W końcu całą naszą klasą siedzieliśmy przy ławkach w klasie. Siedziałam w drugiej ławce od ściany, a obok mnie siedziała Ola. Nasza wychowawczyni zaczęła mówić o tym jak to będzie tęskniła za naszą klasą i takie tam. Następnie każdy podchodził po świadectwo, dając jej w zamian bombonierkę albo czekoladę. Ja również wyjęłam z mojej torebki paczkę toffifee. Kiedy nadeszła moja kolej wyszłam z ławki i wręczyłam nauczycielce czekoladki, natomiast ona wręczyła mi świadectwo gratulując przejścia do następnej klasy.
Po wszystkim wyszliśmy z sali, a następnie ze szkoły i każdy ruszył w swoim kierunku. Pod bramom zauważyłam czekającą na mnie Cleo.
-No nareszcie.-Wykonała dziwny ruch rękami.-Ile ona was tam trzymała.
Zaśmiałam się i poprawiłam torebkę na ramieniu.
-No to o co chodzi?
-Idziemy na zakupy-poinformowała mnie, a ja lekko pokręciłam głową i zmarszczyłam brwi.
-Po co na zakupy-spytałam, wyjmując telefon z kieszeni, aby napisać Filipowi, że wrócę później do domu.
-Jak to po co! Przecież musisz mieć sukienkę na bal, nie?-Uniosła w górę brwi.
-Boże. Mam w domu mnóstwo sukienek!
-Ta dwie i to żadna nie jest odpowiednia na taką imprezę. A wiesz przynajmniej jaki jest temat?
-Jeszcze nie miałam okazji się dowiedzieć.-Uśmiechnęłam się słodko, bawiąc się palcami.
-Średniowiecze. Czyli potrzebujesz sukni balowej. Takiej w jakich chodziły kiedyś kobiety.-Westchnęła głęboko i ruszyła w stronę przystanku autobusowego.
-Średniowiecze?-prychnęłam.-Kto to wymyślił?-Ruszyłam za dziewczyną.
Ona wzruszyła tylko ramionami.
-A i jeszcze trzeba mieć maski.
-Maski? Serio? Te imprezy robią się coraz denniejsze.-Zaczęłam energicznie kręcić głową, a Cleo zaśmiała się.-A ty masz już sukienkę?-zwróciłam się do brunetki.
-Oczywiście.-Na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech. Zaczęła grzebać w swojej kopertówce i po chwili wyjęła z niej telefon.-Sama zobacz.-Podała mi swój telefon ze zdjęciem sukienki.
Sukienka wygląda po prostu prześlicznie. Jest cała czarna, na cienkie ramiączka, na brzuchu na gruby ciemno-brązowy pasek, który cały lśni. W dół schodzą czarne fałdy błyszczącego materiału, który jest przykryty innym prześwitującym i błyszczącym. Suknia rozszerza się od pasa, przez co wygląda jeszcze lepiej.
-Śliczna-skomentowałam, oddając dziewczynie telefon.
-Wiem, w końcu sama wybierałam.
Zaśmiałam się i pokręciłam głową.
Przez kilka minut czekaliśmy na autobus. Wsiadłyśmy do środka i ruszyliśmy w kierunku Warszawy, która leżała zaledwie pięć kilometrów dalej. Wysiadłyśmy po jakiś piętnastu minutach w samym jej środku. I zaczęłyśmy poszukiwania sklepów z ciuchami. W wielu z nich byliśmy już wcześniej, więc wiedzieli trochę gdzie co się znajduje. Po dwóch godzinach byłam już strasznie zmęczona, a nogi bolały mnie niemiłosiernie. Cleo była już na mnie wściekła, bo byliśmy w tylu sklepach i nie spodobała mi się żadna sukienka. Dziewczyna cały czas mówi, że ona to by ich już miała ze dwadzieścia. W końcu stanęliśmy przed następnym. Postanowiłam sobie, że tu muszę już coś w końcu kupić. Weszłyśmy do środka. Od razu podeszła do nas pracownica w biało czarnym stroju i spytała w czym może pomóc. Cleo poprosiła aby zaprowadziła nas do działu z sukniami balowymi. Kiedy dotarłyśmy na miejsce zaczęłyśmy przeglądać sukienki. Prawie wszystkie powtarzały się ze wcześniejszych sklepów. W końcu westchnęłam głośno i usiadłam na czarnej skórzanej pufie.
-Nigdy nie znajdę sobie tej głupiej sukienki-zaczęłam narzekać, na co brunetka wkurzyła się jeszcze bardziej.
-Jak nie chce ci się szukać to na pewno.
-Przepraszam.
Odwróciłam głowę w stronę znajomego mi już wcześniej głosu i zauważyłam tą samą dziewczynę co wcześniej.
-Widzę, że potrzebujecie sukienki. Mamy na stanie jeszcze jedną, które są naprawdę ładne. Może ona się nada?
-Świetnie!-Cleo klasnęła w dłonie.-Czy mogłabyś nam ja pokazać.
-Oczywiście.
Po chwili dziewczyna zniknęła z pola naszego widzenia.
-Nareszcie moje męczarnie się skończą.-Cleo złożyła ręce jak do modlitwy i spojrzała w niebo.
-Przecież to ty chciałaś iść na te zakupy-przypomniałam jej.
-No tak, ale nie myślałam, że będzie aż tak źle.
Prychnęłam pod nosem i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
Po chwili wróciła owa dziewczyna, trzymając w rękach śnieżnobiałą suknię. Podeszła do nas i uśmiechnęła się.
-Proszę oto ona.
Cleo szybko wzięła ją od niej.
-Wow.-Rozszerzyła oczy.-Jest boska.-Odwróciła się w moją stronę i trzymając wieszak przystawiła ją do mojego ciała.-Będziesz wyglądać odstrzałowo.-Uśmiechnęła się szeroko.
Wzięła sukienkę i obejrzałam dokładnie. Jest śliczna. Cała bielutka, bez ramiączek. Pod piersiami biegnie niebieski, błyszczący pasek i taki sam na biodrach. Między nimi dwoma jest przewiązany prześwitujący materiał, zawiązany z tyłu w zgrabny supeł i opadał na gładką suknię, która się gała do samej ziemi.
-Naprawdę jest śliczna-przytaknęłam brunetce.
-Tak. A teraz idź się przebierz. Chcę cię w niej zobaczyć.
Pokiwałam głową i weszłam do jednej z przymierzalni, zamykając za sobą drzwi. Powoli, aby niczego nie zniszczyć, założyłam suknię i spojrzałam w lustro. Śliczne. Uśmiechnęła się sama do siebie i wyszłam z pomieszczenia.
-Wyglądasz świetnie-powiedziała podekscytowana Cleo, a dziewczyna stojąca obok pokiwała zgodnie głową.
-Ale to jeszcze nie koniec-powiedziała i podeszła do mnie.
Chwyciła dół sukni i podniosła do góry. Odruchowo chwyciłam górną część, ale pracownica powiedziała żebym nie ruszała. Wzięłam dłonie i przyglądałam się jej działaniom. Dolny niebieski, błyszczący pasek podniosła lekko do góry i wsadziła tam materiał i przez chwilę coś robiła. Następnie odsunęła się.
Dotknęła palcami miejsca i spojrzałam na dziewczynę.
-Pod spodem są małe guziczki. Jak chcesz mieć krótką sukienkę po prostu przypinasz jej końce tak jak j to zrobiła.
-Ale super.-Cleo lekko otworzyła usta z podziwu i podeszła do mnie zapinając następnego guzika.
Pracownica poszła w jej ślady. Po chwili obie stanęły kilka kroków przede mną i kiwały głowami.
Spojrzałam w dół. Rezultat końcowy był zachwycający. Na dolnej części porobiły się fałdy, dlatego, że suknia na dole jest szersza niż u góry. Z tyłu do ziemi nadal zlatywały przezroczyste paski materiału. Wyglądało to pięknie.
-Nareszcie znaleźliśmy odpowiednią sukienkę-powiedziała Cleo, podchodząc do mnie i przytulając.-Jeszcze tylko buty.
Westchnęłam głośno i przebrałam ponownie moją białą koszulkę i spódniczkę. Poszłyśmy do kasy zapłacić za sukienkę. Dobrze, że wzięłam pieniądze. Niestety na sukienkę mi nie starczyło i Cleo musiała dopłacić. Obiecałam jej, że wszystko oddam jej jutro. Wyszłyśmy ze sklepu, dziękując dziewczynie za sukienkę. Teraz zostały tylko buty. Z tym nie zeszło tak długo. Bo już w drugim sklepie znaleźliśmy idealne buty. Niebieskie, błyszczące, na paski z lekką szpilką.
Powoli kierowałyśmy się w stronę przystanku autobusowego. Kiedy byłyśmy już na miejscu, klapnęłam na ławkę oddychając głęboko. Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na zegarek. Dochodziła piętnasta. No ładnie. Odblokowałam telefon. 2 nowe wiadomości. Weszłam w pierwszą. Od Filipa.
"OK, tylko wróć żywa do domu"
Pokręciła głową i otworzyłam drugą. Ta była od Alex.
"Bella. Za pół godziny pod kawiarnią 'Meet Love' czekam"
Wiadomość została wysłana czterdzieści minut temu.
-O Boże! Zapomniałam.
Szybko odpisałam jej, że będę za dziesięć minut. Wyjaśniłam sytuację Cleo i że musi niestety jechać sama do domu, a następnie pożegnałyśmy się. Chwyciłam moje torby, machając jeszcze dziewczynie i pobiegłam w stronę kawiarni.
Kiedy dotarłam na miejsce Alex stała pod drzwiami z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
-Przepraszam dopiero co skończyłyśmy zakupy-powiedziałam, kładąc paczki na ławce nieopodal.
-Cześć. Co kupiłaś?-Podeszła do mnie i otworzyła pierwszą z butami i wyjęła jednego z pudełka.-Uuu ładne.-Następnie zajrzała do reklamówki z sukienką. Wzięła do ręki metkę i spojrzała na rysunek na niej.-Niezła.-Pokiwała głową.-Zobaczysz jaką ja sobie kupiłam.
-Z kim idziesz?-spytałam siadając na ławce.
Dziewczyna zawahała się przez chwilę.
-Z Dawidem-powiedziała w końcu niepewnie.
Z Dawidem? Trochę mnie zdziwiła jej odpowiedź. Przecież zawsze mówiła, że on jest głupi i od tego czasu jak się do mnie przystawiał cały czas opowiadałam jej o tym jaki jest nachalny, a ona się ze mną zgadzała.
-Czyli ty też będziesz tańczyć.-Uśmiechnęłam się do niej.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
-Ale...-Uśmiechnęłam się zadziornie, a ona spojrzała na mnie.-Zawsze mówiłaś, że jest głupi, brzydki i takie tam.
Dziewczyna zaśmiała się.
-Wiesz ale to było dawno. Gdybyś ty go teraz widziała.-Zrobiła rozmarzoną minę.
-A coś mu się stało?
-Oj stało i to dużo.-Zaczęła energicznie kiwać głową.-Gdybyś ty widziała jak on teraz wygląda.-westchnęła.
-Jak?-uniosłam brwi w górę.
-Zobacz sama.-Wyjęła z kieszeni telefon i po chwili podała mi go z włączonym zdjęciem chłopaka.
Na początku go nie poznałam. Wyglądał zupełnie inaczej niż przed tym jak wyjechaliśmy. Musiał się tak zmienić podczas pobytu w Londynie. I że ja tego nie zauważyłam wcześniej.
Chłopak teraz miał jaśniutkie blond włosy i grzywkę na bok lekko roztrzepaną, co wyglądało naprawdę pięknie z ciemnoniebieskimi oczami. Idealną cerę. Wyglądał naprawdę super.
Oddałam telefon dziewczynie.
-Naprawdę. Zmienił się-przyznałam jej rację. Ona tylko energicznie pokiwała głową.-A tak właściwie to po co mnie tutaj wyciągnęłaś, bo chyba nie po to aby porozmawiać o Dawidzie?
-Oczywiście, że nie. Idziemy do fryzjera, a później do kosmetyczki.
-Co? Znowu. Po co?-jęknęłam.
-Znowu? Jak to po co? Przecież jutro bal. Trzeba się przyszykować.
-Co się z wami dziś dzieje? Najpierw Cleo, teraz ty?
-Nie narzekaj. Idziemy.
Wzięła moje torby i złapała mnie za rękę ciągnąc za sobą.
Chwilę później byliśmy na miejscu.
-Tylko wiesz co, Alex? Ja nie mam już pieniędzy.-Uśmiechnęła się do niej.-Więc musimy niestety wracać do domu.-Zrobiłam smutną minę.
-Starczy mi na nas obie.-Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Wypuściłam ze świstem powietrze z ust i obie weszłyśmy do środka. Jak na razie wszystkie miejsca były pozajmowane, więc usiadłyśmy na krzesełkach czekając na naszą kolejkę.
-A co ty chcesz właściwie zmieniać?
-Najbardziej to myślałam o tobie. Już miałam wszystko zaplanowane, ale kiedy zobaczyłam tą sukienkę moje plany zastąpił nowy wspanialszy pomysł-opowiadała. Już chciałam zapytać jaki to pomysł, ale dziewczyna mnie wyprzedziła.-To niespodzianka. W razie czego jak ci się nie będzie podobało to możemy wszystko zmienić.
-Zaryzykuję-przytaknęłam, bo już nie chciało mi się siedzieć w tej Warszawie.
Po chwili podeszła do nas młoda kobieta i spytała, która z nas pierwsza. Alex od razu powiedziała, że ja. Odeszła na chwilę z kobietą na bok i wytłumaczyła jej jak ma wyglądać moja fryzura. Następnie podeszła do stolika, gdzie inna kobieta zajęła się jej paznokciami.
Ciemnowłosa kobieta zakryła lustro ciemnym materiałem i podeszła do mnie,od razu biorąc się do pracy. Na początku rozczesała mi włosy i ścięła końcówki na prosto. Z przodu po bokach cieniując i skróciła już trochę za długą grzywkę, aby leciała gładko na czoło. Następnie umyła i zaczęła nakładać farbę. Co ta dziewczyna wymyśliła? Jak przemaluje mi włosy na różowo to będzie tego żałowała długo i boleśnie. W czasie kiedy farba musiała zostać na włosach kobieta, która robiła paznokcie Alex teraz zajmowała się moimi. Blondynka miała ciemnoniebieskie z czarnymi gwiazdkami. A moje po kilku minutach stały się jasnoniebieskie z nierównomiernie rozłożonym białym brokatem na końcach. Alex o wszystkim pomyślała. Na pewno będą idealnie pasować do sukienki.
Fryzjerka ponownie wzięła się za moje włosy, jeszcze raz nakładając ten sam kolor farby. Alex miała już zrobione paznokcie u rąk i u stup teraz inna fryzjerka zajmowała się jej włosami. Po półgodzinie na moich paznokciach u stup również był ten sam kolor co u rąk. I nareszcie mam zmywaną ostatnią partię farby z włosów. Czyli, że zaraz będę mogła iść do domu. Niestety moje marzenia prysły kiedy kobieta zaczęła nakładać kolejną partię. Boże ile ona mi dała tam tych kolorów na głowie. Ale obiecałam, że poczekam aż skończą, a najwyżej jak mi się nie będzie podobać to zmienią kolor na ten co miałam poprzednio.
Druga fryzjerka zrobiła dziewczynie naprawdę świetną fryzurę. Ścięła zawsze długą grzywkę na wysokość brody i pocieniowała, następnie zakręciła. A jej włosy sięgające prawie do pasa teraz zostały skrócone o pięć centymetrów i mocno ścieniowane, bo aż dotąd jak ma ściętą grzywkę. Na koniec mocno rozjaśniła jej końcówki.
W końcu kobieta umyła i wysuszyła mi włosy. Podekscytowana, a zarazem przestraszona, patrzyłam na ciemny materiał, który po chwili znalazł się na krześle obok.
Lekko otworzyłam usta i rozszerzyłam oczy. Chwyciłam w dłoń pukiel moich włosów, które teraz miały odcień jasnego blondu. A do tego było w nich mnóstwo niebieskich pasemek. Wyglądało to pięknie. Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek przefarbuję włosy na blond, a tymczasem Alex zrobiła to bez mojej zgody. Ale rezultat jest niesamowity. Przerzuciłam wszystkie włosy na lewą stronę i zaczęłam przeczesywać palcami.
-I jak?-spytała Alex, stając za oparciem krzesła i patrząc w lusterko.
-Jak na razie jeszcze trochę pożyjesz.-Zaśmiałam się, a dziewczyna zawtórowała mi.
-Wiedziałam, że ci się spodobają.
Wstałam ze swojego miejsca i obie ruszyłyśmy w stronę naszych rzeczy, dziękują kobietą. Alex jeszcze zapłaciła, bo dzisiaj byłam już spłukana.
-Jak wpadłaś na taki pomysł? Ja to bym musiała się całą noc zastanawiać, aby wymyślić coś znośnego.
-Pewna osoba podrzuciła mi ten pomysł.-Zdjęła swoją torbę z wieszaka i przewiesiła przez ramię.
Ja również wzięłam siatki z zakupami, ale nigdzie nie mogłam znaleźć mojej torby.
-Hej, Alex nie widziałaś mojej torby?-spytałam, przesuwając rzeczy innych ludzi.
-A co? Nie ma jej?
Podeszła do mnie i również przeszukała wieszak.
-No właśnie nie ma.
-Poczekaj spytał czy nie widzieli kogoś podejrzanego, kręcącego się w tym miejscu, a ty poszukaj jeszcze.
Blondynka odeszła, a ja jeszcze raz sprawdziłam czy nigdzie nie ma mojej torby. To po prostu jakiś koszmar. Te wakacje zaczynam od kradzieży. Co może się jeszcze wydarzyć?
-Niestety nikt nie widział nikogo podejrzanego-blondynka westchnęła i położyła mi dłoń na ramieniu.
-Trudno. Dobrze, że nie miałam tam niczego ważnego. W końcu gimnazjalna legitymacja już mi się do niczego nie przyda, a zamek od drzwi zawsze można zmienić, w końcu mam w domu czterech chłopaków.-Na moich ustach pojawił się wymuszony uśmiech.
Obie wzięłyśmy swoje rzeczy i wyszłyśmy z salonu, kierując się na przystanek.
-A właśnie...-zaczęła.-Kto ci podsunął ten pomysł z włosami?-powróciłam do naszej poprzedniej rozmowy.
-Ostatnio w kawiarni poznałam pewnego chłopaka i jakoś weszliśmy na twój wątek w rozmowie. Pokazałam mu twoje zdjęcie, a on powiedział, że najlepiej pasowały by ci blond włosy z niebieską pasemkom.
-Chłopak? Musi mieć niezły gust.
-Pewnie tak.-Wzruszyła ramionami.
*
Hej wszystkim! Przepraszam, że rozdział strasznie nudny, ale spokojnie akcja zacznie się dziać już na balu, więc się szykujcie. Do następnego rozdziału.
True love overcome the worst of evils
niedziela, 28 września 2014
piątek, 12 września 2014
Rozdział 5
Wsiadłam do samochodu wujkowstwa zamykając za sobą drzwi. Zajęłam wolne miejsce obok Brada, oddychając głęboko. W głowie nadal miałam słowa nieznajomego chłopaka.
Wujek odpalił auto i wjechaliśmy na jezdnię. Wszyscy przez całą drogę siedzieliśmy z ciszy. Ciocia spoglądała w szybę ze łzami w oczach. Wujek skupiał się na drodze przed nim. Brad, który siedział obok mnie oglądał swoje paznokcie. Filip również siedzi cicho ze wzrokiem witam w swoje dłonie. Natomiast Harry i James robią coś na swoich telefonach. Pierwszy chyba próbuje wybrać jakąś piosenkę, bo ma słuchawki w uszach i co chwilę przelatuje palcem po ekranie. Natomiast James rytmicznie wyszukuje treści wiadomości, ze spokojem na twarzy, która w pewnym momencie zmieniła swój wyraz na poddenerwowany. Niezauważalne przechyliłam się do przodu, zaglądając Jamesowi przez ramię.
"Na pewno coś kombinuje"
Przeczytał kolejną wiadomość, a jego twarz wykrzywiła się w jeszcze większym grymasie.
Powróciłam na swoje miejsce.
-Coś się stało, James?-spytałam, spoglądając na chłopaka z uniesionymi brwiami.
Pozostali spojrzeli na mnie, a następnie na blondyna, który tylko pokręcił przecząco głową.
-Nie-odpowiedział i schował telefon no kieszeni, a następnie odwrócił wzrok w stroną okna, nie odzywając się do mnie więcej.
Reszta również powróciła do swoich jakże ciekawych zajęć. Tylko Brad nadal patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-O co chodziło?-spytał cicho, nachylając się w moją stronę tak, żeby nikt nas nie usłyszał.
-O nic-odpowiedziałam wymijająco.
Nie zamierzam wtrącać się w sprawy chłopaka, skoro on tego nie chce.
Bradley najwidoczniej niezadowolony z mojej odpowiedzi, wrócił do swojej poprzedniej pozycji, sprawdzając godzinę na telefonie.
Ciotka i wujek dziś około dziewiętnastej mają samolot do Wielkiej Brytanii, a chłopcy zostają z nami tu w Polsce z czego bardzo się cieszę. W końcu będę mogła odbudować moje kontakty z Bradem. Jak byliśmy młodsi często spędzaliśmy razem czas. Szczerze mówiąc nie było takiego dnia żebyśmy się nie widzieli. Nasi rodzice często żartowali, że w przyszłości się ożenimy, a my wtedy robiliśmy takie miny jakbyśmy się tym brzydzili. Później, jak byłam w domu dziecka, nasz kontakt się urwał. I to było głównie z mojej winy, ponieważ strasznie zamknęłam się po śmierci rodziców. Dopiero pół roku przed wyjazdem Brada ponownie zaczęliśmy spędzać ze sobą czas, a nasze więzi zacieśniły się jeszcze bardziej niż jak byliśmy dziećmi. Niestety chłopak musiał wyjechać. Wujek Darek dostał w Londynie nową, lepszą pracę, więc oni zamieszkali niedaleko miasta.
Samochód zatrzymał się na podjeździe domu. Powoli zaczęliśmy wychodzić z auta. Na zewnątrz nadal padał deszcz, więc szybko przebiegliśmy pod drzwi domu, wchodząc do środka. Zdjęłam kurtkę i buty, a następnie weszłam do salonu, spoglądając na wiszący na ścianie zegar. Dochodziła prawie piętnasta, więc do wylotu jest jeszcze około dziewiętnastej, więc małżeństwo poszło już pakować swoje rzeczy.
Przeczesałam mokre włosy ręką i skierowałam się do mojego pokoju. Przekroczyłam próg i zamknęłam za sobą drewniane drzwi. Z szafki chwyciłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać poplątane włosy. Kiedy skończyłam odłożyłam przedmiot na swoje miejsce i podeszłam do okna, aby zasłonić roletę. W tym momencie głośny grzmot rozniósł się po okolicy. Lekko drgnęłam i po chwili zasłoniłam okno. W pokoju panował półmrok. Podeszłam do włącznika i zapaliłam światło. Ponownie rozległ się głośny huk i w pokoju zgasło światło.
-Super-mruknęłam pod nosem.
Wyszłam z pokoju, kierując się do kuchni, w której były świece. W salonie można było usłyszeć chaotyczne głosy reszty.
-Bella gdzie są świece?-spytał Filip, podchodząc do mnie.
-Zaraz przyniosę.
Weszłam do kuchni z telefonem w ręku, którym oświetlałam sobie drogę. Otworzyłam jedną z szuflad i wyciągnęłam z niej cztery świece i paczkę zapałek. Następnie wróciłam do salonu. Cioci wręczyła jedna świeczkę, chłopakom dwie i jedna wzięłam ze sobą do pokoju. Postawiłam ja na biurku obok rysunku nad którym właśnie pracowałam. Przedstawia on anioła o czarnych skrzydłach, blond, kręconych włosach i dużym, sarkastycznym uśmiechem na ustach. Owa postać nie miała jeszcze oczu.
Przez chwilę przyglądałam się rysunkowi, próbując dopasować do niego jakiekolwiek oczy. Ale nic z tego nie wyszło. Moją uwagę przykuł pewien element, który na pewno nie został namalowany przeze mnie. Otóż był to motyl. Identyczny jak ten na moim tatuażu. Pochyliłam się lekko nad kartka i przejrzałam się mu uważniej. Następnie podniosłam lekko bluzkę chcąc zobaczyć mój tatuaż. Oba motyle były identyczne. Ale coś mi tu nie pasowało. Tatuaż, który był na mojej kości biodrowej teraz znajdował się jakiś centymetr nad nią i wydawał się większy.
Zaśmiałam się sama ze swojej głupoty i uderzyłam otwartą dłonią w czoło, opuszczając bluzkę. Przecież to niemożliwe aby tatuaż mógł się przemieszczać. Musze być już naprawdę zmęczona.
Ziewnęłam i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Dochodzi szesnastu. Jeszcze tylko trzy godzinki, niecałe i będę mogła się położyć.
*
-Do zobaczenia wkrótce-powiedziała ciocia mocno przytulając mnie do swojej piersi.
-Tak, do zobaczenia.-Przymknęłam oczy i odwzajemniłam uścisk szatynki.-Tylko następnym razem przywieźcie ze sobą Natalie.-Zaśmiałam się i odsunęłam od kobiety.
Po holu rozniósł się głos oznajmiający, że samolot do Londynu odlatuje za piętnaście minut. Przed chwilą przyjechaliśmy na lotnisko i właśnie w tym momencie żegnamy się z małżeństwem.
Brad podszedł do swojej matki i mocno ją uściskał, natomiast ja przytuliłam się do Darka. Reszta pożegnała się zwykłym uściskiem dłoni.
Para chwyciła swoje bagaże i powoli zaczęła kierować się w stronę odprawy. Machaliśmy im, patrzą jak znikają za białymi drzwiami.
-To jak, wracamy?-Filip położył dłoń na moim ramieniu.
Odwróciłam się w jego stronę i posłałam ciepły uśmiech, kiwając lekko głową.
Przez drogę powrotną siedziałam na tylnym siedzeniu. Opierając łokieć o drzwi i trzymając na dłoni głowę. Wpatrywałam się w widoki za oknem. Miejsce obok mnie zajmowała moja torba. Harry i James siedzieli na siedzeniach przede mną i żywo rozmawiali i czymś z prowadzącym samochód Filipem i Bradem siedzącym obok niego.
-W tą sobotę, tak Bella?-Filip zadał pytani, patrząc na mnie w lusterku.
-Co w tą sobotę-dopytałam podnosząc głowę i spoglądając na resztę chłopaków, którzy byli odwróceni w moją stronę.
Filip pokręcił głową.
-No w piątek macie zakończenie roku szkolnego, a w sobotę jest bal dla trzecioklasistów-wyjaśnił śmiejąc się pod nosem.
-No tak i co w związku z tym?-spytałam kładąc rękę, na której przed chwilą podtrzymywałam głowę na kolana.
-Z kim idziesz?
Rozszerzyłam lekko oczy. Nie mam z kim iść na ten bal! Zupełnie o tym zapomniałam. A nie pójść oczywiście nie mogę. Przez prawie cały miesiąc przed wyjazdem do Londynu ćwiczyliśmy tego głupiego poloneza, którego zatańczymy na rozpoczęcie imprezy. I do tego każdy z nas miał znaleźć sobie odpowiednią do tego zadania osobę. Czyli taką, która umie go tańczyć. I co ja teraz zrobię?
Uderzyłam się kilka razy otwartą dłonią w czoło.
-Nie mam z kim iść-mruknęłam, ukradkiem spoglądając na Filipa, który był najwyraźniej rozbawiony tą sytuacją.-Nie śmiej się, bo to wcale nie jest śmieszne.-Spiorunowałam go wzrokiem.
-Spokojnie.-Zaśmiał się Brad.
Odwrócił się na siedzeniu w moją stronę i oparł łokcie na oparciu fotela.
-Przecież możesz iść ze mną, w końcu chodziłem do tej szkoły i widziałem co roku jak trzecioklasiści tańczą to coś. Więc nieco pamiętam, Najwyżej pokażesz mi jeszcze w domu szczegóły.-Puścił mi oczko.
Westchnęłam głęboko.
-Dzięki Brad. Ratujesz mi skórę.
-Moment-wtrącił się Harry.
Spojrzeliśmy wszyscy na niego z wyczekiwanie.
-Sorry Harry, ale się spóźniłeś-powiedział Brad.-Ona idzie ze mną.
-Nie o to chodzi.-Pokręcił głową.-Ale zawsze może zmienić zdanie.-Uśmiechnął się zadziornie.-Ale do rzeczy. Przecież my jesteśmy z tego samego rocznika.-Wskazał palcem najpierw na mnie, a następnie na siebie.-Więc dlaczego ja kończę pierwszy rok liceum, a ty dopiero trzecią klasę.-Zmarszczył brwi.-Czegoś tam.-Machnął ręką.
-Nie pomyślałeś o tym, że w Polsce może być inny program nauczania?-spytał się go James.
-Ominęłam jeden rok-odpowiedziałam.
-A dlaczego?-dopytywał nadal chłopak.
-A czy to twój interes?-Uniosłam brwi, krzyżując ręce na piersi.-Nie interesuj się tak. Może kiedyś ci powiem.-Wzruszyłam.
-Nie interesuj się tak-mamrotał pod nosem.-Może kiedyś ci powiem.-Odwrócił się w stronę przedniej szyby.
-Wszystko słyszałam Harry.
Ten nic nie odpowiedział, tylko prychnął pod nosem.
Pokręciłam głową i wróciła do pozycji sprzed rozpoczęcia rozmowy.
*
Dzisiejszy poranek nie należy do najcieplejszych. Na dworze jest gęsta mgła i co chwilę pada deszcz.
Poprawiłam włosy upinając grzywkę w górę i ponownie przeczesałam szczotką. Następnie przejechałam dłońmi po białej aksamitnej bluzce z rękawkiem 3/4, która była wciągnięta w czarną skórzaną spódnicę.
Dziś zakończenie roku szkolnego. Nareszcie.
Podeszłam do biurka i wzięłam z niego złoty naszyjnik, ponownie podchodząc do lustra i zakładając go na szyję. Spojrzałam na swoje odbicie i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Chwyciłam z łóżka czarną torebkę i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi.
-Filip gotowy?!-krzyknęłam wchodząc do salonu.
-Już prawie-odpowiedział, wychodząc ze swojego pokoju i próbując zawiązać krawat.
Podszedł do mnie i stanął, czekając aż ja to zrobię. Westchnęłam i zawiązałam mu go, następnie układając na koszuli i zapinając marynarkę.
-No to możemy iść?-spytałam, podchodząc do drzwi i kładąc dłoń na klamce.
-A zjadłaś śniadanie?
-Zjem jak wrócę. W tym momencie nic nie przejdzie mi przez gardło.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Niech ci będzie. Tylko nie zemdlej mi tam na holu z głodu.-Pogroził palcem.-Bo będzie trzeba zbierać całą szkołę aby wynieść cię na świeże powietrze.
-Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.-Przechyliłam głowę na bok.-Idziemy?
-Moment. Tylko napiszę reszcie karteczkę, że wrócimy około dwunastej-powiedział i zniknął w kuchni.
Wrócił po jakiś pięciu minutach.
-No ile można pisać jedno zdanie?-spytałam, otwierając drzwi i wychodząc na zewnątrz.
-Nie gadaj tyle.-Machnął ręką i ruszył w stronę garażu gdzie stało auto. Z
Chłopak otworzył samochód i usiadł na miejscu kierowcy. Ja zajęłam miejsce obok i rzuciłam torebkę na tylne siedzenie.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Na szkolnym parkingu stało pełno rowerów i gdzieniegdzie stały samochody. Chwyciłam swoją torebkę i wysiadłam żegnając się z bratem, zamykając za sobą drzwi. Filip po chwili odjechał z parkingu w stronę swojej szkoły, a ja mojej. Przeszłam przez parking i zaczęłam przepychać się przez tłum nastolatków. Szukałam wzrokiem moich przyjaciółek. Po kilku minutach w nareszcie dostrzegłam Cleo po drugiej stronie holu. Dziewczyna machała do mnie, a po chwili stała już naprzeciwko.
-Hej Bella.-Uśmiechnęła się szeroko.
-Cześć.
Zaczęłyśmy iść w stronę wejścia na halę, gdzie miała odbyć się uroczystość.
-Co będziesz robić dziś po zakończeniu?-spytała brunetka, przeczesując ręką proste włosy.
-Chyba nic.-Wzruszyłam ramionami.-A co?-Odwróciłam głowę w jej stronę.
-Wiesz o tym, że jutro jest bal-zaczęła.
Stanęłyśmy przy białych drzwiach ze szklaną szybą i weszłyśmy na halę. Panował tu jeszcze większy gwar niż na korytarzu. Niektórzy z nauczycieli razem z grupką uczniów zajmowali się końcowymi poprawkami. A wychowawcy próbowali zapanować nad swoimi klasami.
-Wiem.-Pokiwałam głową.
-Z kim idziesz?
Usiadłyśmy na jednych z wolnych miejsc.
-Z Bradem-odpowiedziałam.-A ty idziesz z kimś?-Uniosłam brwi w górę.
-Z tym Bradem co chodziłaś kiedyś do klasy?-dopytała.
-Ta. No a ty z kimś idziesz?
Usta dziewczyny rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
-Aaa idę. Bartek mnie zaprosił.-Zrobiła rozmarzoną minę.
-Uuu. Nieźle.
Bartek to ciemnooki brunet. Jest bardzo przystojny, ale nieśmiały. Z tego co wiem to podoba mu się Cleo, natomiast ona kocha się w nim od trzech lat. Czyli dokładniej. Od kiedy przyszedł do naszej szkoły.
-A nauczyłaś się już poloneza?
-No prawie. Jeszcze trochę mi się mylą kroki, ale Bartek mówi, że jest dobrze.
Zaśmiałam się pod nosem.
-Hej dziewczyny.-Usłyszałyśmy głos Alex.
Odwróciłam się na krześle w stronę dziewczyny. Stała razem z Kamilą i Gabą. Koleżankami ze swojej klasy.
-O cześć-powiedziała Cleo, a ja machnęłam ręką.
Cleo i Alex niezbyt się lubią, ale obie są jednymi z moich ulubionych przyjaciółek. Zazwyczaj razem spędzamy czas, ale dziewczyny prawie nigdy nie spotykają się ze sobą same.
Obie chodzą do tej samej klasy IIb gimnazjum. Są ode mnie o dwa lata młodsze, ale świetnie się dogadujemy.
-Bella masz czas po szkole?-spytała blondynka, siadając na miejscu obok mnie.
Pokręciłam głową.
-Niestety, ale Cleo coś ode mnie chce.-Objęłam Cleo ramieniem.
-OK. To napisz mi później SMS-a jak skończycie.
-Spoko.-Uśmiechnęłam się do niej.
-Idziemy Olka, bo akademia się zaczyna-popędziła ją Kamila.
Dziewczyna podniosła się i ruszyła do swojej klasy.
Alex to nie jest jej prawdziwe imię. Daliśmy jej taką ksywkę, kiedy byłyśmy małe. Tylko my we dwie tak na nią mówimy. Na prawdę nazywa się Aleksandra Kajdan. Tak samo jest z Cleo. Jak miała około dziewięciu lat cały czas oglądała H2O, a jedna z głównych bohaterek ma tak na imię. Każdy zaczął ją tak nazywać i zostało tak do dziś. I tak nasza mała Magdalenka Wilk stała się Cleo.
-Dobra, Bella ja też lecę.-Wstała i ruszyła w stronę swojej klasy.-Do zobaczenia później.-Pomachała mi.
Po chwili po hali rozniósł się głos dyrektorki proszącej o ciszę. Wszyscy pozajmowali swoje miejsca. Ja również podeszłam do swojej klasy i przywitałam się ze znajomymi. Usiadłam obok Magdy i Natalii i słuchałam co mówi kobieta.
Czas strasznie mi się dłużył. Nauczyciele rozdawali nagrody i gratulowali poszczególnym uczniom. W końcu dyrektorka oznajmiła, że razem z wychowawcami mamy udać się do swoich klas po świadectwa. Na sali ponownie zapanował gwar i wszyscy uczniowie naraz próbowali wyjść na zewnątrz.
*
Jak się podobało to proszę zostawcie po sobie komentarz :)
Wujek odpalił auto i wjechaliśmy na jezdnię. Wszyscy przez całą drogę siedzieliśmy z ciszy. Ciocia spoglądała w szybę ze łzami w oczach. Wujek skupiał się na drodze przed nim. Brad, który siedział obok mnie oglądał swoje paznokcie. Filip również siedzi cicho ze wzrokiem witam w swoje dłonie. Natomiast Harry i James robią coś na swoich telefonach. Pierwszy chyba próbuje wybrać jakąś piosenkę, bo ma słuchawki w uszach i co chwilę przelatuje palcem po ekranie. Natomiast James rytmicznie wyszukuje treści wiadomości, ze spokojem na twarzy, która w pewnym momencie zmieniła swój wyraz na poddenerwowany. Niezauważalne przechyliłam się do przodu, zaglądając Jamesowi przez ramię.
"Na pewno coś kombinuje"
Przeczytał kolejną wiadomość, a jego twarz wykrzywiła się w jeszcze większym grymasie.
Powróciłam na swoje miejsce.
-Coś się stało, James?-spytałam, spoglądając na chłopaka z uniesionymi brwiami.
Pozostali spojrzeli na mnie, a następnie na blondyna, który tylko pokręcił przecząco głową.
-Nie-odpowiedział i schował telefon no kieszeni, a następnie odwrócił wzrok w stroną okna, nie odzywając się do mnie więcej.
Reszta również powróciła do swoich jakże ciekawych zajęć. Tylko Brad nadal patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-O co chodziło?-spytał cicho, nachylając się w moją stronę tak, żeby nikt nas nie usłyszał.
-O nic-odpowiedziałam wymijająco.
Nie zamierzam wtrącać się w sprawy chłopaka, skoro on tego nie chce.
Bradley najwidoczniej niezadowolony z mojej odpowiedzi, wrócił do swojej poprzedniej pozycji, sprawdzając godzinę na telefonie.
Ciotka i wujek dziś około dziewiętnastej mają samolot do Wielkiej Brytanii, a chłopcy zostają z nami tu w Polsce z czego bardzo się cieszę. W końcu będę mogła odbudować moje kontakty z Bradem. Jak byliśmy młodsi często spędzaliśmy razem czas. Szczerze mówiąc nie było takiego dnia żebyśmy się nie widzieli. Nasi rodzice często żartowali, że w przyszłości się ożenimy, a my wtedy robiliśmy takie miny jakbyśmy się tym brzydzili. Później, jak byłam w domu dziecka, nasz kontakt się urwał. I to było głównie z mojej winy, ponieważ strasznie zamknęłam się po śmierci rodziców. Dopiero pół roku przed wyjazdem Brada ponownie zaczęliśmy spędzać ze sobą czas, a nasze więzi zacieśniły się jeszcze bardziej niż jak byliśmy dziećmi. Niestety chłopak musiał wyjechać. Wujek Darek dostał w Londynie nową, lepszą pracę, więc oni zamieszkali niedaleko miasta.
Samochód zatrzymał się na podjeździe domu. Powoli zaczęliśmy wychodzić z auta. Na zewnątrz nadal padał deszcz, więc szybko przebiegliśmy pod drzwi domu, wchodząc do środka. Zdjęłam kurtkę i buty, a następnie weszłam do salonu, spoglądając na wiszący na ścianie zegar. Dochodziła prawie piętnasta, więc do wylotu jest jeszcze około dziewiętnastej, więc małżeństwo poszło już pakować swoje rzeczy.
Przeczesałam mokre włosy ręką i skierowałam się do mojego pokoju. Przekroczyłam próg i zamknęłam za sobą drewniane drzwi. Z szafki chwyciłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać poplątane włosy. Kiedy skończyłam odłożyłam przedmiot na swoje miejsce i podeszłam do okna, aby zasłonić roletę. W tym momencie głośny grzmot rozniósł się po okolicy. Lekko drgnęłam i po chwili zasłoniłam okno. W pokoju panował półmrok. Podeszłam do włącznika i zapaliłam światło. Ponownie rozległ się głośny huk i w pokoju zgasło światło.
-Super-mruknęłam pod nosem.
Wyszłam z pokoju, kierując się do kuchni, w której były świece. W salonie można było usłyszeć chaotyczne głosy reszty.
-Bella gdzie są świece?-spytał Filip, podchodząc do mnie.
-Zaraz przyniosę.
Weszłam do kuchni z telefonem w ręku, którym oświetlałam sobie drogę. Otworzyłam jedną z szuflad i wyciągnęłam z niej cztery świece i paczkę zapałek. Następnie wróciłam do salonu. Cioci wręczyła jedna świeczkę, chłopakom dwie i jedna wzięłam ze sobą do pokoju. Postawiłam ja na biurku obok rysunku nad którym właśnie pracowałam. Przedstawia on anioła o czarnych skrzydłach, blond, kręconych włosach i dużym, sarkastycznym uśmiechem na ustach. Owa postać nie miała jeszcze oczu.
Przez chwilę przyglądałam się rysunkowi, próbując dopasować do niego jakiekolwiek oczy. Ale nic z tego nie wyszło. Moją uwagę przykuł pewien element, który na pewno nie został namalowany przeze mnie. Otóż był to motyl. Identyczny jak ten na moim tatuażu. Pochyliłam się lekko nad kartka i przejrzałam się mu uważniej. Następnie podniosłam lekko bluzkę chcąc zobaczyć mój tatuaż. Oba motyle były identyczne. Ale coś mi tu nie pasowało. Tatuaż, który był na mojej kości biodrowej teraz znajdował się jakiś centymetr nad nią i wydawał się większy.
Zaśmiałam się sama ze swojej głupoty i uderzyłam otwartą dłonią w czoło, opuszczając bluzkę. Przecież to niemożliwe aby tatuaż mógł się przemieszczać. Musze być już naprawdę zmęczona.
Ziewnęłam i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Dochodzi szesnastu. Jeszcze tylko trzy godzinki, niecałe i będę mogła się położyć.
*
-Do zobaczenia wkrótce-powiedziała ciocia mocno przytulając mnie do swojej piersi.
-Tak, do zobaczenia.-Przymknęłam oczy i odwzajemniłam uścisk szatynki.-Tylko następnym razem przywieźcie ze sobą Natalie.-Zaśmiałam się i odsunęłam od kobiety.
Po holu rozniósł się głos oznajmiający, że samolot do Londynu odlatuje za piętnaście minut. Przed chwilą przyjechaliśmy na lotnisko i właśnie w tym momencie żegnamy się z małżeństwem.
Brad podszedł do swojej matki i mocno ją uściskał, natomiast ja przytuliłam się do Darka. Reszta pożegnała się zwykłym uściskiem dłoni.
Para chwyciła swoje bagaże i powoli zaczęła kierować się w stronę odprawy. Machaliśmy im, patrzą jak znikają za białymi drzwiami.
-To jak, wracamy?-Filip położył dłoń na moim ramieniu.
Odwróciłam się w jego stronę i posłałam ciepły uśmiech, kiwając lekko głową.
Przez drogę powrotną siedziałam na tylnym siedzeniu. Opierając łokieć o drzwi i trzymając na dłoni głowę. Wpatrywałam się w widoki za oknem. Miejsce obok mnie zajmowała moja torba. Harry i James siedzieli na siedzeniach przede mną i żywo rozmawiali i czymś z prowadzącym samochód Filipem i Bradem siedzącym obok niego.
-W tą sobotę, tak Bella?-Filip zadał pytani, patrząc na mnie w lusterku.
-Co w tą sobotę-dopytałam podnosząc głowę i spoglądając na resztę chłopaków, którzy byli odwróceni w moją stronę.
Filip pokręcił głową.
-No w piątek macie zakończenie roku szkolnego, a w sobotę jest bal dla trzecioklasistów-wyjaśnił śmiejąc się pod nosem.
-No tak i co w związku z tym?-spytałam kładąc rękę, na której przed chwilą podtrzymywałam głowę na kolana.
-Z kim idziesz?
Rozszerzyłam lekko oczy. Nie mam z kim iść na ten bal! Zupełnie o tym zapomniałam. A nie pójść oczywiście nie mogę. Przez prawie cały miesiąc przed wyjazdem do Londynu ćwiczyliśmy tego głupiego poloneza, którego zatańczymy na rozpoczęcie imprezy. I do tego każdy z nas miał znaleźć sobie odpowiednią do tego zadania osobę. Czyli taką, która umie go tańczyć. I co ja teraz zrobię?
Uderzyłam się kilka razy otwartą dłonią w czoło.
-Nie mam z kim iść-mruknęłam, ukradkiem spoglądając na Filipa, który był najwyraźniej rozbawiony tą sytuacją.-Nie śmiej się, bo to wcale nie jest śmieszne.-Spiorunowałam go wzrokiem.
-Spokojnie.-Zaśmiał się Brad.
Odwrócił się na siedzeniu w moją stronę i oparł łokcie na oparciu fotela.
-Przecież możesz iść ze mną, w końcu chodziłem do tej szkoły i widziałem co roku jak trzecioklasiści tańczą to coś. Więc nieco pamiętam, Najwyżej pokażesz mi jeszcze w domu szczegóły.-Puścił mi oczko.
Westchnęłam głęboko.
-Dzięki Brad. Ratujesz mi skórę.
-Moment-wtrącił się Harry.
Spojrzeliśmy wszyscy na niego z wyczekiwanie.
-Sorry Harry, ale się spóźniłeś-powiedział Brad.-Ona idzie ze mną.
-Nie o to chodzi.-Pokręcił głową.-Ale zawsze może zmienić zdanie.-Uśmiechnął się zadziornie.-Ale do rzeczy. Przecież my jesteśmy z tego samego rocznika.-Wskazał palcem najpierw na mnie, a następnie na siebie.-Więc dlaczego ja kończę pierwszy rok liceum, a ty dopiero trzecią klasę.-Zmarszczył brwi.-Czegoś tam.-Machnął ręką.
-Nie pomyślałeś o tym, że w Polsce może być inny program nauczania?-spytał się go James.
-Ominęłam jeden rok-odpowiedziałam.
-A dlaczego?-dopytywał nadal chłopak.
-A czy to twój interes?-Uniosłam brwi, krzyżując ręce na piersi.-Nie interesuj się tak. Może kiedyś ci powiem.-Wzruszyłam.
-Nie interesuj się tak-mamrotał pod nosem.-Może kiedyś ci powiem.-Odwrócił się w stronę przedniej szyby.
-Wszystko słyszałam Harry.
Ten nic nie odpowiedział, tylko prychnął pod nosem.
Pokręciłam głową i wróciła do pozycji sprzed rozpoczęcia rozmowy.
*
Dzisiejszy poranek nie należy do najcieplejszych. Na dworze jest gęsta mgła i co chwilę pada deszcz.
Poprawiłam włosy upinając grzywkę w górę i ponownie przeczesałam szczotką. Następnie przejechałam dłońmi po białej aksamitnej bluzce z rękawkiem 3/4, która była wciągnięta w czarną skórzaną spódnicę.
Dziś zakończenie roku szkolnego. Nareszcie.
Podeszłam do biurka i wzięłam z niego złoty naszyjnik, ponownie podchodząc do lustra i zakładając go na szyję. Spojrzałam na swoje odbicie i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Chwyciłam z łóżka czarną torebkę i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi.
-Filip gotowy?!-krzyknęłam wchodząc do salonu.
-Już prawie-odpowiedział, wychodząc ze swojego pokoju i próbując zawiązać krawat.
Podszedł do mnie i stanął, czekając aż ja to zrobię. Westchnęłam i zawiązałam mu go, następnie układając na koszuli i zapinając marynarkę.
-No to możemy iść?-spytałam, podchodząc do drzwi i kładąc dłoń na klamce.
-A zjadłaś śniadanie?
-Zjem jak wrócę. W tym momencie nic nie przejdzie mi przez gardło.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Niech ci będzie. Tylko nie zemdlej mi tam na holu z głodu.-Pogroził palcem.-Bo będzie trzeba zbierać całą szkołę aby wynieść cię na świeże powietrze.
-Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.-Przechyliłam głowę na bok.-Idziemy?
-Moment. Tylko napiszę reszcie karteczkę, że wrócimy około dwunastej-powiedział i zniknął w kuchni.
Wrócił po jakiś pięciu minutach.
-No ile można pisać jedno zdanie?-spytałam, otwierając drzwi i wychodząc na zewnątrz.
-Nie gadaj tyle.-Machnął ręką i ruszył w stronę garażu gdzie stało auto. Z
Chłopak otworzył samochód i usiadł na miejscu kierowcy. Ja zajęłam miejsce obok i rzuciłam torebkę na tylne siedzenie.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Na szkolnym parkingu stało pełno rowerów i gdzieniegdzie stały samochody. Chwyciłam swoją torebkę i wysiadłam żegnając się z bratem, zamykając za sobą drzwi. Filip po chwili odjechał z parkingu w stronę swojej szkoły, a ja mojej. Przeszłam przez parking i zaczęłam przepychać się przez tłum nastolatków. Szukałam wzrokiem moich przyjaciółek. Po kilku minutach w nareszcie dostrzegłam Cleo po drugiej stronie holu. Dziewczyna machała do mnie, a po chwili stała już naprzeciwko.
-Hej Bella.-Uśmiechnęła się szeroko.
-Cześć.
Zaczęłyśmy iść w stronę wejścia na halę, gdzie miała odbyć się uroczystość.
-Co będziesz robić dziś po zakończeniu?-spytała brunetka, przeczesując ręką proste włosy.
-Chyba nic.-Wzruszyłam ramionami.-A co?-Odwróciłam głowę w jej stronę.
-Wiesz o tym, że jutro jest bal-zaczęła.
Stanęłyśmy przy białych drzwiach ze szklaną szybą i weszłyśmy na halę. Panował tu jeszcze większy gwar niż na korytarzu. Niektórzy z nauczycieli razem z grupką uczniów zajmowali się końcowymi poprawkami. A wychowawcy próbowali zapanować nad swoimi klasami.
-Wiem.-Pokiwałam głową.
-Z kim idziesz?
Usiadłyśmy na jednych z wolnych miejsc.
-Z Bradem-odpowiedziałam.-A ty idziesz z kimś?-Uniosłam brwi w górę.
-Z tym Bradem co chodziłaś kiedyś do klasy?-dopytała.
-Ta. No a ty z kimś idziesz?
Usta dziewczyny rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
-Aaa idę. Bartek mnie zaprosił.-Zrobiła rozmarzoną minę.
-Uuu. Nieźle.
Bartek to ciemnooki brunet. Jest bardzo przystojny, ale nieśmiały. Z tego co wiem to podoba mu się Cleo, natomiast ona kocha się w nim od trzech lat. Czyli dokładniej. Od kiedy przyszedł do naszej szkoły.
-A nauczyłaś się już poloneza?
-No prawie. Jeszcze trochę mi się mylą kroki, ale Bartek mówi, że jest dobrze.
Zaśmiałam się pod nosem.
-Hej dziewczyny.-Usłyszałyśmy głos Alex.
Odwróciłam się na krześle w stronę dziewczyny. Stała razem z Kamilą i Gabą. Koleżankami ze swojej klasy.
-O cześć-powiedziała Cleo, a ja machnęłam ręką.
Cleo i Alex niezbyt się lubią, ale obie są jednymi z moich ulubionych przyjaciółek. Zazwyczaj razem spędzamy czas, ale dziewczyny prawie nigdy nie spotykają się ze sobą same.
Obie chodzą do tej samej klasy IIb gimnazjum. Są ode mnie o dwa lata młodsze, ale świetnie się dogadujemy.
-Bella masz czas po szkole?-spytała blondynka, siadając na miejscu obok mnie.
Pokręciłam głową.
-Niestety, ale Cleo coś ode mnie chce.-Objęłam Cleo ramieniem.
-OK. To napisz mi później SMS-a jak skończycie.
-Spoko.-Uśmiechnęłam się do niej.
-Idziemy Olka, bo akademia się zaczyna-popędziła ją Kamila.
Dziewczyna podniosła się i ruszyła do swojej klasy.
Alex to nie jest jej prawdziwe imię. Daliśmy jej taką ksywkę, kiedy byłyśmy małe. Tylko my we dwie tak na nią mówimy. Na prawdę nazywa się Aleksandra Kajdan. Tak samo jest z Cleo. Jak miała około dziewięciu lat cały czas oglądała H2O, a jedna z głównych bohaterek ma tak na imię. Każdy zaczął ją tak nazywać i zostało tak do dziś. I tak nasza mała Magdalenka Wilk stała się Cleo.
-Dobra, Bella ja też lecę.-Wstała i ruszyła w stronę swojej klasy.-Do zobaczenia później.-Pomachała mi.
Po chwili po hali rozniósł się głos dyrektorki proszącej o ciszę. Wszyscy pozajmowali swoje miejsca. Ja również podeszłam do swojej klasy i przywitałam się ze znajomymi. Usiadłam obok Magdy i Natalii i słuchałam co mówi kobieta.
Czas strasznie mi się dłużył. Nauczyciele rozdawali nagrody i gratulowali poszczególnym uczniom. W końcu dyrektorka oznajmiła, że razem z wychowawcami mamy udać się do swoich klas po świadectwa. Na sali ponownie zapanował gwar i wszyscy uczniowie naraz próbowali wyjść na zewnątrz.
*
Jak się podobało to proszę zostawcie po sobie komentarz :)
poniedziałek, 1 września 2014
Rozdział 4
-Bella, Bella. Obudź się.
Poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię. próbując obudzić. Powoli podniosłam powieki i moim oczom ukazał się nie kto inny jak Harry no a którzy by inny budził mnie w takim momencie.
-Co chcesz-spytałam, zmieniając pozycje na ławce spuszczając nogi w dół i robiąc przy tym miejsce dla Harry'ego.
-Gdzie są wszyscy?-Usiadł obok opierając się i odbijając nas nogami od ziemi.-I czemu śpisz na ławce?-zaśmiał się.
-Masz klucze do domu?-Spojrzałam na niego mając nadzieję że odpowie pozytywnie.
-Nie-odpowiedział krótko.
-Dlaczego jęknęłam, opierając się o ławkę i odchylając głowę do tyłu.
-A dlaczego ty nie masz?-spytał, podnosząc brwi do góry.
Pokazałam mu tylko język i wyjęłam telefon z kieszeni. Co już prawie dochodzi dwudziesta! Włączyłam sobie grę i zaczęłam w nią grać. Konter oka zauważyłam, że Harry robisz to samo. Niestety po kilku minutach znudziło mi się i zaczęłam rozmyślać nad moim dzisiejszym snem. O co w nim chodziło i kim był ten chłopak albo ta dziewczynka? Była naprawdę piękna, ale jej oczy wyglądały na takie puste, ale kiedy mówiła żebym uciekała wydawało mi się, że widziałam w nich małe światełka jak kosmos wypełniony małymi skrzący mi się gwiazdkami. Ale pytanie, które drędzy mnie najbardziej to, dlaczego ten chłopak tak się złościł, kiedy wymówiłam imieniem Jamesa? Co on ma z tym wszystkim wspólnego? Ale skoro to nie on to kto to może nim być?
-Juhu, Bella.-Hharry zaczął machać mi ręką przed twarzą.
Odwróciła głowę patrząc na niego pytająco.
-Telefon ci dzwoni-powiedział kiwający głową na mój telefon, który otrzymałam dłoniach.
-Racja.-Zaśmiałam się i przysunęłam go do ucha naciskając zieloną słuchawkę-Słucham.
Hej Bella. Jak tam w domu?-Po drugiej stronie rozbrzmiał głos Louisa, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech.
-Cześć Louis-odpowiedziałam wesoło, cieszę się z tego, że nareszcie mogę pogadać ze swoim chłopakiem.-U mnie jak do tej pory jest super, a u ciebie?
-Jak to u rodziny. Na początku było fajnie, ale teraz nudno mi bez ciebie i chłopaków.Strasznie nudno-zaczął narzekać.-Ale już niedługo się spotkamy-dodał już o wiele weselszym tonem.
Przełożyłam telefon do drugiej ręki, poprawiając swoją pozycję.
-Nareszcie.Trochę mi się za tobą stęskniło.
Po drugiej stronie usłyszała pełny wyrzutów jęk, a po chwili głos Louisa.
-Tylko trochę.-Jego głos był dziwnie zniekształcone.
-Takie duże trochę-powiedziałam przeciągając drugie słowo.
-Od razu lepiej-powiedział już normalnym tonem.
Zaśmiałam się tylko z niego i słuchałam jego opowieści z pobytu w Doncaster. Po półgodzinnej rozmowie weźcie dostrzegła ciotkę i wujka w bramie. Pożegnałam się niechętnie z Louisem i podeszłam do małżeństwa.
-Gdzie byliście?-spytałam chowając telefon do kieszeni.
-Załatwialiśmy sprawy związane z rocznicą śmierci twoich rodziców-powiedziała ciocia smutnym głosem.
-Aha rozumiem.-Uśmiechnęłam się lekko do niej.
Następnie całą czwórką weszliśmy do domu zdjęłam w progu buty. Stawiając je pod ścianą. Nagle usłyszałam głos ciotki.
-Bella poszłabyś do pani Małgorzaty po truskawki do placka?-spytała, wychylając głosowe z salonu do którego przed chwilą weszła.
Westchnęłam głośno i ponownie wzięłam buty w ręce.
-Oczywiście-mruknęła i założyłam je na stopy.
-Truskawki?-spytał Harry, stając obok ciotki.
-Tak do placka-odpowiedziała kobieta, uśmiechając się do niego.
-O ja też chcę-odpowiedział szybko zakładając swoje buty.
-OK ruchy-popędziłam chłopaka, otwierając drzwi wyjściowe.
Chłopak podniósł się do pozycji stojącej, następnie oboje wyszliśmy z mojej posiadłości. Pani Małgorzata prowadzi niedaleko małą farmę. Od lat pozwalała naszej rodzinie korzystać z jej upraw i nigdy nie prosiła o zapłatę. Dlatego często pomagam jej w jej utrzymaniu. Zazwyczaj zajmuję się pracami na polu, ale również czasami chodzę do zwierząt.
Po około pięciu wreszcie dotarliśmy na miejsce. Otworzyłam drewnianą furtkę i weszłam na posesję pani Małgorzaty. Harry szedł zaraz za mną. Chłopak zamknął furtkę i razem podeszliśmy do starych drewnianych drzwi. Podniosłam rękę i zapukałam w nie głośno. Nic nie usłyszeliśmy.Powtórzyłam czynność. Po chwili mogliśmy usłyszeć kroki kobiety i drzwi przed nami otworzyły się. kiedy kobieta o jasny blond włosach mnie zobaczyła od razu znalazła się jej mocnym uścisk.
-Och Bella, jak ja cię dawno nie wiedziała-powiedziała przy moim uchu, następnie uwolniła mnie ze swojego mocnego uścisku.
-Dzień dobry pani. Ja również za panią tęskniłam.-Uśmiechnęłam się do starszej kobiety.
-A kim jest ten młodzieniec?-spytała spoglądając na brunet stojącego obok mnie.
-To jest Harry. Mój kolega z Londynu-odpowiedziałam, kładąc mu dłoń na ramieniu, a następnie powiedziałam do chłopaka po angielsku.
-Harry to jest pani Małgorzata.
Chłopak uśmiechnął się i powiedział dzień dobry.
Pani Małgorzata nie jest dobra z angielskiego ale to na pewno zrozumiała.
-Przyszła zapytać czy moglibyśmy nazrywać trochę truskawek jeśli już są?-spytałam z uśmiechem na ustach.
-Oczywiście możecie iść sobie ich trochę nazbierać. Powinny się już zaczynać, ale nie jestem pewna bo dawno do nich nie zaglądałam-odpowiedziała.
-Dziękujemy.Na pewno coś sobie znajdziemy-powiedziałam i pomachałam kobiecie, która po chwili zamknęła drzwi domu.
Pokazałam Harry'emu kierunek i razem poszliśmy za stary dom i po kilku chwilach przed nami rozciągało się pole z różnego gatunku owocami i warzywami. Szłam pierwsza, a Harry zaraz za mną. Dotarliśmy do miejsca, w którym rosły truskawki i zaczęliśmy przeglądać zielone krzaki. Kobieta miała rację. Nie było jeszcze zbyt dużo czerwonych truskawek. Znaleźliśmy tylko około dwudziestu, ale było by więcej gdyby Harry ich nie podjadał. Chłopak schował resztę do pojemnika. Postanowiliśmy przejrzeć resztę owoców i warzyw. Zerwaliśmy jeszcze trochę agrestu i malin, następnie ruszyliśmy w strone wyjścia. Po kilku minutach byliśmy już w moim domu. Otworzyłam drzwi i zdjęłam buty w progu. Następnie zanosząc owoce do kuchni. Ciocia stała przy bracie i wylewała na paterę ciasto biszkoptowe. Położyliśmy pudełeczka z owocami na stole. Harry zaraz ulotniła się do salonu, a ja przyglądałam się poczynaniom kobiety. Brunetka kazała umyć mi truskawki i meliny, a następnie obrać truskawki z szypułek. Kiedy ciasto się upiekło, ciotka wyjęła je z piekarnika i odstawiła na bok. W czacie kiedy stygło rozrobiłyśmy galaretki truskawkowe, które razem z owocami wylądowały na cieście. Następnie wstawiłyśmy placek do lodówki. Przeszłam do salonu, gdzie na kanapach siedzieli Filip Harry i Darek. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
-A gdzie są Brad z Jamesem?-spytałam, nie widząc w nim chłopaków.
-Poszli do Dawida-odpowiedział wujek, odwracając się w moją stronę.
-Aha
Dawid to stary kumpel Brada przyjaźnili się zanim chłopak wyjechał do Londynu. Dawid kiedyś był nawet całkiem fajny, ale zmienił się zupełnie po wyjeździe bruneta. Zaczął się strasznie do mnie przystawiaćale jakos miesiąc, dwa przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii chłopak z tym skończył. Ostatnie moje wspomnienia związane z nim to ten wpis na facebook'u jak byłam jeszcze w Londynie. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju i weszłam do środka. Położyłam się na łóżku i rozłożyłam ręce i nogi wpatrując się w sufit. Leżałam tak przez kilka minut do półki w końcu mi się to nie znudziło. Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej opierając się z tyłu na dłoniach, następnie zsunęłam nogi na ziemię i wyszłam z pokoju idąc do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i podeszłam do wanny, wkładając korek i odkręcając ciepłą wodę. Postanowiłam wziąść rozluźniającą kąpiel przed jutrzejszym dniem. Ściągnęłam bluzka i sięgnęła do kieszeni spodni aby wyjąć z niej telefon. Kiedy go wyjmowałam na ziemię wyleciała mała karteczka spojrzałam na nią, a następnie kucnełam i złapałam ją w palce lewej dłoni. Rozłożyłam powoli czytając co jest na niej napisane.
"Nie powinnaś zasypiać sama na huśtawce.Jeszcze coś ci się stanie."
Szybko odłożyłam karteczkami na szafkę i zrzuciłam z siebie spodnie. Jeszcze coś mi się stanie. Prychnęłam w myślach. TY już mi się stałeś. Jak on włożył mi tą karteczka do kieszeni spodni. To robi się coraz dziwniejsze. Ten psychopata wszedł na moje podwórko i w dodatku wsadził mi karteczkę do spodni. To naprawdę robi się coraz dziwniejsze. Na początku myślałam że to są jakieś żarty, ale ten chłopak w parku wyglądał dość podejrzanie. Na dodatek jeszcze te karteczki, które znajduje się w różnych miejscach, kwiaty wiśni, przecież pod koniec czerwca nigdzie nie ma kwitnących wiśni. No i ten dziwny sen. Nagle w mojej głowie zaświtała pewna myśl.
-To on-szepnęłam cicho.
Tym chłopakiem, który mi się śnił i mówił że spotkaliście my się w tym tygodniu, był ten chłopak z parku. Ale jak on to zrobił? Przecież to jest niemożliwe aby mógł kontrolować moje sny. Nikt tego nie potrafi. To jest po prostu niemożliwa. Musiałam sobie go wyobrazić. Na pewno. To nie możliwe że on tam wtedy stał. Przecież nikt oprócz mnie go nie widział, a ten sen to też musiała być po prostu zbieg okoliczności. Przecież to tylko sen. Ale te karteczki. One na pewno są prawdziwe. Zakręciłam wodę i powoli weszłam do wanny. Westchnęłam cicho. Czuję jak moje ciało powoli się rozluźnia. Pomyślę o tym kiedy indziej. Jutro jest piąta rocznica śmierci moich rodziców. Nie mogę teraz jeszcze zadręczać się tymi karteczkami. Wrócę do nich później. A jak ten głupi żartowniś nie przestanie tego robić, to będę musiała to wszystko zgłosić na policję i na tym się skończy.
*
To dzisiaj. Dwudziesty trzeci czerwca dwa tysiące czternastego roku. Dokładnie 5 lat temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Teraz jesteśmy w kościele na mszy gdzie ksiądz wspomina ich życie. Po godzinnej modlitwie wychodzimy z kościoła i kierujemy się na cmentarz. Z]Gdzie zapalamy świeczki jak odmawiamy modlitwę. Kiedy ciocia, wujek Brad, Filip, James i Harry wrócili już do samochodu, ja zostałam jeszcze na cmentarzu. Usiadła na ławce nieopodal grobu rodziców i w ciszy patrzyłam się na złote litery. Katherina Green zmarła w wieku trzydziestu ośmiu lat Jeremmy Green zmarł w wieku trzydziestu dziewięciu lat. W tym momencie wszystkie wspomnienia zaczęły napływać z powrotem do moich myśli. Widok ojca w szpitalu podłączonego do setki kabelków. Mama zmarła odrazu po wypadku, tata przeżył ale umarł w szpitalu. Przez pierwsze 3 lata wogóle nie chciałam rozmawiać na temat rodziców. Przerastało mnie to. Do tej pory już tak tego nie odczuwałam. Ale teraz kiedy jestem tutaj sama, a ich nie ma obok mnie czuję ogromną pustkę. Po moich policzkach zaczęły lecieć słone łzy, których już tyle przelałam w tym miejscu. Przez pierwsze pół rok nie odwiedziłam grobu rodziców ani razu. Nie umiałam. Ale pewnego razu przyszliśmy tu razem z moim bratem. Od tamtej pory prawie przez trzy lata siedziałam tu codziennie. Tylko w zimę jak mieszkałam jeszcze w domu dziecka nie mogłam opuszczać budynku, ale jak Filip został pełnoletni i przejął nade mną opiekę to przychodziłam tu naprawdę często. Od jakiegoś roku, może więcej nie odwiedzam już tak często grobu rodziców. Raz w tygodniu, czasami dwa. Nie byłam już tutaj od ponad miesiąca. Podniosłam się w wyjęłam z wazonu stare uschnięte kwiaty, a następnie położyłam je obok na ławce. Muszę kupić nowe. Pociągnęłam nosem i przetarłam oczy rękawem brązowej kurtki.
-Hej.
Usłyszałam usłyszałam chłopięcy głos obok siebie. Podniosłam głowę do góry i ujrzałam zielone oczy chłopaka. Był on ciepło ubrany, ponieważ pogoda dzisiejszego dnia była pisana mojemu nastrojowi. Niebo jest całe szare i co chwilę poda deszcze. Chłopak miał na sobie czarne rurki i płaszcz, który zakrywał mu dolną część twarzy i czapkę chowającą jego włosy.
-Cześć-mruknęłam, spuszczając ponownie głowę.
Usłyszałam jak chłopak podchodzi bliżej, więc lekko uniosłam wzrok. Podszedł do grobu i włożył bukiet białych chryzantem do wazonu, z którego przed chwilą wyjęłam suche kwiaty. Następnie usiadł obok mnie na ławce.
-Przykro mi-szepnął, kładąc mi rękę na ramieniu.
Pod jego dotykiem poczułam dziwny dreszcz. W pierwszej chwili chciałam odsunąć się od niego. Ale nie wypadało, w końcu położył kwiaty na grobie. Kiwnęłam tylko niezauważalnie głową.
Zielonooki zdjął rękę z mojego ramienia i schował dłonie w rękawy kurtki. Ponownie pociągnęłam nosem i wytarłam go rękawem. Nieznajomy zaczął się kręcić i po chwili wyciągnął w moją stronę paczkę chusteczek. Wyjęłam powoli jedną i wysmarkałam w nią nos, chowając ją następnie do kieszeni.
-Dziękuję-powiedziałam cicho.
Przez kilka następnych minut siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu chłopak ją przerwał.
-Wiesz co?-powiedział moją stronę, a ja spojrzałam na jego twarz.- Nie powinna siedzieć tutaj na cmentarzu i myśleć o tym co było. Najwyższy czas abyś poszła dalej przed siebie. Siedzenie nie wróci życia twoim rodzicom. To nie ma sensu.
Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Patrzyłam mu w oczy, nie rozumiejąc o co mu chodzi. Niepewnie wyciągnęłam rękę w jego stronę i włożyłam ją w jego dłoń. Ponownie po moim ciele przeszły ciarki. Nieznajomy pociągnął mnie do góry, tak że musiałam wstać z ławki. Następnie zaczął ciągnąć mnie w stronę wyjścia z cmentarza.
-Co ty robisz?-spytałam próbując go zatrzymać, ale był za silny.
On nic nie odpowiedział. Po chwili stanęliśmy przed bramą. Popchnął mnie lekko, tak że znalazłam się na zewnątrz.
-Żegnaj powiedział zamykając za sobą wielkie metalowe wrota. Patrzyłam się jak chłopak odchodzi, kiedy zniknął mi z oczu podeszłam do bramy i próbowałam ją otworzyć, ale niestety nie udało mi się. Dlaczego on to zrobił? Przecież nic takiego nie zrobiłam, żeby mnie z tond wyrzucał. Tylko odwiedzałam rodziców. Musisz zacząć żyć, a nie przesiadywać na tym cmentarzu. Usłyszałam jego słowa w głowie. Uśmiechnęłam się lekko. Chłopak ma rację . Nie mogę cały czas żyć przeszłością. Trzeba ruszyć na przód. Otarłam oczy z łez i ruszyła w stronę samochodu, w którym siedziała reszta.
*
Dziękuję za nominację:
http://ostatniemarzenie.blogspot.com/
1.Jak lubisz spędzać czas?
1.Rysuję.
2.Co robisz gdy jesteś smutna?
2.Słucham muzyki.
3.Plany na przyszłość?
3.Wyjazd do Londynu.
4.Masz jakieś wspomnienie o, którym najchętniej byś zapomniała?
4.Tak.
5.Lubisz gotować?
5.Nie umiem i nie lubię.
6.Ulubiona zabawka z dzieciństwa?
6.Mój misio, który teraz liczy sobie czternaście lat i nie ma jednej ręki. ;P
7.Ile masz lat?
7.15 i pół.
8.Masz rodzeństwo?
8.Tak, młodszego brata.
9.Masz zwierzątko?
9.Tak, pas Tinę.
10.Jakimi dwoma słowami opisałabyś swój charakter?
10.Zabawna, uparta.
11.Jak nazwiesz swoje dzieci?
11.Jeśli będzie to chłopczyk to Filip albo Łukasz, a jeśli dziewczynka to Lena.
Nominuję:
http://right-now-one-direction.blogspot.com/
http://you-and-i-and-onedirection.blogspot.com/
http://booked-heart.blogspot.com/
http://hot-water-5sos.blogspot.com/
http://boyincurls.blogspot.com/
http://life-with-1d.blogspot.com/
http://gwiazda-z-nieba.blogspot.com/
http://she-lies-awake-5sos-ff.blogspot.com/
http://www.our-destiny-the-vamps.blogspot.com/
http://through-the-dark-or-light.blogspot.com/
http://i-believe-ican-fly.blogspot.com/
1.Jaki film, który ostatnio oglądałaś zrobił na Tobie wrażenie?
2.Ulubiony kolor oczu u chłopaka?
3.Co Ci się ostatnio śniło?
4.Rzecz bez której nie mogłabyś normalnie funkcjonować?
5.Jaka była najdziwniejsza rzecz, jaką zobaczyłaś kiedykolwiek na oczy?
6.Jaki jest Twój ulubiony zapach oprócz zapachu perfum?
7.Ulubiony smak lodów?
8.Jaki jest Twój znak zodiaku?
9.Kto jest Twoim autorytetem?
10.Gdybyś mógł na jeden dzień stać się kimś innym, to kto by to był? (Uzasadnij.)
11.Ulubiona piosenka?
Poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię. próbując obudzić. Powoli podniosłam powieki i moim oczom ukazał się nie kto inny jak Harry no a którzy by inny budził mnie w takim momencie.
-Co chcesz-spytałam, zmieniając pozycje na ławce spuszczając nogi w dół i robiąc przy tym miejsce dla Harry'ego.
-Gdzie są wszyscy?-Usiadł obok opierając się i odbijając nas nogami od ziemi.-I czemu śpisz na ławce?-zaśmiał się.
-Masz klucze do domu?-Spojrzałam na niego mając nadzieję że odpowie pozytywnie.
-Nie-odpowiedział krótko.
-Dlaczego jęknęłam, opierając się o ławkę i odchylając głowę do tyłu.
-A dlaczego ty nie masz?-spytał, podnosząc brwi do góry.
Pokazałam mu tylko język i wyjęłam telefon z kieszeni. Co już prawie dochodzi dwudziesta! Włączyłam sobie grę i zaczęłam w nią grać. Konter oka zauważyłam, że Harry robisz to samo. Niestety po kilku minutach znudziło mi się i zaczęłam rozmyślać nad moim dzisiejszym snem. O co w nim chodziło i kim był ten chłopak albo ta dziewczynka? Była naprawdę piękna, ale jej oczy wyglądały na takie puste, ale kiedy mówiła żebym uciekała wydawało mi się, że widziałam w nich małe światełka jak kosmos wypełniony małymi skrzący mi się gwiazdkami. Ale pytanie, które drędzy mnie najbardziej to, dlaczego ten chłopak tak się złościł, kiedy wymówiłam imieniem Jamesa? Co on ma z tym wszystkim wspólnego? Ale skoro to nie on to kto to może nim być?
-Juhu, Bella.-Hharry zaczął machać mi ręką przed twarzą.
Odwróciła głowę patrząc na niego pytająco.
-Telefon ci dzwoni-powiedział kiwający głową na mój telefon, który otrzymałam dłoniach.
-Racja.-Zaśmiałam się i przysunęłam go do ucha naciskając zieloną słuchawkę-Słucham.
Hej Bella. Jak tam w domu?-Po drugiej stronie rozbrzmiał głos Louisa, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech.
-Cześć Louis-odpowiedziałam wesoło, cieszę się z tego, że nareszcie mogę pogadać ze swoim chłopakiem.-U mnie jak do tej pory jest super, a u ciebie?
-Jak to u rodziny. Na początku było fajnie, ale teraz nudno mi bez ciebie i chłopaków.Strasznie nudno-zaczął narzekać.-Ale już niedługo się spotkamy-dodał już o wiele weselszym tonem.
Przełożyłam telefon do drugiej ręki, poprawiając swoją pozycję.
-Nareszcie.Trochę mi się za tobą stęskniło.
Po drugiej stronie usłyszała pełny wyrzutów jęk, a po chwili głos Louisa.
-Tylko trochę.-Jego głos był dziwnie zniekształcone.
-Takie duże trochę-powiedziałam przeciągając drugie słowo.
-Od razu lepiej-powiedział już normalnym tonem.
Zaśmiałam się tylko z niego i słuchałam jego opowieści z pobytu w Doncaster. Po półgodzinnej rozmowie weźcie dostrzegła ciotkę i wujka w bramie. Pożegnałam się niechętnie z Louisem i podeszłam do małżeństwa.
-Gdzie byliście?-spytałam chowając telefon do kieszeni.
-Załatwialiśmy sprawy związane z rocznicą śmierci twoich rodziców-powiedziała ciocia smutnym głosem.
-Aha rozumiem.-Uśmiechnęłam się lekko do niej.
Następnie całą czwórką weszliśmy do domu zdjęłam w progu buty. Stawiając je pod ścianą. Nagle usłyszałam głos ciotki.
-Bella poszłabyś do pani Małgorzaty po truskawki do placka?-spytała, wychylając głosowe z salonu do którego przed chwilą weszła.
Westchnęłam głośno i ponownie wzięłam buty w ręce.
-Oczywiście-mruknęła i założyłam je na stopy.
-Truskawki?-spytał Harry, stając obok ciotki.
-Tak do placka-odpowiedziała kobieta, uśmiechając się do niego.
-O ja też chcę-odpowiedział szybko zakładając swoje buty.
-OK ruchy-popędziłam chłopaka, otwierając drzwi wyjściowe.
Chłopak podniósł się do pozycji stojącej, następnie oboje wyszliśmy z mojej posiadłości. Pani Małgorzata prowadzi niedaleko małą farmę. Od lat pozwalała naszej rodzinie korzystać z jej upraw i nigdy nie prosiła o zapłatę. Dlatego często pomagam jej w jej utrzymaniu. Zazwyczaj zajmuję się pracami na polu, ale również czasami chodzę do zwierząt.
Po około pięciu wreszcie dotarliśmy na miejsce. Otworzyłam drewnianą furtkę i weszłam na posesję pani Małgorzaty. Harry szedł zaraz za mną. Chłopak zamknął furtkę i razem podeszliśmy do starych drewnianych drzwi. Podniosłam rękę i zapukałam w nie głośno. Nic nie usłyszeliśmy.Powtórzyłam czynność. Po chwili mogliśmy usłyszeć kroki kobiety i drzwi przed nami otworzyły się. kiedy kobieta o jasny blond włosach mnie zobaczyła od razu znalazła się jej mocnym uścisk.
-Och Bella, jak ja cię dawno nie wiedziała-powiedziała przy moim uchu, następnie uwolniła mnie ze swojego mocnego uścisku.
-Dzień dobry pani. Ja również za panią tęskniłam.-Uśmiechnęłam się do starszej kobiety.
-A kim jest ten młodzieniec?-spytała spoglądając na brunet stojącego obok mnie.
-To jest Harry. Mój kolega z Londynu-odpowiedziałam, kładąc mu dłoń na ramieniu, a następnie powiedziałam do chłopaka po angielsku.
-Harry to jest pani Małgorzata.
Chłopak uśmiechnął się i powiedział dzień dobry.
Pani Małgorzata nie jest dobra z angielskiego ale to na pewno zrozumiała.
-Przyszła zapytać czy moglibyśmy nazrywać trochę truskawek jeśli już są?-spytałam z uśmiechem na ustach.
-Oczywiście możecie iść sobie ich trochę nazbierać. Powinny się już zaczynać, ale nie jestem pewna bo dawno do nich nie zaglądałam-odpowiedziała.
-Dziękujemy.Na pewno coś sobie znajdziemy-powiedziałam i pomachałam kobiecie, która po chwili zamknęła drzwi domu.
Pokazałam Harry'emu kierunek i razem poszliśmy za stary dom i po kilku chwilach przed nami rozciągało się pole z różnego gatunku owocami i warzywami. Szłam pierwsza, a Harry zaraz za mną. Dotarliśmy do miejsca, w którym rosły truskawki i zaczęliśmy przeglądać zielone krzaki. Kobieta miała rację. Nie było jeszcze zbyt dużo czerwonych truskawek. Znaleźliśmy tylko około dwudziestu, ale było by więcej gdyby Harry ich nie podjadał. Chłopak schował resztę do pojemnika. Postanowiliśmy przejrzeć resztę owoców i warzyw. Zerwaliśmy jeszcze trochę agrestu i malin, następnie ruszyliśmy w strone wyjścia. Po kilku minutach byliśmy już w moim domu. Otworzyłam drzwi i zdjęłam buty w progu. Następnie zanosząc owoce do kuchni. Ciocia stała przy bracie i wylewała na paterę ciasto biszkoptowe. Położyliśmy pudełeczka z owocami na stole. Harry zaraz ulotniła się do salonu, a ja przyglądałam się poczynaniom kobiety. Brunetka kazała umyć mi truskawki i meliny, a następnie obrać truskawki z szypułek. Kiedy ciasto się upiekło, ciotka wyjęła je z piekarnika i odstawiła na bok. W czacie kiedy stygło rozrobiłyśmy galaretki truskawkowe, które razem z owocami wylądowały na cieście. Następnie wstawiłyśmy placek do lodówki. Przeszłam do salonu, gdzie na kanapach siedzieli Filip Harry i Darek. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
-A gdzie są Brad z Jamesem?-spytałam, nie widząc w nim chłopaków.
-Poszli do Dawida-odpowiedział wujek, odwracając się w moją stronę.
-Aha
Dawid to stary kumpel Brada przyjaźnili się zanim chłopak wyjechał do Londynu. Dawid kiedyś był nawet całkiem fajny, ale zmienił się zupełnie po wyjeździe bruneta. Zaczął się strasznie do mnie przystawiaćale jakos miesiąc, dwa przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii chłopak z tym skończył. Ostatnie moje wspomnienia związane z nim to ten wpis na facebook'u jak byłam jeszcze w Londynie. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju i weszłam do środka. Położyłam się na łóżku i rozłożyłam ręce i nogi wpatrując się w sufit. Leżałam tak przez kilka minut do półki w końcu mi się to nie znudziło. Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej opierając się z tyłu na dłoniach, następnie zsunęłam nogi na ziemię i wyszłam z pokoju idąc do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i podeszłam do wanny, wkładając korek i odkręcając ciepłą wodę. Postanowiłam wziąść rozluźniającą kąpiel przed jutrzejszym dniem. Ściągnęłam bluzka i sięgnęła do kieszeni spodni aby wyjąć z niej telefon. Kiedy go wyjmowałam na ziemię wyleciała mała karteczka spojrzałam na nią, a następnie kucnełam i złapałam ją w palce lewej dłoni. Rozłożyłam powoli czytając co jest na niej napisane.
"Nie powinnaś zasypiać sama na huśtawce.Jeszcze coś ci się stanie."
Szybko odłożyłam karteczkami na szafkę i zrzuciłam z siebie spodnie. Jeszcze coś mi się stanie. Prychnęłam w myślach. TY już mi się stałeś. Jak on włożył mi tą karteczka do kieszeni spodni. To robi się coraz dziwniejsze. Ten psychopata wszedł na moje podwórko i w dodatku wsadził mi karteczkę do spodni. To naprawdę robi się coraz dziwniejsze. Na początku myślałam że to są jakieś żarty, ale ten chłopak w parku wyglądał dość podejrzanie. Na dodatek jeszcze te karteczki, które znajduje się w różnych miejscach, kwiaty wiśni, przecież pod koniec czerwca nigdzie nie ma kwitnących wiśni. No i ten dziwny sen. Nagle w mojej głowie zaświtała pewna myśl.
-To on-szepnęłam cicho.
Tym chłopakiem, który mi się śnił i mówił że spotkaliście my się w tym tygodniu, był ten chłopak z parku. Ale jak on to zrobił? Przecież to jest niemożliwe aby mógł kontrolować moje sny. Nikt tego nie potrafi. To jest po prostu niemożliwa. Musiałam sobie go wyobrazić. Na pewno. To nie możliwe że on tam wtedy stał. Przecież nikt oprócz mnie go nie widział, a ten sen to też musiała być po prostu zbieg okoliczności. Przecież to tylko sen. Ale te karteczki. One na pewno są prawdziwe. Zakręciłam wodę i powoli weszłam do wanny. Westchnęłam cicho. Czuję jak moje ciało powoli się rozluźnia. Pomyślę o tym kiedy indziej. Jutro jest piąta rocznica śmierci moich rodziców. Nie mogę teraz jeszcze zadręczać się tymi karteczkami. Wrócę do nich później. A jak ten głupi żartowniś nie przestanie tego robić, to będę musiała to wszystko zgłosić na policję i na tym się skończy.
*
To dzisiaj. Dwudziesty trzeci czerwca dwa tysiące czternastego roku. Dokładnie 5 lat temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Teraz jesteśmy w kościele na mszy gdzie ksiądz wspomina ich życie. Po godzinnej modlitwie wychodzimy z kościoła i kierujemy się na cmentarz. Z]Gdzie zapalamy świeczki jak odmawiamy modlitwę. Kiedy ciocia, wujek Brad, Filip, James i Harry wrócili już do samochodu, ja zostałam jeszcze na cmentarzu. Usiadła na ławce nieopodal grobu rodziców i w ciszy patrzyłam się na złote litery. Katherina Green zmarła w wieku trzydziestu ośmiu lat Jeremmy Green zmarł w wieku trzydziestu dziewięciu lat. W tym momencie wszystkie wspomnienia zaczęły napływać z powrotem do moich myśli. Widok ojca w szpitalu podłączonego do setki kabelków. Mama zmarła odrazu po wypadku, tata przeżył ale umarł w szpitalu. Przez pierwsze 3 lata wogóle nie chciałam rozmawiać na temat rodziców. Przerastało mnie to. Do tej pory już tak tego nie odczuwałam. Ale teraz kiedy jestem tutaj sama, a ich nie ma obok mnie czuję ogromną pustkę. Po moich policzkach zaczęły lecieć słone łzy, których już tyle przelałam w tym miejscu. Przez pierwsze pół rok nie odwiedziłam grobu rodziców ani razu. Nie umiałam. Ale pewnego razu przyszliśmy tu razem z moim bratem. Od tamtej pory prawie przez trzy lata siedziałam tu codziennie. Tylko w zimę jak mieszkałam jeszcze w domu dziecka nie mogłam opuszczać budynku, ale jak Filip został pełnoletni i przejął nade mną opiekę to przychodziłam tu naprawdę często. Od jakiegoś roku, może więcej nie odwiedzam już tak często grobu rodziców. Raz w tygodniu, czasami dwa. Nie byłam już tutaj od ponad miesiąca. Podniosłam się w wyjęłam z wazonu stare uschnięte kwiaty, a następnie położyłam je obok na ławce. Muszę kupić nowe. Pociągnęłam nosem i przetarłam oczy rękawem brązowej kurtki.
-Hej.
Usłyszałam usłyszałam chłopięcy głos obok siebie. Podniosłam głowę do góry i ujrzałam zielone oczy chłopaka. Był on ciepło ubrany, ponieważ pogoda dzisiejszego dnia była pisana mojemu nastrojowi. Niebo jest całe szare i co chwilę poda deszcze. Chłopak miał na sobie czarne rurki i płaszcz, który zakrywał mu dolną część twarzy i czapkę chowającą jego włosy.
-Cześć-mruknęłam, spuszczając ponownie głowę.
Usłyszałam jak chłopak podchodzi bliżej, więc lekko uniosłam wzrok. Podszedł do grobu i włożył bukiet białych chryzantem do wazonu, z którego przed chwilą wyjęłam suche kwiaty. Następnie usiadł obok mnie na ławce.
-Przykro mi-szepnął, kładąc mi rękę na ramieniu.
Pod jego dotykiem poczułam dziwny dreszcz. W pierwszej chwili chciałam odsunąć się od niego. Ale nie wypadało, w końcu położył kwiaty na grobie. Kiwnęłam tylko niezauważalnie głową.
Zielonooki zdjął rękę z mojego ramienia i schował dłonie w rękawy kurtki. Ponownie pociągnęłam nosem i wytarłam go rękawem. Nieznajomy zaczął się kręcić i po chwili wyciągnął w moją stronę paczkę chusteczek. Wyjęłam powoli jedną i wysmarkałam w nią nos, chowając ją następnie do kieszeni.
-Dziękuję-powiedziałam cicho.
Przez kilka następnych minut siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu chłopak ją przerwał.
-Wiesz co?-powiedział moją stronę, a ja spojrzałam na jego twarz.- Nie powinna siedzieć tutaj na cmentarzu i myśleć o tym co było. Najwyższy czas abyś poszła dalej przed siebie. Siedzenie nie wróci życia twoim rodzicom. To nie ma sensu.
Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Patrzyłam mu w oczy, nie rozumiejąc o co mu chodzi. Niepewnie wyciągnęłam rękę w jego stronę i włożyłam ją w jego dłoń. Ponownie po moim ciele przeszły ciarki. Nieznajomy pociągnął mnie do góry, tak że musiałam wstać z ławki. Następnie zaczął ciągnąć mnie w stronę wyjścia z cmentarza.
-Co ty robisz?-spytałam próbując go zatrzymać, ale był za silny.
On nic nie odpowiedział. Po chwili stanęliśmy przed bramą. Popchnął mnie lekko, tak że znalazłam się na zewnątrz.
-Żegnaj powiedział zamykając za sobą wielkie metalowe wrota. Patrzyłam się jak chłopak odchodzi, kiedy zniknął mi z oczu podeszłam do bramy i próbowałam ją otworzyć, ale niestety nie udało mi się. Dlaczego on to zrobił? Przecież nic takiego nie zrobiłam, żeby mnie z tond wyrzucał. Tylko odwiedzałam rodziców. Musisz zacząć żyć, a nie przesiadywać na tym cmentarzu. Usłyszałam jego słowa w głowie. Uśmiechnęłam się lekko. Chłopak ma rację . Nie mogę cały czas żyć przeszłością. Trzeba ruszyć na przód. Otarłam oczy z łez i ruszyła w stronę samochodu, w którym siedziała reszta.
*
Dziękuję za nominację:
http://ostatniemarzenie.blogspot.com/
1.Jak lubisz spędzać czas?
1.Rysuję.
2.Co robisz gdy jesteś smutna?
2.Słucham muzyki.
3.Plany na przyszłość?
3.Wyjazd do Londynu.
4.Masz jakieś wspomnienie o, którym najchętniej byś zapomniała?
4.Tak.
5.Lubisz gotować?
5.Nie umiem i nie lubię.
6.Ulubiona zabawka z dzieciństwa?
6.Mój misio, który teraz liczy sobie czternaście lat i nie ma jednej ręki. ;P
7.Ile masz lat?
7.15 i pół.
8.Masz rodzeństwo?
8.Tak, młodszego brata.
9.Masz zwierzątko?
9.Tak, pas Tinę.
10.Jakimi dwoma słowami opisałabyś swój charakter?
10.Zabawna, uparta.
11.Jak nazwiesz swoje dzieci?
11.Jeśli będzie to chłopczyk to Filip albo Łukasz, a jeśli dziewczynka to Lena.
Nominuję:
http://right-now-one-direction.blogspot.com/
http://you-and-i-and-onedirection.blogspot.com/
http://booked-heart.blogspot.com/
http://hot-water-5sos.blogspot.com/
http://boyincurls.blogspot.com/
http://life-with-1d.blogspot.com/
http://gwiazda-z-nieba.blogspot.com/
http://she-lies-awake-5sos-ff.blogspot.com/
http://www.our-destiny-the-vamps.blogspot.com/
http://through-the-dark-or-light.blogspot.com/
http://i-believe-ican-fly.blogspot.com/
1.Jaki film, który ostatnio oglądałaś zrobił na Tobie wrażenie?
2.Ulubiony kolor oczu u chłopaka?
3.Co Ci się ostatnio śniło?
4.Rzecz bez której nie mogłabyś normalnie funkcjonować?
5.Jaka była najdziwniejsza rzecz, jaką zobaczyłaś kiedykolwiek na oczy?
6.Jaki jest Twój ulubiony zapach oprócz zapachu perfum?
7.Ulubiony smak lodów?
8.Jaki jest Twój znak zodiaku?
9.Kto jest Twoim autorytetem?
10.Gdybyś mógł na jeden dzień stać się kimś innym, to kto by to był? (Uzasadnij.)
11.Ulubiona piosenka?
Subskrybuj:
Posty (Atom)