Wsiadłam do samochodu wujkowstwa zamykając za sobą drzwi. Zajęłam wolne miejsce obok Brada, oddychając głęboko. W głowie nadal miałam słowa nieznajomego chłopaka.
Wujek odpalił auto i wjechaliśmy na jezdnię. Wszyscy przez całą drogę siedzieliśmy z ciszy. Ciocia spoglądała w szybę ze łzami w oczach. Wujek skupiał się na drodze przed nim. Brad, który siedział obok mnie oglądał swoje paznokcie. Filip również siedzi cicho ze wzrokiem witam w swoje dłonie. Natomiast Harry i James robią coś na swoich telefonach. Pierwszy chyba próbuje wybrać jakąś piosenkę, bo ma słuchawki w uszach i co chwilę przelatuje palcem po ekranie. Natomiast James rytmicznie wyszukuje treści wiadomości, ze spokojem na twarzy, która w pewnym momencie zmieniła swój wyraz na poddenerwowany. Niezauważalne przechyliłam się do przodu, zaglądając Jamesowi przez ramię.
"Na pewno coś kombinuje"
Przeczytał kolejną wiadomość, a jego twarz wykrzywiła się w jeszcze większym grymasie.
Powróciłam na swoje miejsce.
-Coś się stało, James?-spytałam, spoglądając na chłopaka z uniesionymi brwiami.
Pozostali spojrzeli na mnie, a następnie na blondyna, który tylko pokręcił przecząco głową.
-Nie-odpowiedział i schował telefon no kieszeni, a następnie odwrócił wzrok w stroną okna, nie odzywając się do mnie więcej.
Reszta również powróciła do swoich jakże ciekawych zajęć. Tylko Brad nadal patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-O co chodziło?-spytał cicho, nachylając się w moją stronę tak, żeby nikt nas nie usłyszał.
-O nic-odpowiedziałam wymijająco.
Nie zamierzam wtrącać się w sprawy chłopaka, skoro on tego nie chce.
Bradley najwidoczniej niezadowolony z mojej odpowiedzi, wrócił do swojej poprzedniej pozycji, sprawdzając godzinę na telefonie.
Ciotka i wujek dziś około dziewiętnastej mają samolot do Wielkiej Brytanii, a chłopcy zostają z nami tu w Polsce z czego bardzo się cieszę. W końcu będę mogła odbudować moje kontakty z Bradem. Jak byliśmy młodsi często spędzaliśmy razem czas. Szczerze mówiąc nie było takiego dnia żebyśmy się nie widzieli. Nasi rodzice często żartowali, że w przyszłości się ożenimy, a my wtedy robiliśmy takie miny jakbyśmy się tym brzydzili. Później, jak byłam w domu dziecka, nasz kontakt się urwał. I to było głównie z mojej winy, ponieważ strasznie zamknęłam się po śmierci rodziców. Dopiero pół roku przed wyjazdem Brada ponownie zaczęliśmy spędzać ze sobą czas, a nasze więzi zacieśniły się jeszcze bardziej niż jak byliśmy dziećmi. Niestety chłopak musiał wyjechać. Wujek Darek dostał w Londynie nową, lepszą pracę, więc oni zamieszkali niedaleko miasta.
Samochód zatrzymał się na podjeździe domu. Powoli zaczęliśmy wychodzić z auta. Na zewnątrz nadal padał deszcz, więc szybko przebiegliśmy pod drzwi domu, wchodząc do środka. Zdjęłam kurtkę i buty, a następnie weszłam do salonu, spoglądając na wiszący na ścianie zegar. Dochodziła prawie piętnasta, więc do wylotu jest jeszcze około dziewiętnastej, więc małżeństwo poszło już pakować swoje rzeczy.
Przeczesałam mokre włosy ręką i skierowałam się do mojego pokoju. Przekroczyłam próg i zamknęłam za sobą drewniane drzwi. Z szafki chwyciłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać poplątane włosy. Kiedy skończyłam odłożyłam przedmiot na swoje miejsce i podeszłam do okna, aby zasłonić roletę. W tym momencie głośny grzmot rozniósł się po okolicy. Lekko drgnęłam i po chwili zasłoniłam okno. W pokoju panował półmrok. Podeszłam do włącznika i zapaliłam światło. Ponownie rozległ się głośny huk i w pokoju zgasło światło.
-Super-mruknęłam pod nosem.
Wyszłam z pokoju, kierując się do kuchni, w której były świece. W salonie można było usłyszeć chaotyczne głosy reszty.
-Bella gdzie są świece?-spytał Filip, podchodząc do mnie.
-Zaraz przyniosę.
Weszłam do kuchni z telefonem w ręku, którym oświetlałam sobie drogę. Otworzyłam jedną z szuflad i wyciągnęłam z niej cztery świece i paczkę zapałek. Następnie wróciłam do salonu. Cioci wręczyła jedna świeczkę, chłopakom dwie i jedna wzięłam ze sobą do pokoju. Postawiłam ja na biurku obok rysunku nad którym właśnie pracowałam. Przedstawia on anioła o czarnych skrzydłach, blond, kręconych włosach i dużym, sarkastycznym uśmiechem na ustach. Owa postać nie miała jeszcze oczu.
Przez chwilę przyglądałam się rysunkowi, próbując dopasować do niego jakiekolwiek oczy. Ale nic z tego nie wyszło. Moją uwagę przykuł pewien element, który na pewno nie został namalowany przeze mnie. Otóż był to motyl. Identyczny jak ten na moim tatuażu. Pochyliłam się lekko nad kartka i przejrzałam się mu uważniej. Następnie podniosłam lekko bluzkę chcąc zobaczyć mój tatuaż. Oba motyle były identyczne. Ale coś mi tu nie pasowało. Tatuaż, który był na mojej kości biodrowej teraz znajdował się jakiś centymetr nad nią i wydawał się większy.
Zaśmiałam się sama ze swojej głupoty i uderzyłam otwartą dłonią w czoło, opuszczając bluzkę. Przecież to niemożliwe aby tatuaż mógł się przemieszczać. Musze być już naprawdę zmęczona.
Ziewnęłam i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Dochodzi szesnastu. Jeszcze tylko trzy godzinki, niecałe i będę mogła się położyć.
*
-Do zobaczenia wkrótce-powiedziała ciocia mocno przytulając mnie do swojej piersi.
-Tak, do zobaczenia.-Przymknęłam oczy i odwzajemniłam uścisk szatynki.-Tylko następnym razem przywieźcie ze sobą Natalie.-Zaśmiałam się i odsunęłam od kobiety.
Po holu rozniósł się głos oznajmiający, że samolot do Londynu odlatuje za piętnaście minut. Przed chwilą przyjechaliśmy na lotnisko i właśnie w tym momencie żegnamy się z małżeństwem.
Brad podszedł do swojej matki i mocno ją uściskał, natomiast ja przytuliłam się do Darka. Reszta pożegnała się zwykłym uściskiem dłoni.
Para chwyciła swoje bagaże i powoli zaczęła kierować się w stronę odprawy. Machaliśmy im, patrzą jak znikają za białymi drzwiami.
-To jak, wracamy?-Filip położył dłoń na moim ramieniu.
Odwróciłam się w jego stronę i posłałam ciepły uśmiech, kiwając lekko głową.
Przez drogę powrotną siedziałam na tylnym siedzeniu. Opierając łokieć o drzwi i trzymając na dłoni głowę. Wpatrywałam się w widoki za oknem. Miejsce obok mnie zajmowała moja torba. Harry i James siedzieli na siedzeniach przede mną i żywo rozmawiali i czymś z prowadzącym samochód Filipem i Bradem siedzącym obok niego.
-W tą sobotę, tak Bella?-Filip zadał pytani, patrząc na mnie w lusterku.
-Co w tą sobotę-dopytałam podnosząc głowę i spoglądając na resztę chłopaków, którzy byli odwróceni w moją stronę.
Filip pokręcił głową.
-No w piątek macie zakończenie roku szkolnego, a w sobotę jest bal dla trzecioklasistów-wyjaśnił śmiejąc się pod nosem.
-No tak i co w związku z tym?-spytałam kładąc rękę, na której przed chwilą podtrzymywałam głowę na kolana.
-Z kim idziesz?
Rozszerzyłam lekko oczy. Nie mam z kim iść na ten bal! Zupełnie o tym zapomniałam. A nie pójść oczywiście nie mogę. Przez prawie cały miesiąc przed wyjazdem do Londynu ćwiczyliśmy tego głupiego poloneza, którego zatańczymy na rozpoczęcie imprezy. I do tego każdy z nas miał znaleźć sobie odpowiednią do tego zadania osobę. Czyli taką, która umie go tańczyć. I co ja teraz zrobię?
Uderzyłam się kilka razy otwartą dłonią w czoło.
-Nie mam z kim iść-mruknęłam, ukradkiem spoglądając na Filipa, który był najwyraźniej rozbawiony tą sytuacją.-Nie śmiej się, bo to wcale nie jest śmieszne.-Spiorunowałam go wzrokiem.
-Spokojnie.-Zaśmiał się Brad.
Odwrócił się na siedzeniu w moją stronę i oparł łokcie na oparciu fotela.
-Przecież możesz iść ze mną, w końcu chodziłem do tej szkoły i widziałem co roku jak trzecioklasiści tańczą to coś. Więc nieco pamiętam, Najwyżej pokażesz mi jeszcze w domu szczegóły.-Puścił mi oczko.
Westchnęłam głęboko.
-Dzięki Brad. Ratujesz mi skórę.
-Moment-wtrącił się Harry.
Spojrzeliśmy wszyscy na niego z wyczekiwanie.
-Sorry Harry, ale się spóźniłeś-powiedział Brad.-Ona idzie ze mną.
-Nie o to chodzi.-Pokręcił głową.-Ale zawsze może zmienić zdanie.-Uśmiechnął się zadziornie.-Ale do rzeczy. Przecież my jesteśmy z tego samego rocznika.-Wskazał palcem najpierw na mnie, a następnie na siebie.-Więc dlaczego ja kończę pierwszy rok liceum, a ty dopiero trzecią klasę.-Zmarszczył brwi.-Czegoś tam.-Machnął ręką.
-Nie pomyślałeś o tym, że w Polsce może być inny program nauczania?-spytał się go James.
-Ominęłam jeden rok-odpowiedziałam.
-A dlaczego?-dopytywał nadal chłopak.
-A czy to twój interes?-Uniosłam brwi, krzyżując ręce na piersi.-Nie interesuj się tak. Może kiedyś ci powiem.-Wzruszyłam.
-Nie interesuj się tak-mamrotał pod nosem.-Może kiedyś ci powiem.-Odwrócił się w stronę przedniej szyby.
-Wszystko słyszałam Harry.
Ten nic nie odpowiedział, tylko prychnął pod nosem.
Pokręciłam głową i wróciła do pozycji sprzed rozpoczęcia rozmowy.
*
Dzisiejszy poranek nie należy do najcieplejszych. Na dworze jest gęsta mgła i co chwilę pada deszcz.
Poprawiłam włosy upinając grzywkę w górę i ponownie przeczesałam szczotką. Następnie przejechałam dłońmi po białej aksamitnej bluzce z rękawkiem 3/4, która była wciągnięta w czarną skórzaną spódnicę.
Dziś zakończenie roku szkolnego. Nareszcie.
Podeszłam do biurka i wzięłam z niego złoty naszyjnik, ponownie podchodząc do lustra i zakładając go na szyję. Spojrzałam na swoje odbicie i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Chwyciłam z łóżka czarną torebkę i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi.
-Filip gotowy?!-krzyknęłam wchodząc do salonu.
-Już prawie-odpowiedział, wychodząc ze swojego pokoju i próbując zawiązać krawat.
Podszedł do mnie i stanął, czekając aż ja to zrobię. Westchnęłam i zawiązałam mu go, następnie układając na koszuli i zapinając marynarkę.
-No to możemy iść?-spytałam, podchodząc do drzwi i kładąc dłoń na klamce.
-A zjadłaś śniadanie?
-Zjem jak wrócę. W tym momencie nic nie przejdzie mi przez gardło.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Niech ci będzie. Tylko nie zemdlej mi tam na holu z głodu.-Pogroził palcem.-Bo będzie trzeba zbierać całą szkołę aby wynieść cię na świeże powietrze.
-Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.-Przechyliłam głowę na bok.-Idziemy?
-Moment. Tylko napiszę reszcie karteczkę, że wrócimy około dwunastej-powiedział i zniknął w kuchni.
Wrócił po jakiś pięciu minutach.
-No ile można pisać jedno zdanie?-spytałam, otwierając drzwi i wychodząc na zewnątrz.
-Nie gadaj tyle.-Machnął ręką i ruszył w stronę garażu gdzie stało auto. Z
Chłopak otworzył samochód i usiadł na miejscu kierowcy. Ja zajęłam miejsce obok i rzuciłam torebkę na tylne siedzenie.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Na szkolnym parkingu stało pełno rowerów i gdzieniegdzie stały samochody. Chwyciłam swoją torebkę i wysiadłam żegnając się z bratem, zamykając za sobą drzwi. Filip po chwili odjechał z parkingu w stronę swojej szkoły, a ja mojej. Przeszłam przez parking i zaczęłam przepychać się przez tłum nastolatków. Szukałam wzrokiem moich przyjaciółek. Po kilku minutach w nareszcie dostrzegłam Cleo po drugiej stronie holu. Dziewczyna machała do mnie, a po chwili stała już naprzeciwko.
-Hej Bella.-Uśmiechnęła się szeroko.
-Cześć.
Zaczęłyśmy iść w stronę wejścia na halę, gdzie miała odbyć się uroczystość.
-Co będziesz robić dziś po zakończeniu?-spytała brunetka, przeczesując ręką proste włosy.
-Chyba nic.-Wzruszyłam ramionami.-A co?-Odwróciłam głowę w jej stronę.
-Wiesz o tym, że jutro jest bal-zaczęła.
Stanęłyśmy przy białych drzwiach ze szklaną szybą i weszłyśmy na halę. Panował tu jeszcze większy gwar niż na korytarzu. Niektórzy z nauczycieli razem z grupką uczniów zajmowali się końcowymi poprawkami. A wychowawcy próbowali zapanować nad swoimi klasami.
-Wiem.-Pokiwałam głową.
-Z kim idziesz?
Usiadłyśmy na jednych z wolnych miejsc.
-Z Bradem-odpowiedziałam.-A ty idziesz z kimś?-Uniosłam brwi w górę.
-Z tym Bradem co chodziłaś kiedyś do klasy?-dopytała.
-Ta. No a ty z kimś idziesz?
Usta dziewczyny rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
-Aaa idę. Bartek mnie zaprosił.-Zrobiła rozmarzoną minę.
-Uuu. Nieźle.
Bartek to ciemnooki brunet. Jest bardzo przystojny, ale nieśmiały. Z tego co wiem to podoba mu się Cleo, natomiast ona kocha się w nim od trzech lat. Czyli dokładniej. Od kiedy przyszedł do naszej szkoły.
-A nauczyłaś się już poloneza?
-No prawie. Jeszcze trochę mi się mylą kroki, ale Bartek mówi, że jest dobrze.
Zaśmiałam się pod nosem.
-Hej dziewczyny.-Usłyszałyśmy głos Alex.
Odwróciłam się na krześle w stronę dziewczyny. Stała razem z Kamilą i Gabą. Koleżankami ze swojej klasy.
-O cześć-powiedziała Cleo, a ja machnęłam ręką.
Cleo i Alex niezbyt się lubią, ale obie są jednymi z moich ulubionych przyjaciółek. Zazwyczaj razem spędzamy czas, ale dziewczyny prawie nigdy nie spotykają się ze sobą same.
Obie chodzą do tej samej klasy IIb gimnazjum. Są ode mnie o dwa lata młodsze, ale świetnie się dogadujemy.
-Bella masz czas po szkole?-spytała blondynka, siadając na miejscu obok mnie.
Pokręciłam głową.
-Niestety, ale Cleo coś ode mnie chce.-Objęłam Cleo ramieniem.
-OK. To napisz mi później SMS-a jak skończycie.
-Spoko.-Uśmiechnęłam się do niej.
-Idziemy Olka, bo akademia się zaczyna-popędziła ją Kamila.
Dziewczyna podniosła się i ruszyła do swojej klasy.
Alex to nie jest jej prawdziwe imię. Daliśmy jej taką ksywkę, kiedy byłyśmy małe. Tylko my we dwie tak na nią mówimy. Na prawdę nazywa się Aleksandra Kajdan. Tak samo jest z Cleo. Jak miała około dziewięciu lat cały czas oglądała H2O, a jedna z głównych bohaterek ma tak na imię. Każdy zaczął ją tak nazywać i zostało tak do dziś. I tak nasza mała Magdalenka Wilk stała się Cleo.
-Dobra, Bella ja też lecę.-Wstała i ruszyła w stronę swojej klasy.-Do zobaczenia później.-Pomachała mi.
Po chwili po hali rozniósł się głos dyrektorki proszącej o ciszę. Wszyscy pozajmowali swoje miejsca. Ja również podeszłam do swojej klasy i przywitałam się ze znajomymi. Usiadłam obok Magdy i Natalii i słuchałam co mówi kobieta.
Czas strasznie mi się dłużył. Nauczyciele rozdawali nagrody i gratulowali poszczególnym uczniom. W końcu dyrektorka oznajmiła, że razem z wychowawcami mamy udać się do swoich klas po świadectwa. Na sali ponownie zapanował gwar i wszyscy uczniowie naraz próbowali wyjść na zewnątrz.
*
Jak się podobało to proszę zostawcie po sobie komentarz :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz