True love overcome the worst of evils

True love overcome the worst of evils

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 1

     -Nareszcie-uśmiechnęłam się szeroko.
Przeszliśmy przez chodnik prowadzący do drzwi mojego domu. Był on niewielki, dwupiętrowy o białych ścianach i fioletowych dachówkach.
     -Ładny-skomentował Harry. Rozglądając się dookoła..
     -Dzięki.-Pociągnęłam za klamkę, ale drzwi były zamknięte.
Podniosłam jedną z doniczek. Odstawiając ją ponownie na swoje miejsce. Później następną. Leżał pod nią mały srebrny kluczyk. Podniosłam go i włożyłam do zamka. Przekręciłam otwierając drzwi przed chłopakiem. Harry złapał swoje bagaże w wszedł do środka. Intensywnie rozglądał się dookoła. Następnie weszłam ja wyjmując kluczyk, a następnie chowając go to kieszeni spodenek i zamykając za sobą drzwi.
     -O Mój Boże-jęknęłam widząc bałagan roznoszący się po całym salonie.-Zabiję-wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Jak można zrobić taki bałagan. Wszędzie walały się brudne ubrania i odpadki po niedokończonym jedzeniu. Ledwo co było widać drewnianą podłogę. A białe ściany w niektórych miejscach były pomazane... czymś dziwnym. Nie zamierzam się zagłębiać co to może być. Zapach też nie należał do najprzyjemniejszych.
     -Widziałem gorsze.-Zapewnił mnie chłopak.
Postawił pod ścianą swoje bagaże. Ja zrobiłam to samo.
     -Ja też.-Uśmiechnęłam się do niego.-Na przykład. W twoim pokoju.
Harry skrzywił się.
     -To był cios poniżej pasa-powiedział, krzyżując ręce na klatce piersiowej, z obrażoną miną.
Zaczęłam się z niego śmiać. Na co odwrócił się do mnie tyłem i mruknął coś pod nosem.
     -Chodź.-Przeszłam obok niego. Omijając po drodze śmietnik panujący w pomieszczeniu.-Pokażę ci gdzie będziesz spał.
     -To nie u ciebie w pokoju?-spytał z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
Najwidoczniej już się skończyło jego obrażanie.
     -Nie zrobię ci tego-powiedziałam teatralnym głosem.-Przed chwilą byłeś na mnie tak śmiertelnie obrażony. Że postanowiłam dać ci własny pokój.
     -Ale już nie jestem obrażony-powiedział szybko. Łapiąc swoje bagaże i podbiegając do mnie.
     -Ale i tak będziesz spał tu.-Otworzyłam przed nim ciemnobrązowe drzwi.
Chłopak wszedł do starej sypialni moich rodziców i zaczął lustrować ją wzrokiem. Na środku stało łóżko przykryte jedynie fioletowym kocem. Po obu stronach były małe szafki nocne. Na lewej ścianie stał rząd pustych regałów. A na przeciwko łózka stała ława.
   Odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej tu jest porządek.
   Harry położył walizki przy łóżku i usiadł na nim.
     -Zaraz przyniosę ci pościel.
Wyszłam z pokoju, wracając do niego po chwili z czystą pościelą i parą poduszek.
     -Masz.-Rzuciłam ją na łóżko.
     -Dzięki-powiedział, przesuwając przyniesione przeze mnie przed chwilą rzeczy w róg łóżka.
     -Jakby co. To jestem u siebie w pokoju i śpię. Możesz się rozejrzeć po domu i jak chcesz posprzątać-powiedziałam, kierując się w stronę drzwi.
     -Śmieszne.-Położył się na łóżku.
     -To dobranoc.-Ziewnęłam i wyszłam z tymczasowego pokoju Harry'ego. Od razu skierowałam się do swojego. Otworzyłam drzwi i weszłam do mojego małego królestwa.
   Rzuciłam moją torbę na fotel, po lewej od wejścia, stojący przy ławie. Po jej drugiej stronie stał drugi taki sam. Na przeciwnej stronie od drzwi stały meble. A po prawej, w rogu pod dużym oknem, było łóżko. Ściany miały Czerwono biały odcień. A na środku leżał owalny brązowy dywan.
   Od razu skierowałam się w stronę łóżka i padłam na nie wykończona podróżą. Zasypiając po chwili.
*
     -Harry idziesz ze mną do Alex?-spytałam przechodząc z salonu do kuchni, która była od niego oddzielona tylko niewielkim barowym stołem, w której przy nim siedział chłopak i jadł kanapki.
   Naprzeciwko drzwi wisiały biało-pomarańczowe meble.
   Dochodziła prawie czternasta. Wstałam jakąś godzinę temu. Od razu zadzwoniła do mnie Alex z prośbą o spotkanie.
     -Kto to Alex?-spytał z pełną buzią.
     -Moja przyjaciółka. To jak?-Stanęłam naprzeciwko niego. Przyglądając mu się z podniesionymi brwiami.
     -Zaraz tylko dokończę.-Wskazał palcem na talerzyk pełen kanapek.
     -Pomogę ci-powiedziałam z szerokim uśmiechem na ustach.
     -W to, to ja nie wątpię.-Zaśmiał się za co dostał ode mnie w ramię.
Po zjedzeniu zamknęłam dom i włożyłam kluczyk pod ta samą doniczkę co wcześniej. Gdyby w razie czego filip wrócił. Opuściliśmy posesję i poszliśmy w kierunku domu Alex. A że nie było to daleko to po pięciu minutach byliśmy na miejscu.
   Zapukałam. Od razu dało usłyszeć się kroki, a po chwili drzwi otworzyły się i naszym oczą ukazała się blond-włosa  dziewczyna.
     -Cze...-Nie dokończyła kiedy tylko zauważyła Harry'ego.
Zaśmiałam się z niej w duchu.
   Wpatrywała się w niego przez chwilę. W ogóle nie mrugając, a po chwili zamknęła z hukiem drzwi. Popatrzyliśmy z Harry'm na siebie ze zdziwionymi minami. Po chwili drzwi znowu się otworzyły. Alex zaczęła cicho piszczeć i rzuciła mu się na szyje.
     -O Mój Boże! Harry! Nawet nie wyobrażasz sobie jak ja cię uwielbiam-mówiła, a brunet tylko się z niej cicho śmiał.
Ja też patrzyłam na to z rozbawieniem.
     -Hej-przywitał się z nią Harry, kiedy zdążyła się już uspokoić.
Ponownie stanęła w drzwiach.
     -Proszę, wchodźcie.-Otrząsnęła się i odsunęła na bok. Wpuszczając nas do środka.-Zaparzę herbaty, a wy idźcie do salonu-powiedziała, biegnąc w pośpiechu do kuchni.
Nadal się śmiejąc weszliśmy do jasnoniebieskiego salonu i usiedliśmy na skórzanej, kremowej kanapie. Naprzeciwko był szklany stolik, a zaraz na nim wielka plazma, a po środku leżał dywan.
   Po kilku minutach Alex wróciła z trzema kubkami parującej herbaty. Następnie znowu pobiegła do kuchni. Przynosząc cukier i ciasteczka. Śmiałam się widząc jak trzęsą jej się ręce. Postawiła rzeczy na stoliku i usiadła na fotelu po stronie Harrego i wpatrywała się w niego jak w obrazek.
     -Ale się za tobą stęskniłam.-Postanowiłam, w końcu przerwać tą ciszę.
Podeszłam do niej i mocno uściskałam.
     -Czemu tak mało się odzywałaś?-spytała z wyrzutem. Odwzajemniając mój uścisk.
     -Przepraszam.-Uśmiechnęłam się do niej niewinnie.
Odsunęłyśmy się od siebie stojąc teraz naprzeciwko.
     -Przeprosiny przyjęte-powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach.
Zajęłyśmy swoje poprzednie miejsca. Wzięłam jeden w kubków. Osłodziłam jedną łyżeczkę, a następnie dokładnie wymieszałam i podałam Alex. Następnie osłodziłam dwie. Również wymieszałam i podałam Harry'emu. To samo zrobiłam z moim. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie i upiłam łyk słodkiego napoju.
     -OK. To opowiadaj jak było.-Blondynka również zaczęła pić swoją herbatę.
Przez następne kilka godzin opowiadaliśmy jej co wydarzyło się przez ostatni miesiąc w Londynie i oczywiście ten nieszczęsny Harry musiał dodawać te rzeczy, o których wolałam nie wspominać. Ponieważ będzie mi to później wypominać do kończ życia.
     -Ale ty to masz farta.-Uśmiechnęła się.-Poznałaś pięciu najprzystojniejszych chłopaków na świecie. Chodzisz z jednym z nich. Byłaś na darmowej wycieczce w Londynie i przywiozłaś ze sobą jego-mówiąc ostatnie zdanie wskazała na Harry'ego, a ten tylko się wyszczerzył.
     -Mówię ci nie chciałabyś z nimi mieszkać.
     -Jak można nie chcieć z nami mieszkać?-Harry popatrzył na mnie z wyrzutem-A szczególnie ze mną-dodał wskazując na siebie palcem.
     -Nie przypisuj sobie-stwierdziłam, przymykając oczy i kiwając głową.
     -Wcale, że nie przecież to czysta prawda. jestem najprzystojniejszym, najseksowniejszym i najbardziej ubóstwianym przez dziewczyny chłopakiem na świecie.-Na koniec energicznie kiwnął głową.
     -Chyba najgłupszym, najbrzydszy i najbardziej nielubianych dziwolągiem na świecie.
     -Zazdrościsz mi-powiedział pewnym siebie głosem, poprawiając włosy.
     -Ja tobie?-Prychnęłam w jego kierunku.-Niby czego?-Uniosłam brwi do góry w znaku zapytania.
Harry uśmiechnął się szeroko.
     -Tego, że jestem taki seksowny.-Zaczął poruszać brwiami.
     -Chyba taki głupi.-Przeciągnęłam drugie słowo, demonstrując to jeszcze rękami.
     -Zazdrość.-Ponownie pokiwał głową i założył ręce na klatkę piersiową.
     -Wcale nie jestem o ciebie zazdrosna-powiedziała coraz bardziej zdenerwowana jego zachowaniem.
     -A kto tu mówił, że jesteś o mnie zazdrosna. Bo ja powiedziałem, że ty mi zazdrościsz. Alex?-popatrzył na blondynkę, ale ta tyko pokręciła przecząco głową.
     -I tak to jest nieprawda. Jesteś najbrzydszy i najgłupszy z całego zespołu.
     -A jeszcze pół miesiąca temu mówiłaś, że lubisz...-Alex po raz pierwszy zabrała głos w naszej małej wymianie zdań.
     -Cicho-przerwałam jej od rzazu jak domyśliłam się co chciała powiedzieć.-To było dawno i nieprawda-dodałam po chwili.
     -Co mówiła?-spytał ciekawsko chłopak. Nawet nie zwracając uwagi na słowa, które przed chwilą powiedziałam.-Że to mnie lubisz najbardziej i jestem najprzystojniejszy?-mówił z uśmiechem.
     -Nie to nie to.-Wystawiłam mu język.
     -Alex. Co ona ci wtedy powiedziała?-spytał przysówając się do dziewczyny i uśmiechając słodko.
     -Nie mów mu.-Ostrzegłam, ale ona jakby tego nie słyszała.
     -Że ciebie lubi najbardziej z całego zespołu-odpowiedziała szybko na jego pytanie.
Zgromiłam ją srogim wzrokiem. Krzyżując ręce na klatce piersiowej.
     -Dzięki.-Uśmiechnął się do niej.
     -Alex! Jak mogłaś?!-powiedziałam srogim wzrokiem. Nie zmieniając swojej pozycji.
     -Wybacz, ale on jest taki przekonujący.-Wzruszyła tylko ramionami z niewinną miną.
     -To cię nie tłumaczy.-Wygięłam usta w podkówkę. Odwracając głowę i zamykając oczy.
Nagle po pokoju rozległ się dźwięk mojego telefonu. Rozprostowałam ręce i wyjęłam przedmiot z kieszeni dżinsów.
     -Halo.-Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przystawiłam urządzenie do ucha.
     -Bella?-Po drugiej stronie usłyszałam głos mojego brata-Za ile będziesz w domu?-spytał.
     -Zaraz mogę przyjść, bo jestem u Alex.-Poinformowałam go.-A co? Coś się stało?
     -Nie, nie-zaprzeczył od razu-Czekam-rozłączył się szybko. Pewnie dlatego, że był pewny, ż zaraz zacznę się na niego wydzierać co zrobił z naszym biednym domkiem.
Wsadziłam telefon do kieszeni i spojrzałam na dziewczynę smutnym wzrokiem.
     -Niestety Alex, ale musimy już iść.-Uśmiechnęłam się do niej blado.
     -Spoko. Spotkamy się kiedy indziej-odwzajemniła mój gest, ale o wiele bardziej entuzjastycznie.
Blondynka odprowadziła nas do drzwi. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w kierunku mojego domu.

     -Filip? Gdzie jesteś?-spytałam, przekraczając próg domu.
     -W kuchni-odkrzyknął.
Szybko pobiegłam do pomieszczenia, gdzie zastałam chłopaka o brązowych włosach opadających na czoło, jedzącego kanapki.
     -Co się stało?-spytałam, siadając na krześle naprzeciwko niego.
W tym momencie do kuchni wszedł Harry.
     -A czy musiało się coś stać-spytał niewinnym głosem-Chciałem spotkać się, z moją siostrzyczką po prawie miesiącu rozłąki.-Przeszedł naokoło i przytulił mnie mocno.
Po chwili odsunęłam się od niego.
     - Jak na mój gust to jesteś zbyt wesolutki.-Potarłam brodę dłonią, a następnie przypomniałam sobie o Harry'm stojącym w wejściu.-Eee. Filip. To jest Harry.Pomieszka trochę u nas-powiedziałam niepewnie.
     -Wiem.-Jego odpowiedź mnie nieco zdziwiła.-Siema Harry. Jak dobrze widzieć cię w realu. Zupełnie inaczej niż w telewizji.-Chłopaki przybili sobie piątki.
     -Cześć-powiedział kręcono-włosy.
Wzruszyłam tylko ramionami.
     -Filip to powiesz mi w końcu co się stało, czy nie?
     -OK, OK. Już ci mówię. Mam dla ciebie dwie wiadomości. Jedną dobrą, drugą złą. Od której zacząć?
     -Od dobrej-odpowiedziałam szybko. Lekko zaniepokojona, czego one mogą dotyczyć.
     -Dobra to zacznę od złej.-Zaśmiał się nerwowo.-Będziesz musiała posprzątać cały dom, bo trochę nabałaganiłem jak cię nie było.
     -Wiesz co?-spojrzałam na niego, przechylając lekko głowę w bok-Tyle to ja już wiem.
     -Dobra to teraz dobra. Jestem pewien, że od razu poprawi ci humor.-Uśmiechnął się szeroko. Jak widać jemu już poprawiła.
     -No dawaj.-Zaczęłam popędzać go dłonią.
     -Zgadnij kto jutro przyjeżdża?-powiedział, czekając na moją odpowiedź.
Przyłożyłam rękę do brody, udając, że się zastanawiam. Ale po chwili wzruszyłam ramionami.
     -No nie wiem-odpowiedziałam w końcu.
     -Simpson.-Rozłożył ręce.-Twój Bradleyek.
     -Co!?-spytałam nie mogąc uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam.-Brad jutro przyjeżdża!-Na mojej twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech.-Już się nie mogę doczekać. O której? Na jak długo? Jak ja go długo nie widziałam.
Zaczęłam mówić, chodząc po całym pomieszczeniu,a chłopaki przyglądali mi się przez moment, a następnie wybuchnęli głośnym śmiechem.
     -Bella spokojnie-mówił filip przez śmiech.
     -Spokojnie? Nie widziałam go prawie półtora roku. Już nie mogę się doczekać.
Weszliśmy do salonu i mina mi od razu zrzedła.
     -Przyjeżdżają jutro około czwartej rano. On, jego rodzice i kumpel, którego poznał w Anglii.-Zaczął wyjaśniać mi Filip, ale już nie za bardzo go słuchałam.
     -Kto to jest ten Brad?-spytał w końcu Harry.
Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem.
     -No jak to kto? Mój najlepszy przyjaciel-odpowiedziałam szybko.
     -Aha.-Pokiwał tylko lekko głową.
     -Nie mogę się doczekać kiedy go w końcu zobaczę-pisnęłam.-Czemu dopiero jutro?-teraz jęknełam.
     -Może byś trochę posprzątała-powiedział nagle Filip-Bo jak jurto przyjadą i zobaczą taki bałagan.-Wskazał rękoma na zaśmiecony salon.
     -Jeszcze czego-prychnęłam na niego z byka.
     -To gdzie będą spali?-drążył.-Przecież ciotka się wścieknie jak zobaczy tu taki bałagan.
     -To będą u nas nocować?-Zdziwienie momentalnie pojawiło się na mojej twarzy.
     -No, a gdzie?-Uniósł brwi w górę.-Przecież nie będą specjalnie wynajmować hotelu, skoro my mamy ogromny dom wolny, co nie?-spytał retorycznie, unosząc dłonie na wysokość klatki piersiowej.
     -Dobra brać się do roboty!-rozkazałam od razu.
Harry popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
     -Co? Ale, że ja też?-spytał zdziwiony, kiedy podawałam mu szczotkę do zamiatania podłogi.
     -A co? Ty jesteś święty, że nie pracujesz?-spojrzałam na niego wymownym wzrokiem, który mówił "Bierz się do roboty"
Harry uśmiechnął się.
     -Oczywiście. I na dodatek jestem twoim gościem.-Oddał mi przedmiot.
     -Gdyby nie ja to spałbyś teraz pod mostem, więc bierz się do roboty.-Wcisnęłam mu szczotkę ponownie do ręki.
     -Chyba nie wywaliłabyś takiego przy...-zaczął ale nie dałam mu szansy dokończyć.
     -Dobra tą część już słyszeliśmy-powiedziałam nie zwracając na niego już uwagi-Filip sprząta salon, łazienkę i swój pokój. Harry kuchnię i pokój, w którym śpi. A ja resztę.
Wszyscy wzięliśmy się za przydzielone sobie zadania. Szybko uprzątnęłam w moim pokoju i przeniosłam się do gościnnego, w którym będą spać ciocia i wujek. Przyniosłam pościel, pościerałam kurze i takie tam. Brad natomiast będzie spać na kanapie w salonie, gdzie teraz sprząta Filip. Na końcu zamiotłam jeszcze korytarze i wszystko było już gotowe. A i jeszcze pościel dla Brada. Wniosłam ją do już prawie czystego salony i rzuciłam na kanapę.
     -Rozłóż ją.-Rozkazałam Filipowi i już miałam wychodzić, kiedy zatrzymał mnie jego głos.
     -Myślisz, że obaj zmieszczą się pod jedną kołdrą?-spytał trzymając ją w górze.
     -Obaj?-popatrzyłam na niego zdziwiona.-Przecież Harry ma już naszykowane łóżko.
     -Nie dla Harrego-westchnął.-Tylko dla tego kolegi Brada.
     -Jakiego kolegi?-spytałam zdziwiona.
     -Nie znam imienia, ale on też przyjeżdża z Anglii-wytłumaczył, kładąc poście na kanapie.
     -Fajnie.-Uśmiechnęłam się.-Ciekawe jaki jest?
***
Mam nadzieję, że się podoba.
Proszę o wasze opinie.
LOVE YOU Xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz