True love overcome the worst of evils

True love overcome the worst of evils

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 4

     -Bella, Bella. Obudź się.
Poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię. próbując obudzić. Powoli podniosłam powieki i moim oczom ukazał się nie kto inny jak Harry no a którzy by inny budził mnie w takim momencie.
     -Co chcesz-spytałam, zmieniając pozycje na ławce spuszczając nogi w dół i robiąc przy tym miejsce dla Harry'ego.
     -Gdzie są wszyscy?-Usiadł obok opierając się i odbijając nas nogami od ziemi.-I czemu śpisz na ławce?-zaśmiał się.
     -Masz klucze do domu?-Spojrzałam na niego mając nadzieję że odpowie pozytywnie.
     -Nie-odpowiedział krótko.
     -Dlaczego jęknęłam, opierając się o ławkę i odchylając głowę do tyłu.
     -A dlaczego ty nie masz?-spytał, podnosząc brwi do góry.
Pokazałam mu tylko język i wyjęłam telefon z kieszeni. Co już prawie dochodzi dwudziesta! Włączyłam sobie grę i zaczęłam w nią grać. Konter oka zauważyłam, że Harry robisz to samo. Niestety po kilku minutach znudziło mi się i zaczęłam rozmyślać nad moim dzisiejszym snem. O co w nim chodziło i kim był ten chłopak albo ta dziewczynka? Była naprawdę piękna, ale jej oczy wyglądały na takie puste, ale kiedy mówiła żebym uciekała wydawało mi się, że widziałam w nich małe światełka jak kosmos wypełniony małymi skrzący mi się gwiazdkami. Ale pytanie, które drędzy mnie najbardziej to, dlaczego ten chłopak tak się złościł, kiedy wymówiłam imieniem Jamesa? Co on ma z tym wszystkim wspólnego? Ale skoro to nie on to kto to może nim być?
     -Juhu, Bella.-Hharry zaczął machać mi ręką przed twarzą.
Odwróciła głowę patrząc na niego pytająco.
     -Telefon ci dzwoni-powiedział kiwający głową na mój telefon, który otrzymałam dłoniach.
     -Racja.-Zaśmiałam się i przysunęłam go do ucha naciskając zieloną słuchawkę-Słucham.
     Hej Bella. Jak tam w domu?-Po drugiej stronie rozbrzmiał głos Louisa, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech.
     -Cześć Louis-odpowiedziałam wesoło, cieszę się z tego, że nareszcie mogę pogadać ze swoim chłopakiem.-U mnie jak do tej pory jest super, a u ciebie?
     -Jak to u rodziny. Na początku było fajnie, ale teraz nudno mi bez ciebie i chłopaków.Strasznie nudno-zaczął narzekać.-Ale już niedługo się spotkamy-dodał już o wiele weselszym tonem.
Przełożyłam telefon do drugiej ręki, poprawiając swoją pozycję.
     -Nareszcie.Trochę mi się za tobą stęskniło.
Po drugiej stronie usłyszała pełny wyrzutów jęk, a po chwili głos Louisa.
     -Tylko trochę.-Jego głos był dziwnie zniekształcone.
     -Takie duże trochę-powiedziałam przeciągając drugie słowo.
     -Od razu lepiej-powiedział już normalnym tonem.
Zaśmiałam się tylko z niego i słuchałam jego opowieści z pobytu w Doncaster. Po półgodzinnej rozmowie weźcie dostrzegła ciotkę i wujka w bramie. Pożegnałam się niechętnie z Louisem i podeszłam do małżeństwa.
     -Gdzie byliście?-spytałam chowając telefon do kieszeni.
     -Załatwialiśmy sprawy związane z rocznicą śmierci twoich rodziców-powiedziała ciocia smutnym głosem.
     -Aha rozumiem.-Uśmiechnęłam się lekko do niej.
Następnie całą czwórką weszliśmy do domu zdjęłam w progu buty. Stawiając je pod ścianą. Nagle usłyszałam głos ciotki.
     -Bella poszłabyś do pani Małgorzaty po truskawki do placka?-spytała, wychylając głosowe z salonu do którego przed chwilą weszła.
Westchnęłam głośno i ponownie wzięłam buty w ręce.
     -Oczywiście-mruknęła i założyłam je na stopy.
     -Truskawki?-spytał Harry, stając obok ciotki.
     -Tak do placka-odpowiedziała kobieta, uśmiechając się do niego.
     -O ja też chcę-odpowiedział szybko zakładając swoje buty.
     -OK ruchy-popędziłam chłopaka, otwierając drzwi wyjściowe.
Chłopak podniósł się do pozycji stojącej, następnie oboje wyszliśmy z mojej posiadłości. Pani Małgorzata prowadzi niedaleko małą farmę. Od lat pozwalała naszej rodzinie korzystać z jej upraw i nigdy nie prosiła o zapłatę. Dlatego często pomagam jej w jej utrzymaniu. Zazwyczaj zajmuję się pracami na polu, ale również czasami chodzę do zwierząt.
   Po około pięciu wreszcie dotarliśmy na miejsce. Otworzyłam drewnianą furtkę i weszłam na posesję pani Małgorzaty. Harry szedł zaraz za mną. Chłopak zamknął furtkę i razem podeszliśmy do starych drewnianych drzwi. Podniosłam rękę i zapukałam w nie głośno. Nic nie usłyszeliśmy.Powtórzyłam czynność. Po chwili mogliśmy usłyszeć kroki kobiety i drzwi przed nami otworzyły się.  kiedy kobieta o jasny blond włosach mnie zobaczyła od razu znalazła się jej mocnym uścisk.
     -Och Bella, jak ja cię dawno nie wiedziała-powiedziała przy moim uchu, następnie uwolniła mnie ze swojego mocnego uścisku.
     -Dzień dobry pani. Ja również za panią tęskniłam.-Uśmiechnęłam się do starszej kobiety.
     -A kim jest ten młodzieniec?-spytała spoglądając na brunet stojącego obok mnie.
     -To jest Harry. Mój kolega z Londynu-odpowiedziałam, kładąc mu dłoń na ramieniu, a następnie powiedziałam do chłopaka po angielsku.
     -Harry to jest pani Małgorzata.
Chłopak uśmiechnął się i powiedział dzień dobry.
Pani Małgorzata nie jest dobra z angielskiego ale to na pewno zrozumiała.
     -Przyszła zapytać czy moglibyśmy nazrywać trochę truskawek jeśli już są?-spytałam z uśmiechem na ustach.
     -Oczywiście możecie iść sobie ich trochę nazbierać. Powinny się już zaczynać, ale nie jestem pewna bo dawno do nich nie zaglądałam-odpowiedziała.
     -Dziękujemy.Na pewno coś sobie znajdziemy-powiedziałam i pomachałam kobiecie, która po chwili zamknęła drzwi domu.
Pokazałam Harry'emu kierunek i razem poszliśmy za stary dom i po kilku chwilach przed nami rozciągało się pole z różnego gatunku owocami i warzywami. Szłam pierwsza, a Harry zaraz za mną. Dotarliśmy do miejsca, w którym rosły truskawki i zaczęliśmy przeglądać zielone krzaki. Kobieta miała rację. Nie było jeszcze zbyt dużo czerwonych truskawek. Znaleźliśmy tylko około dwudziestu, ale było by więcej gdyby Harry ich nie podjadał. Chłopak schował resztę do pojemnika. Postanowiliśmy przejrzeć resztę owoców i warzyw. Zerwaliśmy jeszcze trochę agrestu i malin, następnie ruszyliśmy w strone wyjścia. Po kilku minutach byliśmy już w moim domu. Otworzyłam drzwi i zdjęłam buty w progu. Następnie zanosząc owoce do kuchni. Ciocia stała przy bracie i wylewała na paterę ciasto biszkoptowe. Położyliśmy pudełeczka z owocami na stole. Harry zaraz ulotniła się do salonu, a ja przyglądałam się poczynaniom kobiety. Brunetka kazała umyć mi truskawki i meliny, a następnie obrać truskawki z szypułek. Kiedy ciasto się upiekło, ciotka wyjęła je z piekarnika i odstawiła na bok. W czacie kiedy stygło rozrobiłyśmy galaretki truskawkowe, które razem z owocami wylądowały na cieście. Następnie wstawiłyśmy placek do lodówki. Przeszłam do salonu, gdzie na kanapach siedzieli Filip Harry i Darek. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
     -A gdzie są Brad z Jamesem?-spytałam, nie widząc w nim chłopaków.
     -Poszli do Dawida-odpowiedział wujek, odwracając się w moją stronę.
     -Aha
Dawid to stary kumpel Brada przyjaźnili się zanim chłopak wyjechał do Londynu. Dawid kiedyś był nawet całkiem fajny, ale zmienił się zupełnie po wyjeździe bruneta. Zaczął się strasznie do mnie przystawiaćale jakos miesiąc, dwa przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii chłopak z tym skończył. Ostatnie moje wspomnienia związane z nim to ten wpis na facebook'u jak byłam jeszcze w Londynie. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju i weszłam do środka. Położyłam się na łóżku i rozłożyłam ręce i nogi wpatrując się w sufit. Leżałam tak przez kilka minut do półki w końcu mi się to nie znudziło. Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej opierając się z tyłu na dłoniach, następnie zsunęłam nogi na ziemię i wyszłam z pokoju idąc do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i podeszłam do wanny, wkładając korek i odkręcając ciepłą wodę. Postanowiłam wziąść rozluźniającą kąpiel przed jutrzejszym dniem. Ściągnęłam bluzka i sięgnęła do kieszeni spodni aby wyjąć z niej telefon. Kiedy go wyjmowałam na ziemię wyleciała mała karteczka spojrzałam na nią, a następnie kucnełam i złapałam ją w palce lewej dłoni. Rozłożyłam powoli czytając co jest na niej napisane.
   "Nie powinnaś zasypiać sama na huśtawce.Jeszcze coś ci się stanie."
Szybko odłożyłam karteczkami na szafkę i zrzuciłam z siebie spodnie. Jeszcze coś mi się stanie. Prychnęłam w myślach. TY już mi się stałeś. Jak on włożył mi tą karteczka do kieszeni spodni. To robi się coraz dziwniejsze. Ten psychopata wszedł na moje podwórko i w dodatku wsadził mi karteczkę do spodni. To naprawdę robi się coraz dziwniejsze. Na początku myślałam że to są jakieś żarty, ale ten chłopak w parku wyglądał dość podejrzanie. Na dodatek jeszcze te karteczki, które znajduje się w różnych miejscach, kwiaty wiśni, przecież pod koniec czerwca nigdzie nie ma kwitnących wiśni. No i ten dziwny sen. Nagle w mojej głowie zaświtała pewna myśl.
     -To on-szepnęłam cicho.
Tym chłopakiem, który mi się śnił i mówił że spotkaliście my się w tym tygodniu, był ten chłopak z parku. Ale jak on to zrobił? Przecież to jest niemożliwe aby mógł kontrolować moje sny. Nikt tego nie potrafi. To jest po prostu niemożliwa. Musiałam sobie go wyobrazić. Na pewno. To nie możliwe że on tam wtedy stał. Przecież nikt oprócz mnie go nie widział, a ten sen to też musiała być po prostu zbieg okoliczności. Przecież to tylko sen. Ale te karteczki. One na pewno są prawdziwe. Zakręciłam wodę i powoli weszłam do wanny. Westchnęłam cicho. Czuję jak moje ciało powoli się rozluźnia. Pomyślę o tym kiedy indziej. Jutro jest piąta rocznica śmierci moich rodziców. Nie mogę teraz jeszcze zadręczać się tymi karteczkami. Wrócę do nich później. A jak ten głupi żartowniś nie przestanie tego robić, to będę musiała to wszystko zgłosić na policję i na tym się skończy.
*
   To dzisiaj. Dwudziesty trzeci czerwca dwa tysiące czternastego roku. Dokładnie 5 lat temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Teraz jesteśmy w kościele na mszy gdzie ksiądz wspomina ich życie. Po godzinnej modlitwie wychodzimy z kościoła i kierujemy się na cmentarz. Z]Gdzie zapalamy świeczki jak odmawiamy modlitwę. Kiedy ciocia, wujek Brad, Filip, James i Harry wrócili już do samochodu, ja zostałam jeszcze na cmentarzu. Usiadła na ławce nieopodal grobu rodziców i w ciszy patrzyłam się na złote litery. Katherina Green zmarła w wieku trzydziestu ośmiu lat Jeremmy Green zmarł w wieku trzydziestu dziewięciu lat. W tym momencie wszystkie wspomnienia zaczęły napływać z powrotem do moich myśli. Widok ojca w szpitalu podłączonego do setki kabelków. Mama zmarła odrazu po wypadku, tata przeżył ale umarł w szpitalu. Przez pierwsze 3 lata wogóle nie chciałam rozmawiać na temat rodziców. Przerastało mnie to. Do tej pory już tak tego nie odczuwałam. Ale teraz kiedy jestem tutaj sama, a ich nie ma obok mnie czuję ogromną pustkę. Po moich policzkach zaczęły lecieć słone łzy, których już tyle przelałam w tym miejscu. Przez pierwsze pół rok nie odwiedziłam grobu rodziców ani razu. Nie umiałam. Ale pewnego razu przyszliśmy tu razem z moim bratem. Od tamtej pory prawie przez trzy lata siedziałam tu codziennie. Tylko w zimę jak mieszkałam jeszcze w domu dziecka nie mogłam opuszczać budynku, ale jak Filip został pełnoletni i przejął nade mną opiekę to przychodziłam tu naprawdę często. Od jakiegoś roku, może więcej nie odwiedzam już tak często grobu rodziców. Raz w tygodniu, czasami dwa. Nie byłam już tutaj od ponad miesiąca. Podniosłam się w wyjęłam z wazonu stare uschnięte kwiaty, a następnie położyłam je obok na ławce. Muszę kupić nowe. Pociągnęłam nosem i przetarłam oczy rękawem brązowej kurtki.
     -Hej.
Usłyszałam usłyszałam chłopięcy głos obok siebie. Podniosłam głowę do góry i ujrzałam zielone oczy chłopaka. Był on ciepło ubrany, ponieważ pogoda dzisiejszego dnia była pisana mojemu nastrojowi. Niebo jest całe szare i co chwilę poda deszcze. Chłopak miał na sobie czarne rurki i płaszcz, który zakrywał mu dolną część twarzy i czapkę chowającą jego włosy.
     -Cześć-mruknęłam, spuszczając ponownie głowę.
Usłyszałam jak chłopak podchodzi bliżej, więc lekko uniosłam wzrok. Podszedł do grobu i włożył bukiet białych chryzantem do wazonu, z którego przed chwilą wyjęłam suche kwiaty. Następnie usiadł obok mnie na ławce.
     -Przykro mi-szepnął, kładąc mi rękę na ramieniu.
Pod jego dotykiem poczułam dziwny dreszcz. W pierwszej chwili chciałam odsunąć się od niego. Ale nie wypadało, w końcu położył kwiaty na grobie. Kiwnęłam tylko niezauważalnie głową.
   Zielonooki zdjął rękę z mojego ramienia i schował dłonie w rękawy kurtki. Ponownie pociągnęłam nosem i wytarłam go rękawem. Nieznajomy zaczął się kręcić i po chwili wyciągnął w moją stronę paczkę chusteczek. Wyjęłam powoli jedną i wysmarkałam w nią nos, chowając ją następnie do kieszeni.
     -Dziękuję-powiedziałam cicho.
Przez kilka następnych minut siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu chłopak ją przerwał.
     -Wiesz co?-powiedział moją stronę, a ja spojrzałam na jego twarz.- Nie powinna siedzieć tutaj na cmentarzu i myśleć o tym co było. Najwyższy czas abyś poszła dalej przed siebie. Siedzenie nie wróci życia twoim rodzicom. To nie ma sensu.
Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Patrzyłam mu w oczy, nie rozumiejąc o co mu chodzi. Niepewnie wyciągnęłam rękę w jego stronę i włożyłam ją w jego dłoń. Ponownie po moim ciele przeszły ciarki. Nieznajomy pociągnął mnie do góry, tak że musiałam wstać z ławki. Następnie zaczął ciągnąć mnie w stronę wyjścia z cmentarza.
     -Co ty robisz?-spytałam próbując go zatrzymać, ale był za silny.
On nic nie odpowiedział. Po chwili stanęliśmy przed bramą. Popchnął mnie lekko, tak że znalazłam się na zewnątrz.
     -Żegnaj powiedział zamykając za sobą wielkie metalowe wrota. Patrzyłam się jak chłopak odchodzi, kiedy zniknął mi z oczu podeszłam do bramy i próbowałam ją otworzyć, ale niestety nie udało mi się. Dlaczego on to zrobił? Przecież nic takiego nie zrobiłam, żeby mnie z tond wyrzucał. Tylko odwiedzałam rodziców. Musisz zacząć żyć, a nie przesiadywać na tym cmentarzu. Usłyszałam jego słowa w głowie. Uśmiechnęłam się lekko. Chłopak ma rację . Nie mogę cały czas żyć przeszłością. Trzeba ruszyć na przód. Otarłam oczy z łez i ruszyła w stronę samochodu, w którym siedziała reszta.
*
Dziękuję za nominację:
http://ostatniemarzenie.blogspot.com/
1.Jak lubisz spędzać czas?
1.Rysuję.
2.Co robisz gdy jesteś smutna?
2.Słucham muzyki.
3.Plany na przyszłość?
3.Wyjazd do Londynu.
4.Masz jakieś wspomnienie o, którym najchętniej byś zapomniała?
4.Tak.
5.Lubisz gotować?
5.Nie umiem i nie lubię.
6.Ulubiona zabawka z dzieciństwa?
6.Mój misio, który teraz liczy sobie czternaście lat i nie ma jednej ręki. ;P
7.Ile masz lat?
7.15 i pół.
8.Masz rodzeństwo?
8.Tak, młodszego brata.
9.Masz zwierzątko?
9.Tak, pas Tinę.
10.Jakimi dwoma słowami opisałabyś swój charakter?
10.Zabawna, uparta.
11.Jak nazwiesz swoje dzieci?
11.Jeśli będzie to chłopczyk to Filip albo Łukasz, a jeśli dziewczynka to Lena.

Nominuję:
http://right-now-one-direction.blogspot.com/
http://you-and-i-and-onedirection.blogspot.com/
http://booked-heart.blogspot.com/
http://hot-water-5sos.blogspot.com/
http://boyincurls.blogspot.com/
http://life-with-1d.blogspot.com/
http://gwiazda-z-nieba.blogspot.com/
http://she-lies-awake-5sos-ff.blogspot.com/
http://www.our-destiny-the-vamps.blogspot.com/
http://through-the-dark-or-light.blogspot.com/
http://i-believe-ican-fly.blogspot.com/

1.Jaki film, który ostatnio oglądałaś zrobił na Tobie wrażenie?
2.Ulubiony kolor oczu u chłopaka?
3.Co Ci się ostatnio śniło?
4.Rzecz bez której nie mogłabyś normalnie funkcjonować?
5.Jaka była najdziwniejsza rzecz, jaką zobaczyłaś kiedykolwiek na oczy?
6.Jaki jest Twój ulubiony zapach oprócz zapachu perfum?
7.Ulubiony smak lodów?
8.Jaki jest Twój znak zodiaku?
9.Kto jest Twoim autorytetem?
10.Gdybyś mógł na jeden dzień stać się kimś innym, to kto by to był? (Uzasadnij.)
11.Ulubiona piosenka?

1 komentarz:

  1. Rozdział super świetny :-D
    I dziękuję bardzo, bardzo za nominacje :-*:-*

    OdpowiedzUsuń