Ostrożnie otworzyłam drzwi wejściowe, a następnie weszłam do środka. Usłyszałam kroki. Po chwili na chwilę prze moimi oczami pojawił się James, a za moment już go nie było.
-Brad! Ktoś przyszedł!-krzyknął.
-Kto to?-odpowiedział mu stłumiony głos bruneta.
-Jakaś dziewczyna. Pewnie do Belli.
-Zaraz idę!-odkrzyknął Brad.
Stałam w drzwiach i przysłuchiwałam się jej krótkiej wymianie zdań, a po chwili zaczęłam się śmiać.
-No hej-powiedział, kiedy stanął przede mną, wycierając ręce w ściereczkę.-Belli nie...-Podniósł głowę do góry i spotkał moje rozbawione spojrzenie.-Bella.-Rozszerzył oczy.-Coś ty zrobiła z włosami.
-Ładnie, nie?-wzięłam jedno pasmo i spojrzałam na nie.
-No nawet nieźle.-Pokiwał głową, kiedy w końcu doszedł do siebie.
-Co tu się dzieje?-W progu ponownie stanął James i zaczął mi się przyglądać, ze zmarszczonymi brwiami.-Coś ty zrobiła z włosami?-spytał w końcu.
-Fajnie?-spytałam.
-Dla mnie tamte były lepsze-powiedział, wzruszając ramionami.
Popatrzyłam na niego i pokręciłam głową.
-Ty to wiesz co powiedzieć kobietą.
Brad dźgnął go łokciem w żebro, a ten lekko jęknął.
-Za co to było?-spytał, masując się za obolałe miejsce.
-Za nic.-Podszedł do mnie i wziął ode mnie torbę z sukienką.-Co tam masz?-Powoli wyciągnął sukienkę ze środka opakowanie rzucił na podłogę.-Świetna będzie idealnie pasować do mojego garnituru.
-Tak. Jak go sobie kupisz-prychnął James.
-Nie masz jeszcze?-spytałam.
Ten pokręcił głową, złączając usta w linię.
-Spoko. Zresztą wątpię aby któryś z chłopaków od nas ze szkoły poszedł w garniturze. Wystarczy jakaś zwykła koszula i spodnie.
-Jesteś tego pewna?
-Tak. Byłam już raz na takim balu i większość chłopców była tak ubrana. Tylko żebyś nie założył czerwonych spodni.
-O to nie musisz się martwić.
Brad wziął moją torbę, a ja zdjęłam buty i ruszyłam za chłopcami do salonu. Na kanapie siedział Harry i oglądał jakoś film. Co było dość dziwne bo był po polsku. James wszedł do kuchni, a Brad położył moją torbę na stoliku przed nim i usiadł na kanapie obok Harry'ego.
-Kto to był?-spytał starszy z chłopców odwracając głowę w jego stronę.
-Nikt ważny.-Zruszył ramionami, no co dostał poduszką po głowie.
-Nikt ważny-powiedziałam przedrzeźniając chłopaka.
Ten jęknął i zaczął masować się prawą dłonią po głowie. Usiadłam na fotelu. Harry przez chwilę się na mnie patrzył, ze zmarszczonymi brwiami.
-Zmieniłaś kolor włosów?-spytał w końcu.
-Jak widać.-Uśmiechnęłam się krótko w jego stronę, a następnie zabrałam pilota Bradowi, który poprzednio wziął go od Harry'ego.
Harry nie zadawał więcej pytań tylko wyjął telefon z kieszeni spodni i zaczął coś na nim robić.
Odwróciłam wzrok w stronę telewizora i zmieniłam kanał.
-Ej ja to oglądałem!-Brad wyrwał mi pilota z ręki.
-Właśnie. Oglądałeś-powiedziałam, próbując ponownie zabrać mu pilota.
Chłopak wychylił się zza mnie i przełączył na poprzedni kanał.
-Serio?-spytałam, przekręcając głowę na bok i kładąc ręce na boki.
-Wiesz jak ja dawno tego nie oglądałem? W Anglii nie ma takich luksusów-powiedział, opierając się o oparcie kanapy.-Mogłaby mi szanowna pani odsłonić?-spytał nie patrząc mi na twarz.
Pokręciłam głową i ponownie usiadłam na swoim miejscu. Brad z wielkim uśmiechem na ustach zaczął oglądać "Świat Według Kiepskich" Może i kiedyś było to zabawne, ale teraz kiedy cały czas lecą te same odcinki to zrobiło się naprawdę nudne. Westchnęłam i chciałam wyciągnąć telefon z kieszeni, ale nic w niej nie było. Sprawdziłam w drugiej, ale tam również go nie było.
-Kurcze-mruknęłam. Musiałam go wsadzić do torebki. Ale przecież nigdy tego nie robiłam.
-Wiesz co? Przydałby ci się taki fuj fuj-powiedział w pewnym momencie Brad. Spojrzałam na niego, marszcząc brwi.-Za długo trzeba teraz czekać w kolejce. A tak to wy byście gnieździli w tej waszej łazience, a ja miałbym własnego fuj fuja.
Wstałam i pacnęłam do otwartą dłonią w czoło, kierując się w stronę mojego pokoju.
-Pomarzyć zawsze możesz-powiedziałam, zamykając za sobą drzwi.
W moje oczy od razu rzucił się przedmiot leżący na łóżku. Szybko podeszłam do niego i chwyciłam w ręce moją torebkę.
-Jak ona się tu znalazła?
Zaczęłam wyjmować wszystkie rzeczy ze środka, sprawdzając czy coś nie zginęło. Na szczęście wszystko było i nawet więcej. Ponownie znalazłam karteczkę z kwiatem wiśni. Szybko odwinęłam ją i zaczęłam czytać.
"Mam nadzieję, że sukienka i fryzura podobają się. W lewej kieszonce z przodu torebki masz niespodziankę."
Przez chwilę jeszcze patrzyłam na karteczkę, a po chwili chwyciłam torbę i zaczęłam przeszukiwać kieszonki. Rzeczywiście coś w niej było. Ostrożnie wyjęłam niewielkiej wielkości pudełeczko i odłożyłam torbę na bok. Lekko przejechałam palcami po srebrnym opakowaniu. Serce waliło mi w piersi, kiedy powoli unosiłam wieczko. Wciągnęłam głośno powietrze kiedy moim oczom ukazał się piękny zestaw. Dwie małe kuleczki, srebrny prosty łańcuszek z minimalnymi diamencikami i identycznie zrobiona bransoletka. Wyjęłam z opakowania łańcuszek i położyłam sobie na dłonie, przyglądając mu się uważnie. Jest przepiękny. Odłożyłam do na łóżko i ponownie wzięłam w dłonie pudełeczko. Od spodu wieczka była przylepiona druga karteczka.
"Mam nadzieję, że założysz na jutrzejszy bal. Będę czekać."
Szybko odłożyłam ją na łóżko. Będę czekać. To znaczy, że on tam będzie? To niemożliwe. Ponownie spojrzałam na karteczkę. Moją uwagę przykuło inne rozmieszczenie liter. Ponownie wzięłam ją w ręce i zaczęłam obracać, ale poprzedniego napisu nie było. Zmarszczyłam brwi i kilka razy pomrugałam oczami. Ponownie odwróciłam karteczkę na stronę gdzie pisała wiadomość.
"Odbierz telefon"
W tym samym momencie zaczął dzwonić telefon, który leżał na poduszce mojego łóżka. Przez chwilę patrzyłam na niego z trzęsącymi się rękoma. Odbierz telefon. A co jeśli tego nie zrobię? Czy... Czy on mi coś zrobi? Powoli sięgnęłam po urządzenie i podniosłam je, chcąc przeczytać numer, ale na ekranie pojawił się napis "zastrzeżony". Z trzęsącymi rękami przeciągnęłam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
-Halo?-spytałam niepewnie.
-Witaj, Bello.
Na dźwięk głosu, moje ręce zaczęły drzeć jeszcze bardziej. Wydaje mi się, że już go gdzieś słyszałam, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
-Kim jesteś?-zapytałam cicho.
Po drugiej stronie rozbrzmiał głośny śmiech.
-Spokojnie kochanie, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.
-Kim jesteś?-spytałam ponownie, nie zwracając uwagi na jego poprzednie słowa.
-Wkrótce się dowiesz. A teraz proszę abyś założyła mój prezent na jutrzejszy bal. Bardzo chciałbym zobaczyć jak będziesz wyglądać-powiedział i rozłączył się.
Przez następnych kilka sekund trzymałam jeszcze telefon przy uchu, nie mogąc wyjść z szoku. W końcu rzuciłam go do torby i resztę rzeczy, które były porozwalane na całym łóżku. Wzięłam do ręki łańcuszek, patrząc na niego przez chwilę, a następnie wkładając na pudełeczka. Zamknęłam je i włożyłam razem z karteczkami i kwiatem do szafki, w której leżały poprzednie. Zatrzymałam się na chwilę. Moją uwagę przykuł kwiat. Podniosłam go i lekko kręciłam w palcach. Jak to możliwe, że nie zwiądł do tej pory?
Nagle usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju otwierają się. Szybko włożyłam kwiatka do szafki i zamknęłam ją, odwracając się w stronę gościa i opierając o szafkę. Jak się okazało tym gościem był Harry.
-Puka się-powiedziałam, odchodząc od szafki i siadając na łóżku.
-No wiem.-Przewrócił oczami.
-To stosuj się do tego.
-OK.-Podszedł do mnie i usiadł na łóżku, obok.
-No to co chciałeś?-spytałam, bawiąc się palcami.
Chłopak zaczął się nerwowo wiercić i co chwilę otwierał i zamykał usta.
-No dawaj-popędziłam go.
-A więc. Rozmawiałem dziś z Louisem-zaczął.
-No i...?-mówiłam nerwowo.
-Podobno widział cię w Londynie-powiedział, a ja otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam na niego zaskoczona.
-Jak to. Przecież cały czas byłam tutaj, w Polsce.
Harry, przymknął oczy i pokręcił głową.
-Na początku też myślałem, że to niemożliwe. Ale jak zobaczyłem cię jak wróciłaś godzinę temu to zrozumiałem. Znam już twoją tajemnicę Bello i nie rozumiem dlaczego nam nie powiedziałaś.
W ogóle nie rozumiem prawie jego słów. Nadal jestem zdenerwowana po tym co zdarzyło się zaledwie kilka minut temu.
-O czym ty mówisz?
-To ty jesteś Eleną-oznajmił.
Spojrzałam na niego zdezorientowana. Skąd on o tym wie?
-Skąd o tym wiesz?
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?-mówił zdenerwowany.
-Wybacz, jestem trochę zmęczona.
-Bella. Czemu nam nie powiedziałaś?-spytał kolejny raz.
Złapał mnie za rękę, którą nerwowo się bawiłam.
-Coś się stało?-Zaczął lekko gładzić wierzch mojej dłoni kciukiem.
-Nic się nie stało-szepnęłam.-I wybacz mi, ale nie chciałam, żeby ktoś się o tym dowiedział.
-Nie rozumiem. Powinnaś nam o tym powiedzieć. Masz piękny głos. Pomoglibyśmy ci.
-Właśnie o to chodzi. Nie chcę waszej pomocy. Nie chcę aby ktoś myślał, że tylko was wykorzystałam. Chcę tylko robić to co sprawia mi przyjemność, a nie żeby robić to z przymusu. Chcę traktować to jak... jak hobby, a nie pracę. Rozumiesz, prawda?-przez całą moją wypowiedź patrzyłam na swoje dłonie, a dokładniej na nasze. Dopiero pod koniec mojej wypowiedzi spojrzałam na chłopaka, który przez cały czas na mnie patrzył. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, więc nie miałam pojęcia jak na to zareaguje.
W pewnym momencie brunet po prostu, przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulając i puszczając tym samym moją dłoń. Przez chwilę nic nie zrobiłam, ale w końcu odwzajemniłam uścisk. Bardzo mi tego brakowało.
Wytłumaczyłam chłopakowi całą tą sprawę ze śpiewaniem. O tym jak poznałam Nikol w parku, a następnie Elenę. O naszych występach. W pewnym sensie poczułam się trochę lepiej ze świadomością, że już nie muszę niczego przed nimi ukrywać. Teraz skoro Harry już wiem, zostało mi jeszcze powiedzieć reszcie. Brunet przez cały czas nic nie mówił, dopiero kiedy skończyłam, przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Harry...-zaczęłam, odsuwając się od niego, aby móc spojrzeć na jego twarz.-Proszę nie mów niczego Louisowi.
Zmarszczył brwi.
-Musi się dowiedzieć-powiedział po krótkie chwili ciszy.
-Wiem, ale chcę mu sama o tym powiedzieć.
-Dobrze.-Uśmiechnął się.-To teraz przejdźmy do poważniejszych spraw.-Wstał z łóżka, trzymając moje dłonie w swoich.-Chodź Brad cię woła aby poćwiczyć ten cały taniec.
-Poloneza-podpowiedziałam mu.
-Właśnie.-Pociągnął mnie w górę.-Idziemy. A i masz mnie jeszcze narysować-przypomniał mi.
-Może kiedyś.
Wyszliśmy z pokoju prosto do salonu. Brad stał przy szafce, na której leżał laptop i coś przy nim robił. Puszczając co chwile jakąś piosenkę. Natomiast James siedział na kanapie i robił coś w telefonie.
-No nareszcie-powiedział Brad.-Ile można czekać?
Włączył jakąś piosenkę, a następnie podszedł do nas i ukłonił się przede mną.
-Można prosić panią do tańca?-spytał, wyciągając rękę w moją stronę.
Lekko złapałam jego rękę i zaczęliśmy tańczyć. A przynajmniej robić coś podobnego. Brad co chwilę mylił kroki i ciągnął mnie w inną stronę. Na szczęście nie deptał mi po stopach. Po kilku minutach, w końcu zaprzestaliśmy naszego nieudanego tańca.
-Myślałam, że umiesz to tańczyć-powiedziałam, kładąc ręce na biodrach.
-Ja też myślałem, że umiem.-Podrapał się w tył głowy, śmiejąc się nerwowo.
Westchnęłam i oparłam się o ścianę zamykając oczy.
-Wiesz, że jutro jest ten głupi bal, a ty nawet nie umiesz tańczyć. Cały miesiąc uczyliśmy się w szkole poloneza. Jak ty zamierzasz się go nauczyć w jeden wieczór.
-Spokojnie, szybko się uczę-zapewnił mnie chłopak.
-Dobra.-Odetchnęłam głęboko.-Jakoś pójdzie.-Odepchnęłam się od ściany.-Dobra, zaczynamy!-Klasnęłam w dłonie i ponownie podeszłam do chłopaka i zaczęłam tłumaczyć mu wszystkie ruchy po kolei.
Jakieś dwie godziny wiedział już jak wykonywać kolejne kroki, ale nadal nie pamiętał kiedy, ma co wykonać. Jednak to jest o wiele trudniejsze niż myślałam.
-Boże Brad. To jest jeszcze bardziej męczące niż siedzenie w szkole.
-Przecież idzie mi coraz lepiej-powiedział, siadając na kanapie obok, reszty chłopców.
-Co ty wyprawiasz?-spytałam.-To jeszcze nie koniec. Chcę jak najszybciej mieć to za sobą.
-Musisz chwilę poczekać. Jestem zmęczony.
-A myślisz, że ja to nie.
-To odpocznij sobie-powiedział James, na co zmierzyłam go srogim wzrokiem.
-Ja chcę zatańczyć-wyrwał się nagle Harry, wstając z kanapy.
-Serio?-spytał Brad.-To zastąp mnie na chwilkę. Zobaczymy jak ci pójdzie.
Harry uśmiechnął się tylko pod nosem i podszedł do mnie. Wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją i zaczęliśmy tańczyć.
Kiedy skończyliśmy, byłam pod ogromnym wrażeniem. Podobnie jak reszta. Harry, zatańczył prawie wszystko, myląc się tylko ze trzy razy.
-Jak ty to zrobiłeś?-spytał Brad.-Przecież to niemożliwe, abyś umiał go tańczyć.
-Bo nie umiałem. Ale ja naprawdę szybko uczę. W końcu trzeba zapamiętywać te wszystkie układy taneczne, które i tak rzadko wykonujemy.
-Ale ty nawet nie tańczyłeś tego wcześniej, a robisz to lepiej niż Brad-powiedziałam, a no Brad tylko fuknął pod nosem.
-Dzięki-mruknął, pod nosem.-W końcu ja nie gram jeszcze koncertów. Ale będę.
-Oczywiście. Oczekuję, że dostanę darmowy bilet VIP na wasz pierwszy koncert i każdy kolejny.
-Na pierwszy na pewno, ale na resztę to już nie wiem.
Walnęłam do dłonią w ramię, a następnie razem z Harrym usiedliśmy na wolnej kanapie. w tym samym momencie drzwi wejściowe otworzyły się, a następnie zamknęły z trzaskiem.
-Wróciłem!-krzyknął Filip, wchodząc po chwili do salonu.
Mokre włosy opadały mu posklejane na czoło.
-Co ci się stało?-spytałam, odwracając głowę w jego stronę.
-Deszcz pada. I to jak. Myślałem, że zdążę wrócić zanim rozpada się na dobre.
-Pada deszcz?-spytał Harry, wstając ze swojego miejsca i podchodząc do okna.-Racja. Nawet nie zauważyłem.
Na zewnątrz było już całkiem ciemno, w końcu dochodził dwudziesta pierwsza. W pewnym momencie obraz za oknem rozbłysł, a my usłyszeliśmy głośny huk. Światło w salonie zamigotało i po chwili zgasło. No świetnie.
-Super. Akurat pierwszy piorun musiał trafić w słup elektryczny.
-Światła na zewnątrz też się nie palą-powiedział Harry, powoli kierując się w naszym kierunku.
-Macie jakieś świeczki?-spytał James.
-Filip?-Odwróciłam głowę w stronę chłopak, ale wątpię aby to zauważył.
-Chyba są w szufladzie w kuchni-powiedział.-Przynieś.
-Ta, już lecę-fuknęłam i podniosłam się ze swojego miejsca.
Macając wszystko po kolei, aby się nie potknąć. Jakoś dotarłam do kuchni i zaczęłam szukać szuflad. W końcu odsunęłam pierwszą od góry i powoli znalazłam świeczki, a dokładnie jedną, zapachową w szklanym naczyniu.
-Filip, gdzie są zapałki!?
-W tej samej szufladzie, na samym końcu!-odkrzyknął Brad.
-Dzięki.
Wzięłam zapałki, a następnie wyjęłam i zapaliłam jedną zapałkę, po kuchni rozniósł się lekki blask. Podpalając świeczkę. Zdmuchnęłam zapałkę, a pudełeczko wrzuciłam do szafki i zasunęłam ją. Wróciłam do salonu i położyłam świeczkę na środku stolika.
-Gdzie Filip?-spytałam, siadając na swoim poprzednim miejscu.
-Poszedł się przebrać-wyjaśnił mi Brad.
Po chwili usłyszeliśmy jak drzwi od pokoju mojego brata się otwierają.
-Bella, gdzie są klucze od piwnicy?-spytał, wychodząc ze swojego pokoju i wycierając włosy ręcznikiem.
-Nie wiem, a co? Chyba nie zamierzasz iść tam teraz.
W pokoju ponownie rozbłysło i usłyszeliśmy huk.
-Muszę. Coś tam jest. Pewnie jakieś szczury czy coś. Strasznie głośno hałasują, a najbardziej słychać u mnie w pokoju.
Kiedy o tym powiedział, od razu zaczęłam się denerwować. Ostatnio dużo rzeczy dzieje się w moim życiu, a co jeśli te odgłosy mają z tym związek. Może ktoś się włamał?
-Nie możesz teraz tam iść-powtórzyłam.
-Dlaczego? Przecież to tylko jakieś głupie myszy.
-Daj sobie spokój z tym na razie zrobisz to rano. Na pewno nie będą hałasować tak przez całą noc.
-Oj, Bella. Przecież wiesz, że i tak pójdę sprawdzić co tam jest.
-W takim razie ja idę z tobą.-Szybko podniosłam się ze swojego miejsca i podeszłam do brata.
-My też idziemy-powiedział Brad.
-Mów za siebie-prychnął James.
-Wstawaj James i nie narzekaj. Idziemy wszyscy.
Blondyn leniwie podniósł się ze swojego miejsca.
-Harry idziesz?-pogoniłam ostatniego z chłopaków.
-Idę, idę.
Filip wziął świeczkę i ruszył w stronę kuchni, aby wziąć latarkę. Następnie całą piątką ruszyliśmy w stronę korytarza, gdzie znajdowały się drzwi do piwnicy. Filip szedł pierwszy oświetlając nam drogę, następnie ja, a obok mnie Harry, a za nami Brad z Jamesem. Ponownie uderzył piorun, a ja podskoczyłam w miejscu. Filip odwrócił się za siebie i zaśmiał się z mojego zachowania. Skrzyżowałam ręce na piersi i prychnęłam na chłopaka.
Filip ostrożnie otworzył drzwi, które cicho zaskrzypiały. Otworzył je szerzej i powoli wszedł do środka, a ja szybko za nim. Chłopak zszedł po kilku schodkach i zatrzymał się gdzieś w połowie, a my za nim jak wierne psy. Zaczął świecić latarką na wszystkie strony, w poszukiwaniu szkodników. Z lewej strony zaczęły dochodzić dziwne odgłosy szurania. Odruchowo przysunęłam się w stronę Harry'ego, który stał obok mnie. Filip skierował światło latarki w tamtą stronę. W pewnym momencie usłyszeliśmy syk i naszym oczom ukazało się jakieś duże zwierze. Ponownie rozległ się trzask pioruna. Momentalnie chwyciłam za ramię Harry'ego, słysząc jak głośno bije mu serce. Zresztą jak każdemu z nas. Ręka, w której Filip trzyma latarkę lekko mu się zatrzęsła. Ponownie spojrzałam na zwierzę.
-To lis-powiedział Filip..-To tylko lis-powtórzył.
-Tylko lis? Weź zrób coś.
-Już. Weź potrzymaj latarkę, a ja spróbuję go wypłoszyć.
Wzięłam do nadal trzęsącej się ręki latarki, ze światłem skierowanym na zwierzę, które cały czas syczało. Filip zaczął powoli się oddalać.
-Gdzie idziesz?-spytałam, lekko się do niego przysuwając.
-Zostań tutaj. Otworzę drzwi, a później go stąd wypłoszymy.
Skinęłam głową, a następnie mocniej ścisnęłam rękę Harry'ego.
-Jak go stąd wypłoszymy?-spytał cicho Brad stojący za nami.
-Może czymś w niego rzucić-zaproponował Harry.
Filip powoli szedł w stronę drzwi z rękami wystawionymi przed siebie. Przeniosłam swój wzrok na zwierzę, które nawet na niego nie spojrzało. Cały czas patrzyło się w naszą stronę. Jak mu się bliżej przyjrzałam to wyglądał on dziwnie. Jego sierść wydawała się lekko falowana, pewnie od panującej teraz wilgoci w powietrzu, ale była ona również w dziwnym odcieniu. Przypominała ona złoto.
W pewnym momencie lis przestał syczeć i po prostu patrzył na nas, lekko przesuwając ogonem po ziemi.
Kiedy usłyszałam jak drzwi wewnętrzne otwierają się, a odgłos padającego deszczu wzmaga się, odwróciłam wzrok w stronę Filipa. Chłopak pokazywał głową, abyśmy wypłoszyli zwierzę. Brad ostrożnie wyszedł na przód i schylił się podnosząc z ziemi jakąś belkę. W pomieszczeniu rozległ się o wiele głośniejszy grzmot. W tym samym momencie usłyszałam jak James szepcze.
-Wynoś się.
Zwierzę, odwróciło się w stronę drzwi. Jeszcze raz spojrzało w naszym kierunku i wybiegło z garażu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz