona również w dziwnym odcieniu. Przypominała ona złoto.
   W pewnym momencie lis przestał syczeć i po prostu patrzył na nas, lekko przesuwając ogonem po ziemi.
   Kiedy usłyszałam jak drzwi wewnętrzne otwierają się, a odgłos padającego deszczu wzmaga się, odwróciłam wzrok w stronę Filipa. Chłopak pokazywał głową, abyśmy wypłoszyli zwierzę. Brad ostrożnie wyszedł na przód i schylił się podnosząc z ziemi jakąś belkę. W pomieszczeniu rozległ się o wiele głośniejszy grzmot. W tym samym momencie usłyszałam jak James szepcze.
     -Wynoś się.
   Zwierzę, odwróciło się w stronę drzwi. Jeszcze raz spojrzało w naszym kierunku i wybiegło z garażu.

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 6

   W końcu całą naszą klasą siedzieliśmy przy ławkach w klasie. Siedziałam w drugiej ławce od ściany, a obok mnie siedziała Ola. Nasza wychowawczyni zaczęła mówić o tym jak to będzie tęskniła za naszą klasą i takie tam. Następnie każdy podchodził po świadectwo, dając jej w zamian bombonierkę albo czekoladę. Ja również wyjęłam z mojej torebki paczkę toffifee. Kiedy nadeszła moja kolej wyszłam z ławki i wręczyłam nauczycielce czekoladki, natomiast ona wręczyła mi świadectwo gratulując przejścia do następnej klasy.
   Po wszystkim wyszliśmy z sali, a następnie ze szkoły i każdy ruszył w swoim kierunku. Pod bramom zauważyłam czekającą na mnie Cleo.
     -No nareszcie.-Wykonała dziwny ruch rękami.-Ile ona was tam trzymała.
   Zaśmiałam się i poprawiłam torebkę na ramieniu.
     -No to o co chodzi?
     -Idziemy na zakupy-poinformowała mnie, a ja lekko pokręciłam głową i zmarszczyłam brwi.
     -Po co na zakupy-spytałam, wyjmując telefon z kieszeni, aby napisać Filipowi, że wrócę później do domu.
     -Jak to po co! Przecież musisz mieć sukienkę na bal, nie?-Uniosła w górę brwi.
     -Boże. Mam w domu mnóstwo sukienek!
     -Ta dwie i to żadna nie jest odpowiednia na taką imprezę. A wiesz przynajmniej jaki jest temat?
     -Jeszcze nie miałam okazji się dowiedzieć.-Uśmiechnęłam się słodko, bawiąc się palcami.
     -Średniowiecze. Czyli potrzebujesz sukni balowej. Takiej w jakich chodziły kiedyś kobiety.-Westchnęła głęboko i ruszyła w stronę przystanku autobusowego.
     -Średniowiecze?-prychnęłam.-Kto to wymyślił?-Ruszyłam za dziewczyną.
   Ona wzruszyła tylko ramionami.
     -A i jeszcze trzeba mieć maski.
     -Maski? Serio? Te imprezy robią się coraz denniejsze.-Zaczęłam energicznie kręcić głową, a Cleo zaśmiała się.-A ty masz już sukienkę?-zwróciłam się do brunetki.
     -Oczywiście.-Na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech. Zaczęła grzebać w swojej kopertówce i po chwili wyjęła z niej telefon.-Sama zobacz.-Podała mi swój telefon ze zdjęciem sukienki.
   Sukienka wygląda po prostu prześlicznie. Jest cała czarna, na cienkie ramiączka, na brzuchu na gruby ciemno-brązowy pasek, który cały lśni. W dół schodzą czarne fałdy błyszczącego materiału, który jest przykryty innym prześwitującym i błyszczącym. Suknia rozszerza się od pasa, przez co wygląda jeszcze lepiej.
     -Śliczna-skomentowałam, oddając dziewczynie telefon.
     -Wiem, w końcu sama wybierałam.
   Zaśmiałam się i pokręciłam głową.
   Przez kilka minut czekaliśmy na autobus. Wsiadłyśmy do środka i ruszyliśmy w kierunku Warszawy, która leżała zaledwie pięć kilometrów dalej. Wysiadłyśmy po jakiś piętnastu minutach w samym jej środku. I zaczęłyśmy poszukiwania sklepów z ciuchami. W wielu z nich byliśmy już wcześniej, więc wiedzieli trochę gdzie co się znajduje. Po dwóch godzinach byłam już strasznie zmęczona, a nogi bolały mnie niemiłosiernie. Cleo była już na mnie wściekła, bo byliśmy w tylu sklepach i nie spodobała mi się żadna sukienka. Dziewczyna cały czas mówi, że ona to by ich już miała ze dwadzieścia. W końcu stanęliśmy przed następnym. Postanowiłam sobie, że tu muszę już coś w końcu kupić. Weszłyśmy do środka. Od razu podeszła do nas pracownica w biało czarnym stroju i spytała w czym może pomóc. Cleo poprosiła aby zaprowadziła nas do działu z sukniami balowymi. Kiedy dotarłyśmy na miejsce zaczęłyśmy przeglądać sukienki. Prawie wszystkie powtarzały się ze wcześniejszych sklepów. W końcu westchnęłam głośno i usiadłam na czarnej skórzanej pufie.
     -Nigdy nie znajdę sobie tej głupiej sukienki-zaczęłam narzekać, na co brunetka wkurzyła się jeszcze bardziej.
     -Jak nie chce ci się szukać to na pewno.
     -Przepraszam.
   Odwróciłam głowę w stronę znajomego mi już wcześniej głosu i zauważyłam tą samą dziewczynę co wcześniej.
     -Widzę, że potrzebujecie sukienki. Mamy na stanie jeszcze jedną, które są naprawdę ładne. Może ona się nada?
     -Świetnie!-Cleo klasnęła w dłonie.-Czy mogłabyś nam ja pokazać.
     -Oczywiście.
   Po chwili dziewczyna zniknęła z pola naszego widzenia.
     -Nareszcie moje męczarnie się skończą.-Cleo złożyła ręce jak do modlitwy i spojrzała w niebo.
     -Przecież to ty chciałaś iść na te zakupy-przypomniałam jej.
     -No tak, ale nie myślałam, że będzie aż tak źle.
   Prychnęłam pod nosem i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
   Po chwili wróciła owa dziewczyna, trzymając w rękach śnieżnobiałą suknię. Podeszła do nas i uśmiechnęła się.
     -Proszę oto ona.
   Cleo szybko wzięła ją od niej.
     -Wow.-Rozszerzyła oczy.-Jest boska.-Odwróciła się w moją stronę i trzymając wieszak przystawiła ją do mojego ciała.-Będziesz wyglądać odstrzałowo.-Uśmiechnęła się szeroko.
   Wzięła sukienkę i obejrzałam dokładnie. Jest śliczna. Cała bielutka, bez ramiączek. Pod piersiami biegnie niebieski, błyszczący pasek i taki sam na biodrach. Między nimi dwoma jest przewiązany prześwitujący materiał, zawiązany z tyłu w zgrabny supeł i opadał na gładką suknię, która się gała do samej ziemi.
     -Naprawdę jest śliczna-przytaknęłam brunetce.
     -Tak. A teraz idź się przebierz. Chcę cię w niej zobaczyć.
   Pokiwałam głową i weszłam do jednej z przymierzalni, zamykając za sobą drzwi. Powoli, aby niczego nie zniszczyć, założyłam suknię i spojrzałam w lustro. Śliczne. Uśmiechnęła się sama do siebie i wyszłam z pomieszczenia.
     -Wyglądasz świetnie-powiedziała podekscytowana Cleo, a dziewczyna stojąca obok pokiwała zgodnie głową.
     -Ale to jeszcze nie koniec-powiedziała i podeszła do mnie.
   Chwyciła dół sukni i podniosła do góry. Odruchowo chwyciłam górną część, ale pracownica powiedziała żebym nie ruszała. Wzięłam dłonie i przyglądałam się jej działaniom. Dolny niebieski, błyszczący pasek podniosła lekko do góry i wsadziła tam materiał i przez chwilę coś robiła. Następnie odsunęła się.
   Dotknęła palcami miejsca i spojrzałam na dziewczynę.
     -Pod spodem są małe guziczki. Jak chcesz mieć krótką sukienkę po prostu przypinasz jej końce tak jak j to zrobiła.
     -Ale super.-Cleo lekko otworzyła usta z podziwu i podeszła do mnie zapinając następnego guzika.
   Pracownica poszła w jej ślady. Po chwili obie stanęły kilka kroków przede mną i kiwały głowami.
   Spojrzałam w dół. Rezultat końcowy był zachwycający. Na dolnej części porobiły się fałdy, dlatego, że suknia na dole jest szersza niż u góry. Z tyłu do ziemi nadal zlatywały przezroczyste paski materiału. Wyglądało to pięknie.
     -Nareszcie znaleźliśmy odpowiednią sukienkę-powiedziała Cleo, podchodząc do mnie i przytulając.-Jeszcze tylko buty.
   Westchnęłam głośno i przebrałam ponownie moją białą koszulkę i spódniczkę. Poszłyśmy do kasy zapłacić za sukienkę. Dobrze, że wzięłam pieniądze. Niestety na sukienkę mi nie starczyło i Cleo musiała dopłacić. Obiecałam jej, że wszystko oddam jej jutro. Wyszłyśmy ze sklepu, dziękując dziewczynie za sukienkę. Teraz zostały tylko buty. Z tym nie zeszło tak długo. Bo już w drugim sklepie znaleźliśmy idealne buty. Niebieskie, błyszczące, na paski z lekką szpilką.
   Powoli kierowałyśmy się w stronę przystanku autobusowego. Kiedy byłyśmy już na miejscu, klapnęłam na ławkę oddychając głęboko. Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na zegarek. Dochodziła piętnasta. No ładnie. Odblokowałam telefon. 2 nowe wiadomości. Weszłam w pierwszą. Od Filipa.
   "OK, tylko wróć żywa do domu"
  Pokręciła głową i otworzyłam drugą. Ta była od Alex.
   "Bella. Za pół godziny pod kawiarnią 'Meet Love' czekam"
   Wiadomość została wysłana czterdzieści minut temu.
     -O Boże! Zapomniałam.
   Szybko odpisałam jej, że będę za dziesięć minut. Wyjaśniłam sytuację Cleo i że musi niestety jechać sama do domu, a następnie pożegnałyśmy się. Chwyciłam moje torby, machając jeszcze dziewczynie i pobiegłam w stronę kawiarni.
   Kiedy dotarłam na miejsce Alex stała pod drzwiami z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
     -Przepraszam dopiero co skończyłyśmy zakupy-powiedziałam, kładąc paczki na ławce nieopodal.
     -Cześć. Co kupiłaś?-Podeszła do mnie i otworzyła pierwszą z butami i wyjęła jednego z pudełka.-Uuu ładne.-Następnie zajrzała do reklamówki z sukienką. Wzięła do ręki metkę i spojrzała na rysunek na niej.-Niezła.-Pokiwała głową.-Zobaczysz jaką ja sobie kupiłam.
     -Z kim idziesz?-spytałam siadając na ławce.
   Dziewczyna zawahała się przez chwilę.
     -Z Dawidem-powiedziała w końcu niepewnie.
   Z Dawidem? Trochę mnie zdziwiła jej odpowiedź. Przecież zawsze mówiła, że on jest głupi i od tego czasu jak się do mnie przystawiał cały czas opowiadałam jej o tym jaki jest nachalny, a ona się ze mną zgadzała.
     -Czyli ty też będziesz tańczyć.-Uśmiechnęłam się do niej.
   Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
    -Ale...-Uśmiechnęłam się zadziornie, a ona spojrzała na mnie.-Zawsze mówiłaś, że jest głupi, brzydki i takie tam.
   Dziewczyna zaśmiała się.
     -Wiesz ale to było dawno. Gdybyś ty go teraz widziała.-Zrobiła rozmarzoną minę.
     -A coś mu się stało?
     -Oj stało i to dużo.-Zaczęła energicznie kiwać głową.-Gdybyś ty widziała jak on teraz wygląda.-westchnęła.
     -Jak?-uniosłam brwi w górę.
     -Zobacz sama.-Wyjęła z kieszeni telefon i po chwili podała mi go z włączonym zdjęciem chłopaka.
   Na początku go nie poznałam. Wyglądał zupełnie inaczej niż przed tym jak wyjechaliśmy. Musiał się tak zmienić podczas pobytu w Londynie. I że ja tego nie zauważyłam wcześniej.
   Chłopak teraz miał jaśniutkie blond włosy i grzywkę na bok lekko roztrzepaną, co wyglądało naprawdę pięknie z ciemnoniebieskimi oczami. Idealną cerę. Wyglądał naprawdę super.
   Oddałam telefon dziewczynie.
     -Naprawdę. Zmienił się-przyznałam jej rację. Ona tylko energicznie pokiwała głową.-A tak właściwie to po co mnie tutaj wyciągnęłaś, bo chyba nie po to aby porozmawiać o Dawidzie?
     -Oczywiście, że nie. Idziemy do fryzjera, a później do kosmetyczki.
     -Co? Znowu. Po co?-jęknęłam.
     -Znowu? Jak to po co? Przecież jutro bal. Trzeba się przyszykować.
     -Co się z wami dziś dzieje? Najpierw Cleo, teraz ty?
     -Nie narzekaj. Idziemy.
   Wzięła moje torby i złapała mnie za rękę ciągnąc za sobą.
   Chwilę później byliśmy na miejscu.
     -Tylko wiesz co, Alex? Ja nie mam już pieniędzy.-Uśmiechnęła się do niej.-Więc musimy niestety wracać do domu.-Zrobiłam smutną minę.
     -Starczy mi na nas obie.-Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
   Wypuściłam ze świstem powietrze z ust i obie weszłyśmy do środka. Jak na razie wszystkie miejsca były pozajmowane, więc usiadłyśmy na krzesełkach czekając na naszą kolejkę.
     -A co ty chcesz właściwie zmieniać?
     -Najbardziej to myślałam o tobie. Już miałam wszystko zaplanowane, ale kiedy zobaczyłam tą sukienkę moje plany zastąpił nowy wspanialszy pomysł-opowiadała. Już chciałam zapytać jaki to pomysł, ale dziewczyna mnie wyprzedziła.-To niespodzianka. W razie czego jak ci się nie będzie podobało to możemy wszystko zmienić.
     -Zaryzykuję-przytaknęłam, bo już nie chciało mi się siedzieć w tej Warszawie.
   Po chwili podeszła do nas młoda kobieta i spytała, która z nas pierwsza. Alex od razu powiedziała, że ja. Odeszła na chwilę z kobietą na bok i wytłumaczyła jej jak ma wyglądać moja fryzura. Następnie podeszła do stolika, gdzie inna kobieta zajęła się jej paznokciami.
   Ciemnowłosa kobieta zakryła lustro ciemnym materiałem i podeszła do mnie,od razu biorąc się do pracy. Na początku rozczesała mi włosy i ścięła końcówki na prosto. Z przodu po bokach cieniując i skróciła już trochę za długą grzywkę, aby leciała gładko na czoło. Następnie umyła i zaczęła nakładać farbę. Co ta dziewczyna wymyśliła? Jak przemaluje mi włosy na różowo to będzie tego żałowała długo i boleśnie. W czasie kiedy farba musiała zostać na włosach kobieta, która robiła paznokcie Alex teraz zajmowała się moimi. Blondynka miała ciemnoniebieskie z czarnymi gwiazdkami. A moje po kilku minutach stały się jasnoniebieskie z nierównomiernie rozłożonym białym brokatem na końcach. Alex o wszystkim pomyślała. Na pewno będą idealnie pasować do sukienki.
   Fryzjerka ponownie wzięła się za moje włosy, jeszcze raz nakładając ten sam kolor farby. Alex miała już zrobione paznokcie u rąk i u stup teraz inna fryzjerka zajmowała się jej włosami. Po półgodzinie na moich paznokciach u stup również był ten sam kolor co u rąk. I nareszcie mam zmywaną ostatnią partię farby z włosów. Czyli, że zaraz będę mogła iść do domu. Niestety moje marzenia prysły kiedy kobieta zaczęła nakładać kolejną partię. Boże ile ona mi dała tam tych kolorów na głowie. Ale obiecałam, że poczekam aż skończą, a najwyżej jak mi się nie będzie podobać to zmienią kolor na ten co miałam poprzednio.
   Druga fryzjerka zrobiła dziewczynie naprawdę świetną fryzurę. Ścięła zawsze długą grzywkę na wysokość brody i pocieniowała, następnie zakręciła. A jej włosy sięgające prawie do pasa teraz zostały skrócone o pięć centymetrów i mocno ścieniowane, bo aż dotąd jak ma ściętą grzywkę. Na koniec mocno rozjaśniła jej końcówki.
   W końcu kobieta umyła i wysuszyła mi włosy. Podekscytowana, a zarazem przestraszona, patrzyłam na ciemny materiał, który po chwili znalazł się na krześle obok.
   Lekko otworzyłam usta i rozszerzyłam oczy. Chwyciłam w dłoń pukiel moich włosów, które teraz miały odcień jasnego blondu. A do tego było w nich mnóstwo niebieskich pasemek. Wyglądało to pięknie. Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek przefarbuję włosy na blond, a tymczasem Alex zrobiła to bez mojej zgody. Ale rezultat jest niesamowity. Przerzuciłam wszystkie włosy na lewą stronę i zaczęłam przeczesywać palcami.
     -I jak?-spytała Alex, stając za oparciem krzesła i patrząc w lusterko.
     -Jak na razie jeszcze trochę pożyjesz.-Zaśmiałam się, a dziewczyna zawtórowała mi.
     -Wiedziałam, że ci się spodobają.
   Wstałam ze swojego miejsca i obie ruszyłyśmy w stronę naszych rzeczy, dziękują kobietą. Alex jeszcze zapłaciła, bo dzisiaj byłam już spłukana.
     -Jak wpadłaś na taki pomysł? Ja to bym musiała się całą noc zastanawiać, aby wymyślić coś znośnego.
     -Pewna osoba podrzuciła mi ten pomysł.-Zdjęła swoją torbę z wieszaka i przewiesiła przez ramię.
   Ja również wzięłam siatki z zakupami, ale nigdzie nie mogłam znaleźć mojej torby.
     -Hej, Alex nie widziałaś mojej torby?-spytałam, przesuwając rzeczy innych ludzi.
     -A co? Nie ma jej?
   Podeszła do mnie i również przeszukała wieszak.
     -No właśnie nie ma.
     -Poczekaj spytał czy nie widzieli kogoś podejrzanego, kręcącego się w tym miejscu, a ty poszukaj jeszcze.
   Blondynka odeszła, a ja jeszcze raz sprawdziłam czy nigdzie nie ma mojej torby. To po prostu jakiś koszmar. Te wakacje zaczynam od kradzieży. Co może się jeszcze wydarzyć?
     -Niestety nikt nie widział nikogo podejrzanego-blondynka westchnęła i położyła mi dłoń na ramieniu.
     -Trudno. Dobrze, że nie miałam tam niczego ważnego. W końcu gimnazjalna legitymacja już mi się do niczego nie przyda, a zamek od drzwi zawsze można zmienić, w końcu mam w domu czterech chłopaków.-Na moich ustach pojawił się wymuszony uśmiech.
   Obie wzięłyśmy swoje rzeczy i wyszłyśmy z salonu, kierując się na przystanek.
     -A właśnie...-zaczęła.-Kto ci podsunął ten pomysł z włosami?-powróciłam do naszej poprzedniej rozmowy.
     -Ostatnio w kawiarni poznałam pewnego chłopaka i jakoś weszliśmy na twój wątek w rozmowie. Pokazałam mu twoje zdjęcie, a on powiedział, że najlepiej pasowały by ci blond włosy z niebieską pasemkom.
     -Chłopak? Musi mieć niezły gust.
     -Pewnie tak.-Wzruszyła ramionami.
*
Hej wszystkim! Przepraszam, że rozdział strasznie nudny, ale spokojnie akcja zacznie się dziać już na balu, więc się szykujcie. Do następnego rozdziału.

piątek, 12 września 2014

Rozdział 5

   Wsiadłam do samochodu wujkowstwa zamykając za sobą drzwi. Zajęłam wolne miejsce obok Brada, oddychając głęboko. W głowie nadal miałam słowa nieznajomego chłopaka.
   Wujek odpalił auto i wjechaliśmy na jezdnię. Wszyscy przez całą drogę siedzieliśmy z ciszy. Ciocia spoglądała w szybę ze łzami w oczach. Wujek skupiał się na drodze przed nim. Brad, który siedział obok mnie oglądał swoje paznokcie. Filip również siedzi cicho ze wzrokiem witam w swoje dłonie. Natomiast Harry i James robią coś na swoich telefonach. Pierwszy chyba próbuje wybrać jakąś piosenkę, bo ma słuchawki w uszach i co chwilę przelatuje palcem po ekranie. Natomiast James rytmicznie wyszukuje treści wiadomości, ze spokojem na twarzy, która w pewnym momencie zmieniła swój wyraz na poddenerwowany. Niezauważalne przechyliłam się do przodu, zaglądając Jamesowi przez ramię.
   "Na pewno coś kombinuje"
   Przeczytał kolejną wiadomość, a jego twarz wykrzywiła się w jeszcze większym grymasie.
   Powróciłam na swoje miejsce.
     -Coś się stało, James?-spytałam, spoglądając na chłopaka z uniesionymi brwiami.
   Pozostali spojrzeli na mnie, a następnie na blondyna, który tylko pokręcił przecząco głową.
     -Nie-odpowiedział i schował telefon no kieszeni, a następnie odwrócił wzrok w stroną okna, nie odzywając się do mnie więcej.
   Reszta również powróciła do swoich jakże ciekawych zajęć. Tylko Brad nadal patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
     -O co chodziło?-spytał cicho, nachylając się w moją stronę tak, żeby nikt nas nie usłyszał.
     -O nic-odpowiedziałam wymijająco.
   Nie zamierzam wtrącać się w sprawy chłopaka, skoro on tego nie chce.
   Bradley najwidoczniej niezadowolony z mojej odpowiedzi, wrócił do swojej poprzedniej pozycji, sprawdzając godzinę na telefonie.
   Ciotka i wujek dziś około dziewiętnastej mają samolot do Wielkiej Brytanii, a chłopcy zostają z nami tu w Polsce z czego bardzo się cieszę. W końcu będę mogła odbudować moje kontakty z Bradem. Jak byliśmy młodsi często spędzaliśmy razem czas. Szczerze mówiąc nie było takiego dnia żebyśmy się nie widzieli. Nasi rodzice często żartowali, że w przyszłości się ożenimy, a my wtedy robiliśmy takie miny jakbyśmy się tym brzydzili. Później, jak byłam w domu dziecka, nasz kontakt się urwał. I to było głównie z mojej winy, ponieważ strasznie zamknęłam się po śmierci rodziców. Dopiero pół roku przed wyjazdem Brada ponownie zaczęliśmy spędzać ze sobą czas, a nasze więzi zacieśniły się jeszcze bardziej niż jak byliśmy dziećmi. Niestety chłopak musiał wyjechać. Wujek Darek dostał w Londynie nową, lepszą pracę, więc oni zamieszkali niedaleko miasta.
   Samochód zatrzymał się na podjeździe domu. Powoli zaczęliśmy wychodzić z auta. Na zewnątrz nadal padał deszcz, więc szybko przebiegliśmy pod drzwi domu, wchodząc do środka. Zdjęłam kurtkę i buty, a następnie weszłam do salonu, spoglądając na wiszący na ścianie zegar. Dochodziła prawie piętnasta, więc do wylotu jest jeszcze około dziewiętnastej, więc małżeństwo poszło już pakować swoje rzeczy.
   Przeczesałam mokre włosy ręką i skierowałam się do mojego pokoju. Przekroczyłam próg i zamknęłam za sobą drewniane drzwi. Z szafki chwyciłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać poplątane włosy. Kiedy skończyłam odłożyłam przedmiot na swoje miejsce i podeszłam do okna, aby zasłonić roletę. W tym momencie głośny grzmot rozniósł się po okolicy. Lekko drgnęłam i po chwili zasłoniłam okno. W pokoju panował półmrok. Podeszłam do włącznika i zapaliłam światło. Ponownie rozległ się głośny huk i w pokoju zgasło światło.
     -Super-mruknęłam pod nosem.
   Wyszłam z pokoju, kierując się do kuchni, w której były świece. W salonie można było usłyszeć chaotyczne głosy reszty.
     -Bella gdzie są świece?-spytał Filip, podchodząc do mnie.
     -Zaraz przyniosę.
   Weszłam  do kuchni z telefonem w ręku, którym oświetlałam sobie drogę. Otworzyłam jedną z szuflad i wyciągnęłam z niej cztery świece i paczkę zapałek. Następnie wróciłam do salonu. Cioci wręczyła jedna świeczkę, chłopakom dwie i jedna wzięłam ze sobą do pokoju. Postawiłam ja na biurku obok rysunku nad którym właśnie pracowałam. Przedstawia on anioła o czarnych skrzydłach, blond, kręconych włosach i dużym, sarkastycznym uśmiechem na ustach. Owa postać nie miała jeszcze oczu.
   Przez chwilę  przyglądałam się rysunkowi, próbując dopasować do niego jakiekolwiek oczy. Ale nic z tego nie wyszło. Moją uwagę przykuł pewien element, który na pewno nie został namalowany przeze mnie. Otóż był to motyl. Identyczny jak ten na moim tatuażu. Pochyliłam się lekko nad kartka i przejrzałam się mu uważniej. Następnie podniosłam lekko bluzkę chcąc zobaczyć mój tatuaż. Oba motyle były identyczne. Ale coś mi tu nie pasowało. Tatuaż, który był na mojej kości biodrowej teraz znajdował się jakiś centymetr nad nią i wydawał się większy.
   Zaśmiałam się sama ze swojej głupoty i uderzyłam otwartą dłonią w czoło, opuszczając bluzkę. Przecież to niemożliwe aby tatuaż mógł się przemieszczać. Musze być już naprawdę zmęczona.
   Ziewnęłam i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Dochodzi szesnastu. Jeszcze tylko trzy godzinki, niecałe i będę mogła się położyć.
*
     -Do zobaczenia wkrótce-powiedziała ciocia mocno przytulając mnie do swojej piersi.
     -Tak, do zobaczenia.-Przymknęłam oczy i odwzajemniłam uścisk szatynki.-Tylko następnym razem przywieźcie ze sobą Natalie.-Zaśmiałam się i odsunęłam od kobiety.
   Po holu rozniósł się głos oznajmiający, że samolot do Londynu odlatuje za piętnaście minut. Przed chwilą przyjechaliśmy na lotnisko i właśnie w tym momencie żegnamy się z małżeństwem.
   Brad podszedł do swojej matki i mocno ją uściskał, natomiast ja przytuliłam się do Darka. Reszta pożegnała się zwykłym uściskiem dłoni.
   Para chwyciła swoje bagaże i powoli zaczęła kierować się w stronę odprawy. Machaliśmy im, patrzą jak znikają za białymi drzwiami.
     -To jak, wracamy?-Filip położył dłoń na moim ramieniu.
   Odwróciłam się w jego stronę i posłałam ciepły uśmiech, kiwając lekko głową.
   Przez drogę powrotną siedziałam na tylnym siedzeniu. Opierając łokieć o drzwi i trzymając na dłoni głowę. Wpatrywałam się w widoki za oknem. Miejsce obok mnie zajmowała moja torba. Harry i James siedzieli na siedzeniach przede mną i żywo rozmawiali i czymś z prowadzącym samochód Filipem i Bradem siedzącym obok niego.
     -W tą sobotę, tak Bella?-Filip zadał pytani, patrząc na mnie w lusterku.
     -Co w tą sobotę-dopytałam podnosząc głowę i spoglądając na resztę chłopaków, którzy byli odwróceni w moją stronę.
   Filip pokręcił głową.
     -No w piątek macie zakończenie roku szkolnego, a w sobotę jest bal dla trzecioklasistów-wyjaśnił śmiejąc się pod nosem.
     -No tak i co w związku z tym?-spytałam kładąc rękę, na której przed chwilą podtrzymywałam głowę na kolana.
     -Z kim idziesz?
   Rozszerzyłam lekko oczy. Nie mam z kim iść na ten bal! Zupełnie o tym zapomniałam. A nie pójść oczywiście nie mogę. Przez prawie cały miesiąc przed wyjazdem do Londynu ćwiczyliśmy tego głupiego poloneza, którego zatańczymy na rozpoczęcie imprezy. I do tego każdy z nas miał znaleźć sobie odpowiednią do tego zadania osobę. Czyli taką, która umie go tańczyć. I co ja teraz zrobię?
   Uderzyłam się kilka razy otwartą dłonią w czoło.
     -Nie mam z kim iść-mruknęłam, ukradkiem spoglądając na Filipa, który był najwyraźniej rozbawiony tą sytuacją.-Nie śmiej się, bo to wcale nie jest śmieszne.-Spiorunowałam go wzrokiem.
     -Spokojnie.-Zaśmiał się Brad.
   Odwrócił się na siedzeniu w moją stronę i oparł łokcie na oparciu fotela.
     -Przecież możesz iść ze mną, w końcu chodziłem do tej szkoły i widziałem co roku jak trzecioklasiści tańczą to coś. Więc nieco pamiętam, Najwyżej pokażesz mi jeszcze w domu szczegóły.-Puścił mi oczko.
   Westchnęłam głęboko.
     -Dzięki Brad. Ratujesz mi skórę.
     -Moment-wtrącił się Harry.
   Spojrzeliśmy wszyscy na niego z wyczekiwanie.
     -Sorry Harry, ale się spóźniłeś-powiedział Brad.-Ona idzie ze mną.
     -Nie o to chodzi.-Pokręcił głową.-Ale zawsze może zmienić zdanie.-Uśmiechnął się zadziornie.-Ale do rzeczy. Przecież my jesteśmy z tego samego rocznika.-Wskazał palcem najpierw na mnie, a następnie na siebie.-Więc dlaczego ja kończę pierwszy rok liceum, a ty dopiero trzecią klasę.-Zmarszczył brwi.-Czegoś tam.-Machnął ręką.
     -Nie pomyślałeś o tym, że w Polsce może być inny program nauczania?-spytał się go James.
     -Ominęłam jeden rok-odpowiedziałam.
     -A dlaczego?-dopytywał nadal chłopak.
     -A czy to twój interes?-Uniosłam brwi, krzyżując ręce na piersi.-Nie interesuj się tak. Może kiedyś ci powiem.-Wzruszyłam.
     -Nie interesuj się tak-mamrotał pod nosem.-Może kiedyś ci powiem.-Odwrócił się w stronę przedniej szyby.
     -Wszystko słyszałam Harry.
   Ten nic nie odpowiedział, tylko prychnął pod nosem.
   Pokręciłam głową i wróciła do pozycji sprzed rozpoczęcia rozmowy.
*
   Dzisiejszy poranek nie należy do najcieplejszych. Na dworze jest gęsta mgła i co chwilę pada deszcz.
   Poprawiłam włosy upinając grzywkę w górę i ponownie przeczesałam szczotką. Następnie przejechałam dłońmi po białej aksamitnej bluzce z rękawkiem 3/4, która była wciągnięta w czarną skórzaną spódnicę.
   Dziś zakończenie roku szkolnego. Nareszcie.
   Podeszłam do biurka i wzięłam z niego złoty naszyjnik, ponownie podchodząc do lustra i zakładając go na szyję. Spojrzałam na swoje odbicie i uśmiechnęłam się sama do siebie.
   Chwyciłam z łóżka czarną torebkę i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi.
     -Filip gotowy?!-krzyknęłam wchodząc do salonu.
     -Już prawie-odpowiedział, wychodząc ze swojego pokoju i próbując zawiązać krawat.
   Podszedł do mnie i stanął, czekając aż ja to zrobię. Westchnęłam i zawiązałam mu go, następnie układając na koszuli i zapinając marynarkę.
     -No to możemy iść?-spytałam, podchodząc do drzwi i kładąc dłoń na klamce.
     -A zjadłaś śniadanie?
     -Zjem jak wrócę. W tym momencie nic nie przejdzie mi przez gardło.-Uśmiechnęłam się do niego.
     -Niech ci będzie. Tylko nie zemdlej mi tam na holu z głodu.-Pogroził palcem.-Bo będzie trzeba zbierać całą szkołę aby wynieść cię na świeże powietrze.
     -Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.-Przechyliłam głowę na bok.-Idziemy?
     -Moment. Tylko napiszę reszcie karteczkę, że wrócimy około dwunastej-powiedział i zniknął w kuchni.
   Wrócił po jakiś pięciu minutach.
     -No ile można pisać jedno zdanie?-spytałam, otwierając drzwi i wychodząc na zewnątrz.
     -Nie gadaj tyle.-Machnął ręką i ruszył w stronę garażu gdzie stało auto. Z
   Chłopak otworzył samochód i usiadł na miejscu kierowcy. Ja zajęłam miejsce obok i rzuciłam torebkę na tylne siedzenie.
   Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Na szkolnym parkingu stało pełno rowerów i gdzieniegdzie stały samochody. Chwyciłam swoją torebkę i wysiadłam żegnając się z bratem, zamykając za sobą drzwi. Filip po chwili odjechał z parkingu w stronę swojej szkoły, a ja mojej. Przeszłam przez parking i zaczęłam przepychać się przez tłum nastolatków. Szukałam wzrokiem moich przyjaciółek. Po kilku minutach w nareszcie dostrzegłam Cleo po drugiej stronie holu. Dziewczyna machała do mnie, a po chwili stała już naprzeciwko.
     -Hej Bella.-Uśmiechnęła się szeroko.
     -Cześć.
   Zaczęłyśmy iść w stronę wejścia na halę, gdzie miała odbyć się uroczystość.
     -Co będziesz robić dziś po zakończeniu?-spytała brunetka, przeczesując ręką proste włosy.
     -Chyba nic.-Wzruszyłam ramionami.-A co?-Odwróciłam głowę w jej stronę.
     -Wiesz o tym, że jutro jest bal-zaczęła.
   Stanęłyśmy przy białych drzwiach ze szklaną szybą i weszłyśmy na halę. Panował tu jeszcze większy gwar niż na korytarzu. Niektórzy z nauczycieli razem z grupką uczniów zajmowali się końcowymi poprawkami. A wychowawcy próbowali zapanować nad swoimi klasami.
     -Wiem.-Pokiwałam głową.
     -Z kim idziesz?
   Usiadłyśmy na jednych z wolnych miejsc.
     -Z Bradem-odpowiedziałam.-A ty idziesz z kimś?-Uniosłam brwi w górę.
     -Z tym Bradem co chodziłaś kiedyś do klasy?-dopytała.
     -Ta. No a ty z kimś idziesz?
   Usta dziewczyny rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
     -Aaa idę. Bartek mnie zaprosił.-Zrobiła rozmarzoną minę.
     -Uuu. Nieźle.
   Bartek to ciemnooki brunet. Jest bardzo przystojny, ale nieśmiały. Z tego co wiem to podoba mu się Cleo, natomiast ona kocha się w nim od trzech lat. Czyli dokładniej. Od kiedy przyszedł do naszej szkoły.
     -A nauczyłaś się już poloneza?
     -No prawie. Jeszcze trochę mi się mylą kroki, ale Bartek mówi, że jest dobrze.
   Zaśmiałam się pod nosem.
     -Hej dziewczyny.-Usłyszałyśmy głos Alex.
   Odwróciłam się na krześle w stronę dziewczyny. Stała razem z Kamilą i Gabą. Koleżankami ze swojej klasy.
     -O cześć-powiedziała Cleo, a ja machnęłam ręką.
   Cleo i Alex niezbyt się lubią, ale obie są jednymi z moich ulubionych przyjaciółek. Zazwyczaj razem spędzamy czas, ale dziewczyny prawie nigdy nie spotykają się ze sobą same.
   Obie chodzą do tej samej klasy IIb gimnazjum. Są ode mnie o dwa lata młodsze, ale świetnie się dogadujemy.
     -Bella masz czas po szkole?-spytała blondynka, siadając na miejscu obok mnie.
   Pokręciłam głową.
     -Niestety, ale Cleo coś ode mnie chce.-Objęłam Cleo ramieniem.
     -OK. To napisz mi później SMS-a jak skończycie.
     -Spoko.-Uśmiechnęłam się do niej.
     -Idziemy Olka, bo akademia się zaczyna-popędziła ją Kamila.
   Dziewczyna podniosła się i ruszyła do swojej klasy.
   Alex to nie jest jej prawdziwe imię. Daliśmy jej taką ksywkę, kiedy byłyśmy małe. Tylko my we dwie tak na nią mówimy. Na prawdę nazywa się Aleksandra Kajdan. Tak samo jest z Cleo. Jak miała około dziewięciu lat cały czas oglądała H2O, a jedna z głównych bohaterek ma tak na imię. Każdy zaczął ją tak nazywać i zostało tak do dziś. I tak nasza mała Magdalenka Wilk stała się Cleo.
     -Dobra, Bella ja też lecę.-Wstała i ruszyła w stronę swojej klasy.-Do zobaczenia później.-Pomachała mi.
   Po chwili po hali rozniósł się głos dyrektorki proszącej o ciszę. Wszyscy pozajmowali swoje miejsca. Ja również podeszłam do swojej klasy i przywitałam się ze znajomymi. Usiadłam obok Magdy i Natalii i słuchałam co mówi kobieta.
   Czas strasznie mi się dłużył. Nauczyciele rozdawali nagrody i gratulowali poszczególnym uczniom. W końcu dyrektorka oznajmiła, że razem z wychowawcami mamy udać się do swoich klas po świadectwa. Na sali ponownie zapanował gwar i wszyscy uczniowie naraz próbowali wyjść na zewnątrz.
*
Jak się podobało to proszę zostawcie po sobie komentarz :)

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 4

     -Bella, Bella. Obudź się.
Poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię. próbując obudzić. Powoli podniosłam powieki i moim oczom ukazał się nie kto inny jak Harry no a którzy by inny budził mnie w takim momencie.
     -Co chcesz-spytałam, zmieniając pozycje na ławce spuszczając nogi w dół i robiąc przy tym miejsce dla Harry'ego.
     -Gdzie są wszyscy?-Usiadł obok opierając się i odbijając nas nogami od ziemi.-I czemu śpisz na ławce?-zaśmiał się.
     -Masz klucze do domu?-Spojrzałam na niego mając nadzieję że odpowie pozytywnie.
     -Nie-odpowiedział krótko.
     -Dlaczego jęknęłam, opierając się o ławkę i odchylając głowę do tyłu.
     -A dlaczego ty nie masz?-spytał, podnosząc brwi do góry.
Pokazałam mu tylko język i wyjęłam telefon z kieszeni. Co już prawie dochodzi dwudziesta! Włączyłam sobie grę i zaczęłam w nią grać. Konter oka zauważyłam, że Harry robisz to samo. Niestety po kilku minutach znudziło mi się i zaczęłam rozmyślać nad moim dzisiejszym snem. O co w nim chodziło i kim był ten chłopak albo ta dziewczynka? Była naprawdę piękna, ale jej oczy wyglądały na takie puste, ale kiedy mówiła żebym uciekała wydawało mi się, że widziałam w nich małe światełka jak kosmos wypełniony małymi skrzący mi się gwiazdkami. Ale pytanie, które drędzy mnie najbardziej to, dlaczego ten chłopak tak się złościł, kiedy wymówiłam imieniem Jamesa? Co on ma z tym wszystkim wspólnego? Ale skoro to nie on to kto to może nim być?
     -Juhu, Bella.-Hharry zaczął machać mi ręką przed twarzą.
Odwróciła głowę patrząc na niego pytająco.
     -Telefon ci dzwoni-powiedział kiwający głową na mój telefon, który otrzymałam dłoniach.
     -Racja.-Zaśmiałam się i przysunęłam go do ucha naciskając zieloną słuchawkę-Słucham.
     Hej Bella. Jak tam w domu?-Po drugiej stronie rozbrzmiał głos Louisa, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech.
     -Cześć Louis-odpowiedziałam wesoło, cieszę się z tego, że nareszcie mogę pogadać ze swoim chłopakiem.-U mnie jak do tej pory jest super, a u ciebie?
     -Jak to u rodziny. Na początku było fajnie, ale teraz nudno mi bez ciebie i chłopaków.Strasznie nudno-zaczął narzekać.-Ale już niedługo się spotkamy-dodał już o wiele weselszym tonem.
Przełożyłam telefon do drugiej ręki, poprawiając swoją pozycję.
     -Nareszcie.Trochę mi się za tobą stęskniło.
Po drugiej stronie usłyszała pełny wyrzutów jęk, a po chwili głos Louisa.
     -Tylko trochę.-Jego głos był dziwnie zniekształcone.
     -Takie duże trochę-powiedziałam przeciągając drugie słowo.
     -Od razu lepiej-powiedział już normalnym tonem.
Zaśmiałam się tylko z niego i słuchałam jego opowieści z pobytu w Doncaster. Po półgodzinnej rozmowie weźcie dostrzegła ciotkę i wujka w bramie. Pożegnałam się niechętnie z Louisem i podeszłam do małżeństwa.
     -Gdzie byliście?-spytałam chowając telefon do kieszeni.
     -Załatwialiśmy sprawy związane z rocznicą śmierci twoich rodziców-powiedziała ciocia smutnym głosem.
     -Aha rozumiem.-Uśmiechnęłam się lekko do niej.
Następnie całą czwórką weszliśmy do domu zdjęłam w progu buty. Stawiając je pod ścianą. Nagle usłyszałam głos ciotki.
     -Bella poszłabyś do pani Małgorzaty po truskawki do placka?-spytała, wychylając głosowe z salonu do którego przed chwilą weszła.
Westchnęłam głośno i ponownie wzięłam buty w ręce.
     -Oczywiście-mruknęła i założyłam je na stopy.
     -Truskawki?-spytał Harry, stając obok ciotki.
     -Tak do placka-odpowiedziała kobieta, uśmiechając się do niego.
     -O ja też chcę-odpowiedział szybko zakładając swoje buty.
     -OK ruchy-popędziłam chłopaka, otwierając drzwi wyjściowe.
Chłopak podniósł się do pozycji stojącej, następnie oboje wyszliśmy z mojej posiadłości. Pani Małgorzata prowadzi niedaleko małą farmę. Od lat pozwalała naszej rodzinie korzystać z jej upraw i nigdy nie prosiła o zapłatę. Dlatego często pomagam jej w jej utrzymaniu. Zazwyczaj zajmuję się pracami na polu, ale również czasami chodzę do zwierząt.
   Po około pięciu wreszcie dotarliśmy na miejsce. Otworzyłam drewnianą furtkę i weszłam na posesję pani Małgorzaty. Harry szedł zaraz za mną. Chłopak zamknął furtkę i razem podeszliśmy do starych drewnianych drzwi. Podniosłam rękę i zapukałam w nie głośno. Nic nie usłyszeliśmy.Powtórzyłam czynność. Po chwili mogliśmy usłyszeć kroki kobiety i drzwi przed nami otworzyły się.  kiedy kobieta o jasny blond włosach mnie zobaczyła od razu znalazła się jej mocnym uścisk.
     -Och Bella, jak ja cię dawno nie wiedziała-powiedziała przy moim uchu, następnie uwolniła mnie ze swojego mocnego uścisku.
     -Dzień dobry pani. Ja również za panią tęskniłam.-Uśmiechnęłam się do starszej kobiety.
     -A kim jest ten młodzieniec?-spytała spoglądając na brunet stojącego obok mnie.
     -To jest Harry. Mój kolega z Londynu-odpowiedziałam, kładąc mu dłoń na ramieniu, a następnie powiedziałam do chłopaka po angielsku.
     -Harry to jest pani Małgorzata.
Chłopak uśmiechnął się i powiedział dzień dobry.
Pani Małgorzata nie jest dobra z angielskiego ale to na pewno zrozumiała.
     -Przyszła zapytać czy moglibyśmy nazrywać trochę truskawek jeśli już są?-spytałam z uśmiechem na ustach.
     -Oczywiście możecie iść sobie ich trochę nazbierać. Powinny się już zaczynać, ale nie jestem pewna bo dawno do nich nie zaglądałam-odpowiedziała.
     -Dziękujemy.Na pewno coś sobie znajdziemy-powiedziałam i pomachałam kobiecie, która po chwili zamknęła drzwi domu.
Pokazałam Harry'emu kierunek i razem poszliśmy za stary dom i po kilku chwilach przed nami rozciągało się pole z różnego gatunku owocami i warzywami. Szłam pierwsza, a Harry zaraz za mną. Dotarliśmy do miejsca, w którym rosły truskawki i zaczęliśmy przeglądać zielone krzaki. Kobieta miała rację. Nie było jeszcze zbyt dużo czerwonych truskawek. Znaleźliśmy tylko około dwudziestu, ale było by więcej gdyby Harry ich nie podjadał. Chłopak schował resztę do pojemnika. Postanowiliśmy przejrzeć resztę owoców i warzyw. Zerwaliśmy jeszcze trochę agrestu i malin, następnie ruszyliśmy w strone wyjścia. Po kilku minutach byliśmy już w moim domu. Otworzyłam drzwi i zdjęłam buty w progu. Następnie zanosząc owoce do kuchni. Ciocia stała przy bracie i wylewała na paterę ciasto biszkoptowe. Położyliśmy pudełeczka z owocami na stole. Harry zaraz ulotniła się do salonu, a ja przyglądałam się poczynaniom kobiety. Brunetka kazała umyć mi truskawki i meliny, a następnie obrać truskawki z szypułek. Kiedy ciasto się upiekło, ciotka wyjęła je z piekarnika i odstawiła na bok. W czacie kiedy stygło rozrobiłyśmy galaretki truskawkowe, które razem z owocami wylądowały na cieście. Następnie wstawiłyśmy placek do lodówki. Przeszłam do salonu, gdzie na kanapach siedzieli Filip Harry i Darek. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
     -A gdzie są Brad z Jamesem?-spytałam, nie widząc w nim chłopaków.
     -Poszli do Dawida-odpowiedział wujek, odwracając się w moją stronę.
     -Aha
Dawid to stary kumpel Brada przyjaźnili się zanim chłopak wyjechał do Londynu. Dawid kiedyś był nawet całkiem fajny, ale zmienił się zupełnie po wyjeździe bruneta. Zaczął się strasznie do mnie przystawiaćale jakos miesiąc, dwa przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii chłopak z tym skończył. Ostatnie moje wspomnienia związane z nim to ten wpis na facebook'u jak byłam jeszcze w Londynie. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju i weszłam do środka. Położyłam się na łóżku i rozłożyłam ręce i nogi wpatrując się w sufit. Leżałam tak przez kilka minut do półki w końcu mi się to nie znudziło. Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej opierając się z tyłu na dłoniach, następnie zsunęłam nogi na ziemię i wyszłam z pokoju idąc do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i podeszłam do wanny, wkładając korek i odkręcając ciepłą wodę. Postanowiłam wziąść rozluźniającą kąpiel przed jutrzejszym dniem. Ściągnęłam bluzka i sięgnęła do kieszeni spodni aby wyjąć z niej telefon. Kiedy go wyjmowałam na ziemię wyleciała mała karteczka spojrzałam na nią, a następnie kucnełam i złapałam ją w palce lewej dłoni. Rozłożyłam powoli czytając co jest na niej napisane.
   "Nie powinnaś zasypiać sama na huśtawce.Jeszcze coś ci się stanie."
Szybko odłożyłam karteczkami na szafkę i zrzuciłam z siebie spodnie. Jeszcze coś mi się stanie. Prychnęłam w myślach. TY już mi się stałeś. Jak on włożył mi tą karteczka do kieszeni spodni. To robi się coraz dziwniejsze. Ten psychopata wszedł na moje podwórko i w dodatku wsadził mi karteczkę do spodni. To naprawdę robi się coraz dziwniejsze. Na początku myślałam że to są jakieś żarty, ale ten chłopak w parku wyglądał dość podejrzanie. Na dodatek jeszcze te karteczki, które znajduje się w różnych miejscach, kwiaty wiśni, przecież pod koniec czerwca nigdzie nie ma kwitnących wiśni. No i ten dziwny sen. Nagle w mojej głowie zaświtała pewna myśl.
     -To on-szepnęłam cicho.
Tym chłopakiem, który mi się śnił i mówił że spotkaliście my się w tym tygodniu, był ten chłopak z parku. Ale jak on to zrobił? Przecież to jest niemożliwe aby mógł kontrolować moje sny. Nikt tego nie potrafi. To jest po prostu niemożliwa. Musiałam sobie go wyobrazić. Na pewno. To nie możliwe że on tam wtedy stał. Przecież nikt oprócz mnie go nie widział, a ten sen to też musiała być po prostu zbieg okoliczności. Przecież to tylko sen. Ale te karteczki. One na pewno są prawdziwe. Zakręciłam wodę i powoli weszłam do wanny. Westchnęłam cicho. Czuję jak moje ciało powoli się rozluźnia. Pomyślę o tym kiedy indziej. Jutro jest piąta rocznica śmierci moich rodziców. Nie mogę teraz jeszcze zadręczać się tymi karteczkami. Wrócę do nich później. A jak ten głupi żartowniś nie przestanie tego robić, to będę musiała to wszystko zgłosić na policję i na tym się skończy.
*
   To dzisiaj. Dwudziesty trzeci czerwca dwa tysiące czternastego roku. Dokładnie 5 lat temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Teraz jesteśmy w kościele na mszy gdzie ksiądz wspomina ich życie. Po godzinnej modlitwie wychodzimy z kościoła i kierujemy się na cmentarz. Z]Gdzie zapalamy świeczki jak odmawiamy modlitwę. Kiedy ciocia, wujek Brad, Filip, James i Harry wrócili już do samochodu, ja zostałam jeszcze na cmentarzu. Usiadła na ławce nieopodal grobu rodziców i w ciszy patrzyłam się na złote litery. Katherina Green zmarła w wieku trzydziestu ośmiu lat Jeremmy Green zmarł w wieku trzydziestu dziewięciu lat. W tym momencie wszystkie wspomnienia zaczęły napływać z powrotem do moich myśli. Widok ojca w szpitalu podłączonego do setki kabelków. Mama zmarła odrazu po wypadku, tata przeżył ale umarł w szpitalu. Przez pierwsze 3 lata wogóle nie chciałam rozmawiać na temat rodziców. Przerastało mnie to. Do tej pory już tak tego nie odczuwałam. Ale teraz kiedy jestem tutaj sama, a ich nie ma obok mnie czuję ogromną pustkę. Po moich policzkach zaczęły lecieć słone łzy, których już tyle przelałam w tym miejscu. Przez pierwsze pół rok nie odwiedziłam grobu rodziców ani razu. Nie umiałam. Ale pewnego razu przyszliśmy tu razem z moim bratem. Od tamtej pory prawie przez trzy lata siedziałam tu codziennie. Tylko w zimę jak mieszkałam jeszcze w domu dziecka nie mogłam opuszczać budynku, ale jak Filip został pełnoletni i przejął nade mną opiekę to przychodziłam tu naprawdę często. Od jakiegoś roku, może więcej nie odwiedzam już tak często grobu rodziców. Raz w tygodniu, czasami dwa. Nie byłam już tutaj od ponad miesiąca. Podniosłam się w wyjęłam z wazonu stare uschnięte kwiaty, a następnie położyłam je obok na ławce. Muszę kupić nowe. Pociągnęłam nosem i przetarłam oczy rękawem brązowej kurtki.
     -Hej.
Usłyszałam usłyszałam chłopięcy głos obok siebie. Podniosłam głowę do góry i ujrzałam zielone oczy chłopaka. Był on ciepło ubrany, ponieważ pogoda dzisiejszego dnia była pisana mojemu nastrojowi. Niebo jest całe szare i co chwilę poda deszcze. Chłopak miał na sobie czarne rurki i płaszcz, który zakrywał mu dolną część twarzy i czapkę chowającą jego włosy.
     -Cześć-mruknęłam, spuszczając ponownie głowę.
Usłyszałam jak chłopak podchodzi bliżej, więc lekko uniosłam wzrok. Podszedł do grobu i włożył bukiet białych chryzantem do wazonu, z którego przed chwilą wyjęłam suche kwiaty. Następnie usiadł obok mnie na ławce.
     -Przykro mi-szepnął, kładąc mi rękę na ramieniu.
Pod jego dotykiem poczułam dziwny dreszcz. W pierwszej chwili chciałam odsunąć się od niego. Ale nie wypadało, w końcu położył kwiaty na grobie. Kiwnęłam tylko niezauważalnie głową.
   Zielonooki zdjął rękę z mojego ramienia i schował dłonie w rękawy kurtki. Ponownie pociągnęłam nosem i wytarłam go rękawem. Nieznajomy zaczął się kręcić i po chwili wyciągnął w moją stronę paczkę chusteczek. Wyjęłam powoli jedną i wysmarkałam w nią nos, chowając ją następnie do kieszeni.
     -Dziękuję-powiedziałam cicho.
Przez kilka następnych minut siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu chłopak ją przerwał.
     -Wiesz co?-powiedział moją stronę, a ja spojrzałam na jego twarz.- Nie powinna siedzieć tutaj na cmentarzu i myśleć o tym co było. Najwyższy czas abyś poszła dalej przed siebie. Siedzenie nie wróci życia twoim rodzicom. To nie ma sensu.
Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Patrzyłam mu w oczy, nie rozumiejąc o co mu chodzi. Niepewnie wyciągnęłam rękę w jego stronę i włożyłam ją w jego dłoń. Ponownie po moim ciele przeszły ciarki. Nieznajomy pociągnął mnie do góry, tak że musiałam wstać z ławki. Następnie zaczął ciągnąć mnie w stronę wyjścia z cmentarza.
     -Co ty robisz?-spytałam próbując go zatrzymać, ale był za silny.
On nic nie odpowiedział. Po chwili stanęliśmy przed bramą. Popchnął mnie lekko, tak że znalazłam się na zewnątrz.
     -Żegnaj powiedział zamykając za sobą wielkie metalowe wrota. Patrzyłam się jak chłopak odchodzi, kiedy zniknął mi z oczu podeszłam do bramy i próbowałam ją otworzyć, ale niestety nie udało mi się. Dlaczego on to zrobił? Przecież nic takiego nie zrobiłam, żeby mnie z tond wyrzucał. Tylko odwiedzałam rodziców. Musisz zacząć żyć, a nie przesiadywać na tym cmentarzu. Usłyszałam jego słowa w głowie. Uśmiechnęłam się lekko. Chłopak ma rację . Nie mogę cały czas żyć przeszłością. Trzeba ruszyć na przód. Otarłam oczy z łez i ruszyła w stronę samochodu, w którym siedziała reszta.
*
Dziękuję za nominację:
http://ostatniemarzenie.blogspot.com/
1.Jak lubisz spędzać czas?
1.Rysuję.
2.Co robisz gdy jesteś smutna?
2.Słucham muzyki.
3.Plany na przyszłość?
3.Wyjazd do Londynu.
4.Masz jakieś wspomnienie o, którym najchętniej byś zapomniała?
4.Tak.
5.Lubisz gotować?
5.Nie umiem i nie lubię.
6.Ulubiona zabawka z dzieciństwa?
6.Mój misio, który teraz liczy sobie czternaście lat i nie ma jednej ręki. ;P
7.Ile masz lat?
7.15 i pół.
8.Masz rodzeństwo?
8.Tak, młodszego brata.
9.Masz zwierzątko?
9.Tak, pas Tinę.
10.Jakimi dwoma słowami opisałabyś swój charakter?
10.Zabawna, uparta.
11.Jak nazwiesz swoje dzieci?
11.Jeśli będzie to chłopczyk to Filip albo Łukasz, a jeśli dziewczynka to Lena.

Nominuję:
http://right-now-one-direction.blogspot.com/
http://you-and-i-and-onedirection.blogspot.com/
http://booked-heart.blogspot.com/
http://hot-water-5sos.blogspot.com/
http://boyincurls.blogspot.com/
http://life-with-1d.blogspot.com/
http://gwiazda-z-nieba.blogspot.com/
http://she-lies-awake-5sos-ff.blogspot.com/
http://www.our-destiny-the-vamps.blogspot.com/
http://through-the-dark-or-light.blogspot.com/
http://i-believe-ican-fly.blogspot.com/

1.Jaki film, który ostatnio oglądałaś zrobił na Tobie wrażenie?
2.Ulubiony kolor oczu u chłopaka?
3.Co Ci się ostatnio śniło?
4.Rzecz bez której nie mogłabyś normalnie funkcjonować?
5.Jaka była najdziwniejsza rzecz, jaką zobaczyłaś kiedykolwiek na oczy?
6.Jaki jest Twój ulubiony zapach oprócz zapachu perfum?
7.Ulubiony smak lodów?
8.Jaki jest Twój znak zodiaku?
9.Kto jest Twoim autorytetem?
10.Gdybyś mógł na jeden dzień stać się kimś innym, to kto by to był? (Uzasadnij.)
11.Ulubiona piosenka?

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 3

     -OK, chłopaki. Czujcie się jak u siebie w domu. Ja wracam za kilka godzin.-powiedziałam biorąc telefon z szafki i wkładając go do kieszeni ciemnych dżinsowych spodenek.
     -Gdzie idziesz?-spytał Brad, odwracając się w moją stronę od telewizora i opierając łokcie na oparciu kanapy.
     -Ok koleżanki.
   Podeszłam do drzwi i zaczęłam zakładać buty.
     -Do tej co byliśmy u niej ostatnio?-spytał Harry również odwracając się w moją stronę.
     -W pewnym sensie.-Wyprostowałam się i poprawiłam bluzeczkę.
     -O super! To ja chcę iść z tobą.-Szybko podniósł się ze swojego miejsca.-Może dowiem się czegoś ciekawego.
     -Nie ma mowy. Zostajesz w domu.-Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
     -Dlaczego?-Stanął przy kanapie, z której przed chwilą się podniósł.
     -Bo nie. To ma być dziewczęce spotkanie.
     -To nie fair.-Spkrzyzował ręce na piersi.-Nie zostawia się gości samych w domu.
     -Nie rób scen Harry.-Odwróciłam się w stronę drzwi.
     -A gdzie idziesz?-Tym razem zatrzymał mnie głos Jamesa.-To znaczy w jakim kierunku?-dodał szybko.
     -Eee... Muszę wyjść poza miasteczko-wyjaśniłam.-A co?
     -Nic, nic. Tylko chciałem dziś jeszcze trochę pozwiedzać i pomyślałem, że mógłbym cię odprowadzić.
     -OK.-Wzruszyłam ramionami.-To zbieraj się.
     -Ej. To nie fair.-Harry poderwał się z miejsca.
     -Już to mówiłeś.-Wywróciłam oczami.
     -Ale czemu on może iść z tobą, a ja nie?-spytał z wyrzutem podnosząc do góry brwi.
     -O Boże.-Westchnęłam.-James nie idzie ze mną tylko mnie odprowadza, a to jest duża różnica.
     -Tak. Bardzo duża.-prychnął Harry.
     -Kurczę Brad powiedz mu coś.-Spojrzałam na chłopaka.
     -Mówię ci cos.-Powiedział obojętnie, nie odwracając wzroku od telewizora.
     -Dziękuję ci bardzo-prychnęłam.
     -Do usług.-Uśmiechnął się.
     -Pilnuj ich ciociu żeby nie puścili domu z dymem!-krzyknęłam.
     -Nie martw się o to.-Po chwili usłyszałam jej głos z kuchni.-Baw się dobrze.
W tym samym momencie James wyszedł z łazienki.
     -To co? Idziemy?-spytał stając obok mnie.
     -Pewnie.-Odwróciłam się w stronę drzwi.
Chłopak otworzył je i przepuścił mnie pierwszą. Następnie wyszedł on sam zamykając je za sobą. Wyszliśmy na chodnik i skręciliśmy w prawo. Na początku żadne z nas się nie odzywało. James cały czas rozglądał się dookoła. Pewnie ogląda tą naszą mieścinę zabitą dechami.
     -Ej, Bella-zagadną, nie patrząc na mnie.
     -Yhym-mruknęłam odwracając głowę w jego stronę.
     -Tamten chłopak, o którym mówiłaś wczoraj...-zaczął nadal nie patrząc w moją stronę.
     -Wiesz kto to ?-przerwałam mu, otwierając szerzej oczy.
Chłopak odwrócił się w moją stronę, ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
     -Co?-Zmarszczył brwi.-Nic takiego nie powiedziałem.
     -To o co chodzi?-dopytywałam, ale już z mniejszym entuzjazmem.
     -Mogłabyś opisać mi jak on dokładnie wyglądał?-spytał z poważną miną.
     -A po co ci to?-Ciekawiło mnie dlaczego James interesuje się tą sprawą.
     -Tak z ciekawości pytam.-Wzruszył ramionami.
     -OK. To za dużo ci nie powiem, tylko tyle, że był dość wysoki i nieźle zbudowany. twarz zasłaniały mu okulary przeciwsłoneczne i kaptur.-Starałam się mu go opisać najlepiej jak mogłam, ale to jest niemożliwe.
     -Rozumiem-mruknął zamyślony.
     -Ale jak na niego spojrzałam to się szeroko uśmiechnął-dodałam.-Wydaje mi się, że to jakiś dzieciak robi sobie po prostu żarty. A wiesz do czego takie dzieciaki są zdolni.
     -O to nie musisz się martwic.-Zaśmiał się.-W końcu masz czterech obrońców, a wy tym mnie.-Wskazał na siebie palcem.
Zaczęłam się z niego śmiać. Nagle ponownie ogarnęło mnie to samo uczucie. W jednym momencie zesztywniałam, bojąc się odwrócić do tyłu. Z tego stanu wyrwał mnie głos Jamesa, ale nadal czułam na sobie czyjś wzrok.
     -To chyba tutaj.-Wskazał palcem na dwupiętrowy dom z białej cegły i fioletowym dachem. Kiwnęłam głową.-OK. To ja lecę. Do zobaczenia później.
     -Cześć.-Pomachałam w jego kierunku.
Chłopak odwrócił się i ruszył z powrotem w stronę mojego domu. W tym samym momencie to dziwne uczucie zniknęło.
   Odwróciłam się do tyłu. Nikogo za mną nie było. Nawet Jamesa. Musiał skręcić w jedną z uliczek. Odetchnęłam głośno i zapukałam do drzwi Cleo.
*
     -No dalej Bella, opowiadaj-popędzała mnie zniecierpliwiona Cleo, niespokojnie wiercąc się na swoim miejscu.
     -Już opowiadam.-Zaśmiałam się z dziewczyny, widząc jej minę.
     -Bella ja tu zaraz wykorkuję, jak nie powiesz mi zaraz co działo się w tym piekielnym Londynie. Wiem tylko tyle co pisali w Internecie-zawyła opierając głowę na dłoniach.
Ponownie zaśmiałam się z dziewczyny, która nie mogła doczekać się aż w końcu opowiem jej o pobycie w Londynie.
     -OK. Zaczynam.-Podniosłam ręce w geście obronnym, przełykając ślinę.-A więc...-przerwałam na co obie zgromiły mnie srogim wzrokiem.-Było fajnie-dokończyłam.
     -I tylko tyle.-Szatynka wytrzeszczyła oczy, a ja zaczęłam się z niej śmiać.-Jesteś podła.-Cleo skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
     -Bella opowiedz jej w końcu.-Teraz i Alex zaczęła mnie popędzać.
     -Jacy są chłopcy?-spytała Cleo.
     -Są...-Przyłożyłam rękę do brody, udając że się zastanawiam.-Cóż Liam jest zdecydowanie najpoważniejszy z całej piątki, a Zayn taki...-Ponownie zaczęłam się zastanawiać, ale tym razem na prawdę.
   Cóż z Zaynem zbytnio się nie zakolegowaliśmy.
     -Zayn jest taki fashion.-Uśmiechnęłam się.
     -Teraz Niall.-Cleo zrobiła rozmarzoną minę, na co mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
     -On jest śmieszny i bardzo dużo je. No i Louis. Na początku był, ale teraz.Uśmiechnęłam.-Jest zupełnie inny.
     -Ah ta miłość-westchnęła Alex.-Zobacz co zrobiła z naszą małą, biedną, głupiutką Bellą-dodała, przytulając mnie i głaszcząc po głowie.
   Szybko wyrwałam się z jej uścisku.
     -Ej nie jestem mała i głupia.-Skrzyżowałam ręce na piersi, wydymając dolna wargę.
Dziewczyna wyszczerzyła się tylko i oparła o ścianę.
     -A Harry-spytała Cleo.-Jaki on jest?
     -Głupi.-Jednym słowem opisałam chłopaka, a reszta zaczęła się śmiać.
     -Nie wchodzę w szczegóły.-Szatynka pokręciła głową.
     -Skoro uważasz, że jest głupi, to po co brałaś go ze sobą?-Alex zrobiła zdziwioną minę.
     -Co!?-Celo zaczęła energicznie kręcić głową. Raz w moją stronę, raz w Alex.-Dlaczego ja o niczym nie wiem.
     -Sorki.-Zaśmiałam się nerwowo.
     -Och Bella, jak mogłaś zapomnieć mi o tym powiedzieć-mówiła chowając twarz w ręce i udając, że płacze.
   Od razu objęłam brunetkę, przytulając ją do siebie.
     -Daj spokój. Przecież możesz wpaść jutro to sobie z nimi pogadasz.
     -Z nimi?-spytała zdziwiona Alex, patrząc na mnie pytającym wzrokiem.
     -A tak.-Zaśmiałam się niepewnie.-Przyjechał jeszcze Brad z Jamesem i rodzicami.
Obie popatrzyły na mnie i pokręciły tylko głowami.
     -Jaki James?-Jako pierwsza pytanie zadała Alex.
     -Właśnie-poparła ją Cleo.
     -A jakiś kumpel Brada.-Wzruszyłam ramionami, odsuwając się od szatynki.
     -A dokładniej.-Blondynka podniosła brwi w geście oczekiwania.-Nazwisko proszę.
Podrapałam się po głowie. Nie mogłam sobie przypomnieć nazwiska chłopaka.
     -Jakoś Mc...-Przymrużyłam oczy.-Mc... McFlej. jakoś tak.-Ponownie wzruszyłam ramionami.
     -McVey!-krzyknęła Alex.-James McVey!
     -O właśnie.-Uśmiechnęłam się do niej.-Ale skąd ty go znasz?-spytałam po chwili ze zdziwieniem, ale blondynka jakby nie zwracała uwagi na moje słowa, tylko gadała sama do siebie.
      -O Mój Boże! Nie wierzę! On tutaj?-mówiła.
      -Hej Alex!-krzyknęłam, podnosząc się z miejsca i pomachałam jej dłonią przed twarzą.-Ziemia do Alex.
   Dziewczyna przestała mówić i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
     -Skąd znasz Jamesa?
     -Skąd?-Jej poniesiony głos rozniósł się po małym turkusowym pokoju.-Skąd ja go znam? Oczywiście że z Internetu. On jest taki słodziutki i ten jego głos. Ah.-Przy każdym słowie żwawo gestykulowała rękami, a na koniec westchnęła.
     -Co?-Odchyliłam głowę lekko w tył, patrząc na nią lekko zdziwiona.
     -No z YouTube. Wrzuca tam swoje filmiki, i że ja nie poznałam Brada.-Klepnęła się otwartą dłonią w głowę.-Przecież to było oczywiste, że to on.-Nadal mówiła sama do siebie.
Pokręciłam głową i odwróciłam się w stronę Cleo.
     -Hej Cleo.-Uśmiechnęłam się do dziewczyny.-Pokazałabyś mi na laptopie te ich covery.
     -Ja ci pokażę!
   Blondynka od razu chwyciła laptopa Cleo i zaczęła coś wpisywać w wyszukiwarce. Natomiast my spojrzałyśmy najpierw na nią, a następnie na siebie i zaczęłyśmy się śmiać. Alex nawet nie zwróciła na nas uwagi. Po chwili wepchała się między nas na łóżku, z laptopem w rękach. Włączając jeden z filmików.
   Chłopak śpiewał nawet fajnie. Kiedy się skończyło blondynka włączyła inną piosenkę. Tym razem byli tam Brad i James. Muszę przyznać, że głos Brada zmienił się diametralnie. Jest teraz o wiele poważniejszy niż półtora roku temu. Cieszę się, że w końcu spełnił swoje marzenia.
***
     -Co!?-jęknęłam naciskając klamkę do drzwi wejściowych mojego domu, kiedy te nawet nie drgnęły.
   Na dworze zaczynało się już powoli ściemniać, a zegarek wskazywał godzinę osiemnastą.
   Westchnęłam głośno i usiadłam na huśtawce, odbijając się nogami od ziemi.
   Dlaczego nikogo nie ma w domu? Zapasowy kluczyk!
   Szybko podniosłam się z miejsca i podbiegłam do drzwi, podnosząc wszystkie doniczki po kolei. Kiedy odłożyłam ostatnią na swoje miejsce i nie znalazłam kluczyka. ponownie wróciłam na huśtawkę. Oparłam się plecami i łokietnik i przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej. Owijając je ramionami i kładąc głowę na kolanach. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy.
***
   Wszędzie było pełno małych, białych stokrotek. Tylko na środku polany znajdowało się stare, uschnięte drzewo. Niebo było całe przesłonięta białymi obłokami. Było jasno, ale nigdzie nie było widać słońca. Tak jakbym była w jakimś pomieszczeniu oświetlanym ze wszystkich stron.
   Spojrzałam na swój strój, który składał się jedynie z lekkiej białej sukienki, która bardziej wyglądała jakby w tym miejscu skłebiła się ogromna ilość powietrza, przybierając jej kształt. Miałam bose stopy, a moje włosy powiewały na lekkim wietrze.
  Ponownie spojrzałam na wielkie drzewo. Stała przy nim około pięcioletnia dziewczynka. O czarnych długich kręconych włosach i oczach tego samego koloru, które w ogóle nie odróżniały się od źrenic. Na sobie miała długi, ciemny płaszczy, który zakrywał ją całą z wyjątkiem prawej ręki, bladej jak śnieg. Którą była wyciągnięta obok. Siedział na niej duży i okazały orzeł. Ale nie taki zwykły orzeł. Ten był cały srebrny, a jego skrzydła zakończone były płomykami w tym samym kolorze.
   W pewnym momencie dziewczynka zrobiła krok w moim kierunku. Srebrny orzeł wydał z siebie głośny dźwięk i wzbił się w powietrze. Czarnowłosa schowała rękę pod płaszcz i powolnym krokiem szła w stronę miejsca, w którym stałam. Jej długie czarne włosy, opadające wcześniej po bokach swobodnie na pelerynę teraz powiewały pod wpływem ruchu. Przyglądałam się dziecku, dopóki nie stanęło na środku dzielącej nas przedtem odległości. W tym momencie za jej plecami pojawiła się inna postać. Tym razem był to chłopak. Z jego pleców wystawała para dużych, czarnych skrzydeł. Jego strój również był w tym kolorze. Długie spodnie, idealnie przylegające do jego nóg, koszula, a na niej błyszcząca skurzana kurtka. Kiedy przeniosłam wzrok wyżej chcąc ujrzeć jego twarz. Moje oczy natrafiły na maskę. Było widać jedynie blond, lekko kręcone włosy zaczesane do tyłu.
   Chłopak dotknął ramienia dziewczynki i z jej pleców również wyrosły czarne i okazałe skrzydła jak u chłopaka. Tylko mniejsze.
     -Witaj Bello-powiedział pewnym siebie głosem nie spuszczając ze mnie wzroku.
     -Skąd wiesz jak mam na imię?-Przyglądałam mu się uważnie. Próbowałam rozpoznać kto to jest, ale nikt w tym momencie nie przychodził mi do głowy.
     -Wiem o tobie dużo więcej niż myślisz.-odpowiedział tym samym tonem co wcześniej.
   Jego odpowiedź trochę mnie wystraszyła. Kim on jest? A co jeśli cos mi zrobi? Zaraz. Przecież to tylko sen. To nie dzieje się naprawdę. Przecież takie coś jak płonący orzeł i anioł ciemności nie istnieje.
     -Kim jesteś?-spytałam pewniej niż poprzednim razem. Chłopak tylko zaśmiał się głośno.
     -Nie poznajesz mnie?-spytał nadal rozbawiony tonem.
   Zaczęłam mu się bardziej przyglądać, ale nie mogłam w ogóle przypomnieć sobie jego twarzy.
     -Wiesz?-Wzruszyłam ramionami.-Jakbyś zdjął maskę to byłoby mi łatwiej.
   Chłopak ponownie się zaśmiał i pokręcił przy tym przecząco głową.
     -Dam ci małą podpowiedź-przerwał, a ja spojrzałam na niego wyczekującym dalszej części wzrokiem.-Pierwszy raz spotkaliśmy się w tym tygodniu-dokończył.
   Spotkaliśmy się? Przecież to niemożliwe. Przecież on jest... Aniołem? Nie to niemożliwe. Jedyne osoby jakie pierwszy raz widziałam w życiu, w tym tygodniu to... James?
   Ponownie spojrzałam na chłopaka. No ma blond włosy jak James, ale Jamesa są proste, a jego lekko kręcone. Nie to na pewno nie on. Pokręciłam głową. Mo w ogóle inną barwę głosu. Ale zaraz? Skoro jest Aniołem to chyba może zmienić wygląd i głos?
     -I jak?-spytał w końcu zniecierpliwiony.-Wiesz już kim jestem?
   Niepewnie skinęłam głową, a chłopak popędził mnie żebym mówiła.
     -James-powiedziałam szybko.-James McVey-dokończyłam niepewnie spoglądając w jego kierunku.
   Blondyn wybuchnął głośnym śmiechem. W tym momencie zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Nagle do moich uszu dobiegł czyjś cichy głos. Niezupełnie rozumiałam co mówi. Wytężyłam słuch. Blondwłosy chłopak nadal głośno się śmiał. Przeniosłam wzrok z niego na dziewczynkę i wtedy usłyszałam wyraźnie.
"Uciekaj!"
   Dziecko patrzyło na mnie wystraszonym wzrokiem, czekając aż wykonam jej polecenie.
     -Nigdy więcej nie waż się wypowiadać tego imienia i nazwiska w mojej obecności-warknął.
   Nagle wszystko zaczęło się rozmazywać. Chłopak wyglądał na jeszcze bardziej wściekłego, natomiast na ustach dziewczynki wykwitł przyjazny uśmiech.
***
Mam nadzieję, że się podoba. Jak tak to proszę zostawcie po sobie komentarze.