Wsiadłyśmy z Alex i Cleo do samochodu brata Cleo, Kamila. Chłopak miał dwadzieścia sześć lat. Ciemne, krótko ścięte włosy i również ciemne oczy, a na twarzy lekki zarost. Był wysoki z małym brzuszkiem, ale i tak był przystojny. Obiecał nam, że podwiezie nas do szkoły na bal. Umówiłyśmy się z dziewczynami na piętnastą u Cleo, aby się przyszykować. Chłopaki mieli sobie sami jakoś poradzić, mam nadzieję, że nie zrobią z siebie pośmiewiska.
Droga zajęła man jakieś pięć minut. Na dworze było jeszcze jasno, co nie dziwne bo nie było nawet jeszcze dwudziestej.
Kamil zaparkował auto na szkolnym parkingu, ledwo znajdując wolne miejsce. Wszędzie było pełno samochodów i dzieciaków w pięknych strojach. Chwyciłyśmy z dziewczynami swoje torebki i wyszłyśmy z samochodu.
-Odebrać was później?-spytał brunet, wychylając się lekko przez okno.
-Nie, dzięki. Jakoś sobie poradzimy.-Cleo machnęła na niego ręką.
-Dzięki za podwózkę-powiedziała Alex, poprawiając swoją ciemnoniebieską sukienkę.
-Miłej zabawy.-Kaodpalił auto.-Tylko się zabezpieczajcie-dodał i szybko ruszył w stronę bramy.
Cleo zacisnęła dłoń w pięść i przymknęła oczy. Odkąd pamiętam to rodzeństwo zawsze się nienawidziło.
-To jak, idziemy?-spytała Alex.
Obie pokiwałyśmy głowami i ruszyłyśmy w stronę wejścia na halę, w której odbywała się impreza.
Idąc, mijaliśmy zakochane pary, które albo przytulali się w kątach, albo całowali. Szkoda, że nie ma to Louisa. Westchnęłam. Chciałabym, żeby był tu teraz ze mną. Tak długo go nie widziałam.
Po drodze Cleo odeszła ze swoim chłopakiem, który czekał na nią z grupką swoich kumpli. W końcu razem z Alex stanęłyśmy przed drzwiami. Naokoło rozbrzmiewała głośna muzyka i gwar rozmów nastolatków. Teraz trzeba poszukać chłopaków. Otworzyłam drzwi i obie weszłyśmy do środka. W pomieszczeniu panował półmrok. Weszłyśmy do środka. Alex zaczęła się rozglądać naokoło, pewnie w poszukiwaniu Dawida. W końcu na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. Wyciągnęła rękę w górę i krzyknęła w stronę chłopaka. Blondyn również musiał ją zauważyć, bo zaczął iść w naszym kierunku.
-Hej dziewczyny-powiedział i pocałował Alex w policzek.-Dawno cię nie widziałem-zwrócił się w moją stronę.
-Cześć-powiedziałam.-OK, Alex zostawiam was samych. Miłej zabawy.-Pomachałam im i ruszyłam w głąb sali, za sobą usłyszałam śmiech Davida. Nie zwróciłam na to uwagi tylko szłam dalej. Rozglądałam się w poszukiwaniu chłopaków. Jest już prawie dwudziesta. Muszę jak najszybciej znaleźć Brada, żebyśmy zatańczyli tego poloneza. Przeszłam całą salę, ale nigdzie ich nie było. Czyżby jeszcze nie przyjechali? Jak nie dotrą na miejsce o czasie, to normalnie zabiję jak wrócimy do domu. Wróciłam pod drzwi i jeszcze raz rozejrzałam się po sali.Gdzie oni są? rzeczytałam rękom moje włosy, które były ułożone z idealne fale i wyszłam na zewnątrz.
-Bella tutaj jestem!-usłyszałam głos Jamesa.
Odwróciłam się w tamtym kierunku. W moją stronę szedł blond włosy chłopak.
-Gdzie jest reszta?-spytałam, podchodząc powoli do niego.
-Zaraz powinni przyjść-odpowiedział stając przede mną.
Odwróciliśmy się i ruszyliśmy w stronę hali. Za chwile zacznie się otwarcie. Brad już dawno powinien tu być. Zaczęłam nerwowo bawić się palcami.
-Pięknie wyglądasz-powiedział blondyn.
-Dzięki-wymamrotałam.-Tobie też niczego nie brakuje.
On uśmiechnął się i stanął pod ścianą. No gdzie oni są? Mieli zaraz przyjść. Zaczynałam się denerwować. Do dwudziestej zostało tylko kilka minut.
-Nie denerwuj się tak. Na pewno zaraz przyjdą. Mają ważną sprawę do załatwienia.
-Jaką sprawę-zapytałam.
-Zobaczysz-odpowiedział tajemniczo.
Po jakiśch pięciu minutach w hali pojawił się dyrektor szkoły i zaczął swoje przemówienie. Zaraz wszystko się zacznie, a ich nadal nie ma. Chwilę później pary zaczęły ustawiać się do tańca. Zaczęłam nerwowo rozglądać się po pomieszczeniu. Kiedy prawie wszyscy już byli na swoich miejscach do hali wszedł Harry.
-Nareszcie gdzie jest Brad?-spytałam, podchodząc do niego.
-Zaraz powinien przyjść-odpowiedział.
-Jak to zaraz? Przecież to wszystko już się zaczyna.
-Spokojnie-uspokajał mnie brunet i wyciągnął w moją stronę rękę. Spojrzałam na niego ze zmarszczonymi brwiami.
-Czy czynisz mi ten zaszczyt i ze mną zatańczysz-zapytał, uśmiechając się nonszalancko.
Nie widząc innego wyjścia ujęłam jego dłoń i ruszyliśmy w stronę reszty uczniów. Wszystkie spojrzenia momentalnie powędrowały w naszą stronę. Chłopak wydawał się nie zwracać na to uwagi. Pewnie zdążył już się przyzwyczaić. Stanęliśmy na środku. Muzyka rozbrzmiała w pomieszczeniu i wszyscy zaczęliśmy tańczyć. Dobrze, że Harry umie to tańczy, bo inaczej nie wiem co bym zrobiła, a Brad jeszcze tego pożałuje jak wrócimy do domu. Jakoś w połowie tańca ponownie zaparkował gwar. Lekko przekręcić głowę w stronę drzwi gdzie patrzyła większość uczniów. Do sali wszedł uśmiechający się szeroko Brad. Zmarszczyłam brwi. Wystawił mnie i na dodatek uśmiecha się jak głupi. Już miałam odwrócić wzrok, ale moja uwagę przykuł towarzysz chłopaka, który właśnie wszedł do środka. To na nim była skupiona uwaga większości dziewcząt. Przeniosłam na niego wzrok i momentalnie zamarłam. Louis. Co on tu robi? Przecież miał być u rodziny w Londynie. Chłopak uśmiechał się szeroko nie spuszczając ze mnie wzroku. Po chwili ruszył w naszą stronę. Harry odsunął się powoli, kiedy szatyn stanął przed nami.
-Można?-zapytał, wychylając dłoń w moją stronę.
Nic nie mówiąc drżącą ręką ujęłam jego. Chłopak przybliżył się i zaczął poruszać się zgodnie z innymi. Skąd on się tego nauczył?
-Skąd znasz poloneza?-spytałam, nie spuszczając z niego wzroku.
-Nauczyłem się.-Zaśmiał się.- Nie przywitasz się ze mną?
-Tęskniłam za tobą-powiedziałam.
-Ja za tobą też.
-Ale co ty tu robisz?
-Chyba nie mógłbym opuścić imprezy swojej dziewczyny.
Resztę tańca spędziliśmy w ciszy, patrząc na siebie nawzajem. Kiedy skończyliśmy, na hali rozbrzmiała szybka muzyka. Powoli wróciliśmy do reszty, trzymając się za ręce.
-I jak się podoba niespodzianka?-spytał Brad, kiedy stanęliśmy obok nich.
-Dziękuję-wyszeptałam, puszczając rękę Louisa i mocno przytulając Brada, następnie Harry'ego i na końcu Jamesa.
-Czyli rozumiem, że bardzo.-Zaśmiał się brunet.- OK to teraz idziemy Zatańczyć, w końcu mój taniec musiałem oddać twojemu chłopakowi.-powiedział, a następnie złapał mnie za nadgarstek, ciągnąć na środek. Odwróciłam się jeszcze za siebie. James również gdzieś się ulotnił, wiec Harry i Louis zostali sami. Fanki wykorzystując okazję zaczęli do nich podchodzić i prosić o autografy. Ponownie uśmiechnęłam się kiedy napisałam wzrok Louisa, ale po chwili jakaś fanka ponownie urwała nasz kontakt wzrokowy. Brad stanął w miejscu i położył dłonie na mojej talii. Zaczęliśmy tańczyć. Po kilku następnych piosenka ponownie wróciłam do chłopaków. Brad został na środku i tańczył teraz z jakąś blondynką. Stanęłam obok Louisa.
-To jak tańczymy?-zapytał, odwracając się w moją stronę.
-Oczywiście.
Następne trzy godziny minęły mi bardzo szybko. Prawie cały ten czas spędziłam z Louisem. Opowiadaliśmy sobie co robiliśmy przez tydzień rozłąki. Wydaje się, że to tak mało, ale jak się za kimś tęskni to czas leci naprawdę powoli. Brad od razu po naszym tańcu zaczął odnawiać stare znajomości. Niedawno widziałam jak tańczył ze swoją byłą dziewczyną. Jamesa też kilka razy widziałam jak tańczył, ale większość czasu spędzał podpierając ścianę i flirtując z dziewczynami. Natomiast Harry'ego prawie przez cały czas otaczały tłumy fanek. Na początku widać było, że jest tym usatysfakcjonowany, ale teraz już jest na pewno zmęczony.
-Może powinieneś mu pomóc-powiedziałam chłopakowi przy uchu, aby mógł usłyszeć przez głośną muzykę.
-A muszę?-jęknął, wydymając wargę.
-Tak. Zajmie ci to tylko chwilę. Nie widzisz jak się chłopak męczy?
Louis odwrócił się w jego stronę i westchnął głęboko, a ja wiedziałam, że to zrobi.
-No dobra, dobra.-Przymknął oczy.
-OK. To ja w tym czasie idę do łazienki. Wrócę za jakieś piętnaście minut.
Pocałowałam go w policzek i ruszyłam w stronę łazienek. Odwróciłam się jeszcze w stronę Louisa. Na jego twarzy był szeroki uśmiech, kiedy podchodził w stronę dziewczyn.
Stanęłam przed drzwiami i nacisnęłam na klamkę, ale one nawet nie drgnęły. Ponowiłam czynność, ale nadal nic. Zapukałam w drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Dlaczego zamknęli łazienkę? Trudno. Muszę iść do tej w drugim skrzydle. Wyszłam na zewnątrz. O dziwo na zewnątrz nie było prawie nikogo. Ruszyłam w stronę wejścia do szatni, aby następnie przejść do innego skrzydła.
Weszłam do środka, a następnie weszłam na korytarz i otworzyłam drzwi od damskiej toalety, wchodząc do środka. Muzyki prawi nie było słychać. Zamknęłam drzwi. Podeszłam do zlewu i dokręciłam zimną wodę i ochlapałam nią dłonie. W hali było strasznie gorąco. Kucnęłam i chwyciłam koniec sukienki, a następnie zaczęłam przypinać go do pasa. Kiedy skończyłam wygładziłam materiał dłońmi i uśmiechnęłam się. Od razu lepiej. Wyszłam z łazienki, a następnie opuściłam budynek.
Zamykając drzwi wejściowe usłyszałam cichy szelest. Mimowolnie przeniosłam wzrok w stronę płotu. Moją uwagę przykuło małe niebieskie światełko. Zmarszczyłam lekko brwi i powoli zrobiłam krok w stronę światełka. Znowu kolejny i kolejny. Przez cały czas wpatrywałam się w świecący punkcik. Kiedy byłam coraz bliżej, wydawało się, że światełko migocze. Z każdym krokiem było coraz piękniejsze. Raz się zwężało, a po chwili znowu rozchylało. Kiedy stałam już tylko parę kroków przed płotem, dostrzegłam, że tym światełkiem tak naprawdę jest niebieski, błyszczący motyl, który raz po raz składał i rozkładał swoje skrzydła. Był on nienaturalnych rozmiarów. Miał wielkość ludzkiej dłoni. Podeszłam jeszcze bliżej, nie mogąc oderwać wzroku od pięknego stworzenia. Musiałam kucnąć, ponieważ motyl znajdował się na wysokości pasa. Kiedy to zrobiłam, on przestał machać skrzydłami. Zostawił je rozłożone. Mogłam teraz dokładnie przyjrzeć się wzorom które na nich widniały. Na niebieskich skrzydłach widniał biały, nieznany mi wzór, który bardziej przypominał mi jeden z chińskich znaków. Zmarszczyłam lekko brwi.
Nagle motyl szybko zerwał się z miejsca i z zawrotną szybkością ruszył w moją stronę. Rozszerzyłam oczy i poleciałam do tyłu, w tym samym czasie poczułam jak stworzenie uderza w moją twarz. Zamknęłam oczy.
Kiedy je otworzyłam, na początku widziałam tylko ciemność i gdzieniegdzie małe błyszczące skierki, spadające na ziemię. Zamrugałam kilka razy i ponownie rozejrzałam się naokoło. Coś się nie zgadzało. W świetle księżyca nie mogła dostrzec szkoły, która powinna znajdować się kilka metrów za mną. Wszędzie znajdowały się wysokie drzewa. Zamrugałam jeszcze raz. Skierowałam, swój wzrok przed siebie. Jakiś metr dalej płynęła rzeka. Rzeka? Ale przecież tu nie ma rzeki. Gdzie ja jestem? Chciałam wstać z ziemi, ale niestety nie udało mi się to. W tym samym momencie poczułam jak coś oślizłego owija się wokół mojej lewej kostki. Momentalnie szarpnęłam nogą w tył, ale nic to nie dało. To coś zaczęło ciągnąć mnie w stronę wody. Zaczęłam szybciej oddychać. Spojrzałam na swoją kostkę. Wokół niej była owinięta ciemna macka. Mój oddech przyspieszył. Podążyłam wzrokiem, za ciągnącym mnie ramieniem. Wyłaniało się ono z zburzonej wody.
Chciałam krzyknąć, ale z mojego gardła nie chciał wydostać się, żaden dźwięk. Panika narastała w moim ciele. Szarpałam się i kopałam w mackę, ale ona zaciskała się jeszcze mocniej. W końcu poczułam jak zimna woda dotyka mojego ciała. Czułam jak serce wali mi w piersi.
Przewróciłam się na brzuch i zaczęłam wbijać palce w piasek, który był już mokry, w poszukiwaniu jakiegoś ratunku. Z oczu zaczęły lecieć mi łzy, ale z usta nadal nie wydobywał się żaden dźwięk. Kiedy woda już dotykała mojej twarzy, musiałam ponownie przekręcić się na plecy, aby się nie zakrztusić. Teraz woda sięgała mi prawie do brody. Odpychałam się dłońmi od dna aby nie zanurzyć twarzy. Kiedy nie dotykałam już palcami dna, zaczęłam machać nimi po powierzchni tafli wody. Macka ciągnęła mnie w dół. Wiedziałam, że już nie uda mi się wydostać.
Zanim moja twarz zniknęła pod wodą zdążyłam wziąć głęboki wdech.
Oczy na początku piekły, ale w końcu mogłam swobodnie je otworzyć. Machałam rękami i nogami. Chodź wiedziałam, że nie powinnam marnować sił, ciało mnie nie słuchało. Bąbelki powietrza powoli opuszczały moje usta. Spuściłam wzrok, chcąc zobaczyć co mnie chwyciło, ale było zbyt ciemno. Powietrza zaczynało mi brakować. Płuca piekły coraz bardziej. W końcu nie mogłam wytrzymać i wypuściłam powietrze, chcąc zaczerpnąć wdech, ale poczułam tylko wodę w ustach. Do płuc nie dostało się powietrze. Ból powoli mijał, a moje ręce machały już coraz wolniej. Czułam jak ogarnia mnie senność. Nie miałam już siły trzymać ich otwartych. Powieki opadły. ręce i nogi również przestały pracować. Głowa lekko opadła w dół. Nie czułam już niczego. Ból w końcu odszedł. Woda napierająca na moje ciało jakby zniknęła. Uściska na nodze również. Nic już nie czułam i chciałam, żeby tak pozostało, żeby ten okropny ból nigdy nie wrócił, ale jednak coś jeszcze poczułam, ale nie byłam w stanie rozpoznać co to było.
***
Przepraszam. Rozdział miałam dodać wczoraj, ale usunęłam cały ponieważ mi się nie podobał i dziś napisałam nowy. Wczoraj na EDB przyszedł mi go głowy pewien pomysł i tamten rozdział wydawał mi się po prostu nudny. Mam nadzieję, że się podoba, jeśli tak to zostaw komentarz:)
Hejka^^
OdpowiedzUsuńJejku czemu w takim momencie skończyłaś.... ach... chcialabym nexta.. piszesz jeszcze? Masz talent... serio;) zazdroszcze xd
Wiem, ze dodalas rok temu... ale pliska dodaj nexta... pokochalam tego bloga... szkodaby bylo gdybys nie dokonczyla:'( wiec... zycze ci weny... duzo weny... i mam nadzieje ze dodasz kiedys nastepny rozdzial :) pozdrawiam cieplutko <3